Teatr Żeromskiego w Kielcach. Spór o dyrektora czy o sens istnienia kultury publicznej?
fot. Teatr Żeromskiego Kielce
fot. Teatr Żeromskiego Kielce
Zamiast świętować zakończenie długo wyczekiwanego remontu, Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach znalazł się w centrum napięcia, które z teatrem jako sztuką ma niewiele wspólnego. Zamiast premiery – polityczny dramat. I to nie na scenie, lecz w urzędniczych gabinetach. Zaniepokojone środowisko artystyczne obserwuje sytuację, która wykracza daleko poza granice regionu – bo dotyczy nie tylko losu jednej instytucji, lecz fundamentalnych zasad funkcjonowania kultury publicznej w Polsce – pisze Wiesław Kowalski.
Wszystko zaczęło się dość standardowo. 17 kwietnia zakończył się konkurs na nowego dyrektora kieleckiej sceny. Wygrał Jacek Jabrzyk, reżyser, dziś dyrektor artystyczny Teatru Zagłębia w Sosnowcu. Otrzymał 5 głosów – w tym poparcie całego zespołu teatru oraz przedstawiciela Ministerstwa Kultury. Jego konkurent, Leszek Zduń, dziś związany z Teatrem Klasyki Polskiej, zdobył 4 głosy. Przewaga niewielka, ale wynik jednoznaczny.
Mimo że konkurs zakończył się jasnym wynikiem, Urząd Marszałkowski Województwa Świętokrzyskiego pod kierownictwem Renaty Janik (PiS) zdecydował się nie uznać jego rezultatów. Najpierw ogłoszono unieważnienie pierwszego konkursu, a następnie zorganizowano drugi, na który jednak nikt się nie zgłosił. Pojawiły się także informacje o rozważaniu przekazania teatru pod zarząd zewnętrznej firmy — rozwiązania przewidzianego zwykle na sytuacje kryzysowe, a nie w momencie, gdy wybór dyrektora został już rozstrzygnięty. Według doniesień medialnych jedna z reżyserek była w tej sprawie sondowana. Nieoficjalnie mówi się również, że marszałek Janik miała stwierdzić, iż powołanie Jacka Jabrzyka byłoby dla niej kwestią „honoru”.
Stanowisko Ministerstwa Kultury jest jasne: należy powołać dyrektora zgodnie z decyzją komisji konkursowej. W podobnym tonie wypowiedzieli się jej członkowie, którzy głosowali za kandydaturą Jabrzyka. Pięcioro z nich opublikowało wspólne oświadczenie, w którym podkreślają, że jego koncepcja najlepiej odpowiada na potrzeby instytucji i zapewnia jej stabilny rozwój.
Do eskalacji doszło, gdy obecny dyrektor teatru, Michał Kotański, wystąpił w programie TVP3 Kielce. Ujawnił, że dzień przed posiedzeniem komisji miał być poddany presji ze strony dyrektora departamentu kultury, Janusza Knapa, który rzekomo poinformował go, że „decyzja już zapadła” i że zwycięzcą konkursu ma zostać Leszek Zduń. Knap zaprzeczył i zapowiedział kroki prawne, jednak Kotański podtrzymał swoje słowa, zapewniając, że całe zajście można zweryfikować – bo na terenie teatru znajdują się kamery.
Trzeba to powiedzieć wprost: instytucja kultury to nie przedsiębiorstwo rozrywkowe. Nie da się jej zarządzać według korporacyjnych schematów, w których liczy się wyłącznie logistyka i wykresy. Teatr to przestrzeń twórczego fermentu, wspólnoty, dialogu. Próba jego „outsourcingu” to nie tylko zagrożenie dla jego tożsamości – ale i potencjalna katastrofa finansowa. Przypomnijmy: na remont teatru przeznaczono około 20 milionów złotych z funduszy norweskich. Złamanie zasad jego funkcjonowania może skutkować koniecznością zwrotu tej ogromnej kwoty.
Dziś nie chodzi już wyłącznie o personalia. Stawką jest coś znacznie większego – wiarygodność procedur publicznych. Czy konkursy mają jeszcze sens? Czy mogą uczciwie wyłaniać najlepszych kandydatów? A może są jedynie fasadą, za którą kryje się polityczna kalkulacja?
Zdumiewa konsekwencja, z jaką Urząd Marszałkowski ignoruje stanowiska środowisk artystycznych: Unii Polskich Teatrów, Związku Zawodowego Aktorów Polskich czy Gildii Reżyserów Teatralnych. Również głos samego zespołu teatralnego – przecież najbliższego całej sprawie – pozostaje bez echa. 17 czerwca pracownicy opublikowali mocne oświadczenie, w którym zarzucają urzędowi działania naruszające zasady prawa, przejrzystości i autonomii kultury.
Trudno dziś uwierzyć, że mamy do czynienia z konfliktem o wartości artystyczne. Coraz wyraźniej widać, że to spór czysto polityczny, w którym nie wiadomo nawet, jakiej kultury chcą jego uczestnicy. Czy teatr ma być miejscem wolnej myśli i otwartej debaty, czy też kolejną instytucją „do obsadzenia”?
W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawia się pytanie: czy ktoś z decydentów myśli jeszcze o codzienności ludzi pracujących w teatrze? O atmosferze? O zaufaniu, które buduje się latami, a które można zniszczyć jednym politycznym ruchem? Czy marszałek Janik i jej współpracownicy rozumieją, że teatr nie działa według logiki wyborów, kampanii i układów – lecz opiera się na relacjach, wrażliwości i odpowiedzialności?
Bo jeśli można unieważnić wynik konkursu bez rzeczowego uzasadnienia i narzucić instytucji „swojego” kandydata – to nie jest już lokalny incydent. To potencjalnie niebezpieczny wzorzec, który może podważyć sens istnienia autonomicznej kultury publicznej w Polsce.
A jednak jest w tej historii coś wyjątkowego. Mimo presji, niepewności, obniżonych pensji i braku alternatywy – zespół teatru nie zgadza się na polityczną ingerencję. Wybiera postawę: domaga się uczciwości, transparentności i respektu wobec zasad.
Nie wiemy, czy władze województwa mają długofalowy plan, czy działają doraźnie. Ale wiemy, że z tego oporu – spokojnego, konsekwentnego, opartego na wartościach – wyłania się siła. Pokazuje on, że teatr – nawet w trudnych czasach – może pozostać przestrzenią wolności. A może właśnie dlatego budzi taką niechęć tych, którzy chcieliby mieć wszystko pod kontrolą.
fot. Teatr Żeromskiego w Kielcach