Tegoroczne 61. Biennale Sztuki w Wenecji zaprasza do dialogu w molowych tonacjach. Rezygnując z hałaśliwych manifestów, kuratorzy i artyści – realizując wizję zmarłej Koyo Kouoh – wprowadzają nas w przestrzeń półmroków, szeptów i skupienia.
Narodowe pawilony dokonują w tym roku rzeczy niezwykłej: subtelnie sterują uwagą widza, zmuszając go do zwolnienia kroku, pochylenia się nad detalem, cichszego stąpania i głębszej refleksji.
W tę wyciszoną, wrażliwą koncepcję znakomicie wpisuje się Polski Pawilon z projektem „Języki z wody” Bogny Burskiej i Daniela Kotowskiego. Ta audiowizualna instalacja, angażująca Chór w Ruchu (złożony z osób słyszących i Głuchych), przetwarza pieśni wielorybów na język migowy i dźwięk. Zmusza nas do ponownego zdefiniowania tego, co słyszane i niesłyszane, oraz rzuca wyzwanie dominującym, nierzadko wykluczającym drogom komunikacji.
Weneckie doświadczenie milczenia i pamięci znajduje swoją genialną kontynuację poza głównymi terenami Giardini i Arsenale. Oficjalnym wydarzeniem towarzyszącym tegorocznemu Biennale jest wystawa „Tadeusz Kantor (1915–1990). Emballage, Cricotage and Madame Jarema”, zorganizowana przez Fundację Rodziny Staraków.
Ekspozycja ta przybliża publiczności monumentalną postać Tadeusza Kantora, ukazując go jako artystę totalnego, multidyscyplinarnego i obdarzonego niezwykłą wrażliwością. Kantor, wzorem największych twórców XX wieku, wypracował własny, hermetyczny, a zarazem uniwersalny język wizualny. Jego sztuka – podobnie jak motyw przewodni tegorocznego Biennale – próbuje uchwycić to, co niewytłumaczalne. Artysta obsesyjnie wręcz skupiał się na tym, co pozostaje, gdy wszystko inne znika: na rzeczach porzuconych, pamięci, procesie zapominania oraz na tym, co przemilczane.
Zgromadzona w Wenecji kolekcja to precyzyjnie skomponowany spacer przez etapy biografii artystycznej Kantora. Na początku malarstwo materii i informel, ukazujące fascynację przypadkiem, destrukcją i żywiołowością. Następnie ambalaże, czyli motywy zwykłych przedmiotów, przede wszystkim słynnych parasoli, będące próbą ocalenia i ukrycia przed czasem tego, co skazane na zapomnienie. Całość wieńczą schyłkowe cykle malarskie z końca lat 80. – poruszające, przedśmiertne serie „Dalej już nic” oraz „Cholernie spadam”, w których artysta z bolesną szczerością staje twarzą w twarz z własnym przemijaniem i nieuchronnym końcem.
Niezwykle ważnym, strukturalnym punktem wystawy jest włączenie do niej dzieł Marii Jaremy. Twórczość wybitnej artystki wchodzi w głęboki dialog z pracami Kantora, dopełniając ekspozycję o kontekst powojennej awangardy oraz roli przestrzeni i formy, która tak mocno rezonowała później w teatrze Cricot 2. Oglądając ekspozycję, można niemal wyczuć w powietrzu intensywną relację dwojga wielkich artystów i wspólnego poszukiwania przez nich nowego języka sztuki. I chociaż to prace Kantora są tu pokazane na pierwszym planie, Jaremianka nie pozostaje w jego cieniu; jej organiczne, pulsujące formy oraz kostiumy do „Matwy” z 1956 r. stają się dla jego dzieł równorzędnym kontrapunktem, bez którego zrozumienie fenomenu krakowskiej awangardy byłoby po prostu niemożliwe.
Choć wystawa nie przytłacza rozmiarem, rzuca widzowi wyzwanie równe głównym pawilonom: wymaga czasu i absolutnego zatrzymania. Aby w pełni doświadczyć uniwersum Kantora, należy porzucić wenecki pośpiech i poddać się rytmowi prezentowanych dzieł filmowych i teatralnych. W jednej z sal warto obejrzeć kultowy spektakl „Umarła klasa” – wstrząsające, teatralne studium pamięci i powrotu do przeszłości. Dopełnieniem całego doświadczenia jest również projekcja filmu dokumentalnego „Uwaga, malarstwo” (w reżyserii Antoniego Nurzyńskiego i Mieczysława Waśkowskiego), zrealizowanego według autorskiej koncepcji samego Kantora. To hipnotyzujący wgląd w proces twórczy, w którym akt malowania staje się autonomicznym performansem.
Wystawa zorganizowana w historycznych wnętrzach Procuratie Vecchie – tuż przy Placu Świętego Marka, czyli w samym sercu najbardziej gwarnego punktu Wenecji – udowadnia, że głos Kantora, choć sformułowany dekady temu, brzmi niezwykle aktualnie. W czasach powszechnego przebodźcowania i permanentnego hałasu ta krakowsko-wenecka lekcja przemijania staje się jednym z najbardziej poruszających punktów na mapie tegorocznej edycji. To dosłownie ostatni moment, by na własne oczy doświadczyć tego dialogu materii, pamięci i milczenia, zanim wenecka kurtyna opadnie na kolejne dwa lata.
La Biennale di Venezia