Teatr bez mostu. „Juliusz Cezar” Biegasiewicza jako performatywny esej
O spektaklu „Juliusz Cezar” Williama Szekspira w reż. Błażeja Biegasiewicza w Teatrze Modrzejewskiej w Legnicy, pokazanym na 29. Międzynarodowym Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku, pisze Wiesław Kowalski.
Na 29. Międzynarodowym Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku Teatr Modrzejewskiej z Legnicy zaprezentował „Juliusza Cezara” w reżyserii Błażeja Biegasiewicza. To przedstawienie, które z dużą siłą działa na poziomie intelektualnym, ale nie każdemu zaoferuje emocjonalne przeżycie. Współczesna forma może fascynować – ale równie łatwo zbudować mur między sceną a widownią.
„Juliusz Cezar” w tej inscenizacji to teatr silnie zakorzeniony w aktualnym dyskursie społecznym. Rezonuje z tematami władzy, języka, dezinformacji i strategii manipulacyjnych mediów. Spektakl jest technologicznie dopracowany, wizualnie nasycony, koncepcyjnie wielowarstwowy. Ale im więcej elementów składa się na tę złożoną strukturę, tym mniej przestrzeni pozostaje na emocjonalny rezonans.
To wyraźnie spektakl konceptualny – i na tym poziomie funkcjonuje z precyzją. Ale teatralna komunikacja, nawet jeśli oparta na nowoczesnych środkach i formalnych eksperymentach, wymaga czegoś więcej niż system odniesień. Potrzebuje relacji, nie tylko demonstracji.
Nadmiar narzędzi może tłumić sens
Forma została doprowadzona do granic intensywności: rave’owy finał, dekonstrukcja tekstu, migotliwa narracja, instalacyjna scenografia, aktorstwo balansujące na granicy fizycznej wytrzymałości. To wszystko, choć imponujące, tworzy teatr, który bardziej odsłania strukturę niż opowiada historię. Widz zamiast rezonować – może się odsunąć. W miejsce empatii pojawia się hermetyczność.
Język, który miał być tematem, staje się barierą
Paradoksalnie, choć język jest głównym tematem spektaklu – jako narzędzie wpływu, kontroli i dezinformacji – to właśnie sposób jego użycia może wywoływać dystans. Fragmentaryczne frazy, powidoki komunikatów i zakłócenia audiowizualne budują językową mgłę, która studzi emocje i zaciera ścieżkę do empatii.
Zamiast psychologicznej prawdy postaci – chłodna struktura paradygmatu
Ciężar spektaklu przesunięty jest wyraźnie w stronę performatywnego eseju. Postaci nie rozwijają się psychologicznie, lecz funkcjonują jako reprezentanci idei. To zabieg świadomy, ale ryzykowny. Gdy bohaterowie są przede wszystkim nośnikami tezy, ich dramatyczne wybory tracą ciężar. Publiczność nie tyle towarzyszy ludziom, co przygląda się mechanizmom.
Estetyka na granicy przeciążenia
Widowisko zbudowane jest z silnych impulsów wizualnych i dźwiękowych. Technologia, multimedia, transformująca się scenografia – to wszystko czyni spektakl nowoczesnym i efektownym. Ale nadmiar tych środków może prowadzić do przeciążenia zmysłów, a w konsekwencji – do braku emocjonalnego kontaktu z materią sceniczną.
Aktorstwo bez zarzutu – ale nie wszystko da się „zagrać”
Aktorzy prezentują wysoki poziom dyscypliny i zaangażowania – zarówno w warstwie fizycznej, jak i w operowaniu intensywną ekspresją. Ale nawet znakomite wykonanie nie zapewni poruszenia, jeśli postaci pozbawione są emocjonalnego rdzenia. Gdy aktorzy stają się częścią większego układu choreograficznego, trudno o przeżycie – łatwiej o podziw.
Spektakl, który testuje idee – ale czy testuje uczucia?
„Juliusz Cezar” w reżyserii Biegasiewicza to projekt z ambicją – artystyczną i intelektualną. To ważny głos w refleksji nad rolą języka, nad kondycją współczesnej komunikacji, nad manipulacją językiem, informacją i miejscem teatru w społecznym obiegu znaczeń. Jednak w tej złożonej strukturze zabrakło elementu, który spina teatr i widownię – emocjonalnego przęsła.
Bo nawet teatr najbardziej konceptualny, polityczny, nowoczesny – istnieje w spotkaniu. I jeśli do spotkania nie dochodzi, bo przekaz nadmiarowo obudowany zostaje technologią, językową zagadką i fragmentaryczną narracją – to widz pozostaje sam, nieporuszony, nawet jeśli zaintrygowany.
To spektakl, który trafia celnie w potrzeby współczesnej refleksji, ale rzadziej dotyka najgłębszych rejestrów emocji. Będzie fascynujący dla tych, którzy szukają intelektualnej układanki i estetycznego eksperymentu, ale może rozczarować widzów pragnących przeżyć, identyfikacji czy psychologicznej prawdy. To nie teatr dla każdego – i w tym sensie jego wartość i ograniczenia są równorzędne.
fot. Karol Budrewicz / Teatr Modrzejewskiej Legnica