Tam, gdzie cichnie głos
O spektaklu “Samotność pól bawełnianych” w reż. Timofeya Kulyabina z Bormio SIA i Flow Projects GmbH na Festiwalu Kontakt w Toruniu pisze Szymon Spichalski.
fot. Gio Kardava
O spektaklu “Samotność pól bawełnianych” w reż. Timofeya Kulyabina z Bormio SIA i Flow Projects GmbH na Festiwalu Kontakt w Toruniu pisze Szymon Spichalski.
fot. Gio Kardava
Teatr lubi skandalistów. Za takiego bez wątpienia uchodził Bernard-Marie Koltès. Sam Jacques Chirac miał grozić, że jeśli którykolwiek teatr wystawi Roberta Zucco, natychmiast zdejmie spektakl z afisza.
Autor Samotności pól bawełnianych pochodził z mieszczańskiej rodziny. Rzadko widywał ojca – zawodowego żołnierza – wychowywany był głównie przez kobiety. Próbował zostać aktorem, ale nie udało mu się dostać do Szkoły Teatru Narodowego w Strasburgu. Mimo to zyskał protekcję jej dyrektora, który był zachwycony sztukami młodego dramatopisarza. Wkrótce Koltès wszedł do głównego nurtu francuskiego teatru – jego teksty reżyserował m.in. sam Patrice Chéreau. Twórca Walki Czarnucha z psami zmarł młodo, w wieku zaledwie 41 lat, na skutek komplikacji związanych z AIDS.
Obiektem zainteresowania Koltèsa był język, próba nawiązania kontaktu międzyludzkiego oraz sytuacje konfliktu. W jego sztukach na pierwszy plan wysuwa się przemoc – odzwierciedlenie osobistych doświadczeń autora, wielokrotnie atakowanego z powodu swojej orientacji seksualnej, a także obserwatora agresji wobec innych mniejszości. Motyw morderstwa pojawia się w Zachodnim wybrzeżu, a istną kumulację osiąga w Robercie Zucco, inspirowanym historią włoskiego seryjnego zabójcy.
Samotność pól bawełnianych znana jest w Polsce m.in. z inscenizacji Radosława Rychcika w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Przedstawienie z 2009 roku, będące połączeniem spektaklu i koncertu w kameralnej formie, sam reżyser określał mianem „teatru histerycznego”, operującego szeroką skalą emocji. Utwór Koltèsa przypomina poemat, w którym relacja Dealera i Klienta rozwija się poprzez sieć gier, perswazji i pasywnej agresji.
Otwartą strukturę dramatu perfekcyjnie wykorzystał Timofey Kuliabin w swojej realizacji. Klamrę spektaklu stanowi sylwetka anonimowego mężczyzny, którego powrót do domu oglądamy w początkowej projekcji. Cała akcja – dialog dwóch postaci – staje się w gruncie rzeczy wewnętrznym monologiem człowieka pogrążonego w depresji i desperacji.
John Malkovich i Ingeborga Dapkūnaitė prowadzą wielopoziomową grę, w której odbijają się nadzieje, lęki i obsesje ich postaci. Mistrzowsko oddają całą amplitudę emocji, także w momentach, gdy zamieniają się rolami – myśliwy staje się zwierzyną. Aktorzy nie zwracają się bezpośrednio do siebie, lecz do kamer skierowanych na ich twarze, a obraz transmitowany jest na ekran zawieszony nad sceną. Dzięki temu skrywane emocje stają się wyraźne. Człowiek zostaje skazany na ekshibicjonizm – nie ma gdzie się ukryć. Widzowi przez cały spektakl towarzyszy poczucie niepokoju i zagrożenia.
Scenografia autorstwa Olega Golovki składa się z czarnej ściany z wbudowanymi pomieszczeniami: jest tam prysznic, wieża z klocków, szkolna tablica z rysunkiem wykonanym kredą, garderoba z paskami od spodni. Zanurzamy się w czyjąś podświadomość, w przestrzeń wspomnień naznaczonych traumą.
Uwagę zwraca starannie przemyślane użycie znaków scenicznych. Wspomniany pasek może przywodzić na myśl zarówno ból, jak i przyjemność. A jednocześnie człowiek widziany przez okrągłą sprzączkę, przez którą zerka na nas Malkovich – staje się „zerem”. „Chcę być zerem…” – mówi w innej scenie Dapkūnaitė. Spektakl utkany jest z takich właśnie znaczących szczegółów, których odkrywanie stanowi dodatkowy walor. Zamiana płci jednej z postaci (w dramacie Dealer i Klient to mężczyźni) nie wpływa na dramaturgię, która prowadzona jest konsekwentnie i utrzymuje napięcie przez cały czas trwania spektaklu.
Niemiecko-łotewska Samotność… to perfekcyjnie zrealizowana sceniczna partytura, w której każdy znak i gest mają znaczenie. To opowieść o psychicznych obsesjach, przemocy i autoagresji. To również jeden z najbardziej spójnych teatralnych pomostów między formą a treścią – a to w teatrze prawdziwa sztuka.