Slide
previous arrow
next arrow
Szekspirowski James Bond - Teatr dla Wszystkich

Szekspirowski James Bond

Na afiszu

Szekspirowski James Bond

O „Koriolanie” Wiliama Szekspira w reż. Stanisława Chludzińskiego w Teatrze Nowym w Poznaniu pisze Malwina Kiepiel.

Opublikowano: 2025-11-24
fot. Przemek P. Kaczmarek

Ocena Recenzenta:

Badacze teatru od lat wskazują, że „Koriolan” należy do najmniej popularnych dramatów Szekspira. To tekst o potężnym ciężarze gatunkowym, przekraczający dwieście stron, wymagający odwagi w realizacji. Tym bardziej znaczące jest, że sięgają po niego dziś bardzo młodzi twórcy — w Teatrze Nowym w Poznaniu Stanisław Chludziński (1998), a w 2026 r. w krakowskim Teatrze im. J. Słowackiego swoją interpretację przedstawi Jadwiga Klata (2003).

Chludziński i dramaturg Bartosz Cwaliński nie ukrywają ambicji: chcą, by ich „Koriolan” był diagnozą — współczesną, wyłożoną wprost, opartą na kontraście klas. W tym zamiarze kryje się jednak i ryzyko: z Szekspira łatwo zrobić pamflet, z dramatu o honorze — demonstrację uliczną, z bohatera — figurę publicystyczną.

Poznański „Koriolan” rozpoczyna się sceną, która definiuje głównego bohatera. Torturowany podczas przesłuchania przez Kominiusza w basenie (waterboarding), zostaje przedstawiony jako człowiek ukształtowany przez przemoc i dyscyplinę. To obraz rodem z filmów o Bondzie z Danielem Craigiem: popkulturowy cytat staje się tu sposobem opisu typu bohatera — żołnierza, który zna próbę wytrzymałości, a honor i lojalność są jego jedynym językiem. Tak otwiera się historia człowieka, który najpierw walczy, dopiero potem myśli.

Nad pierwszą częścią spektaklu dominują głośna muzyka, krzyki, intensywny ruch. Publiczność jest dosłownie wciągana na scenę; dostaje wuwuzele, drągi, pały. Rozdawana jest kiełbasa (sic!) — jako narzędzie trybunów do sterowania ludem. Padają hasła: „mieszkanie dla każdego”, „dość willi patrycjatu”, „nie tylko dla bogatych”.

Najwyraźniej swoją elitarność nosi Meneniusz (Artur Romański) — stylizowany na karykaturę patrycjatu, w perłach i eleganckich klapkach. Wchodzi jak ktoś, kto zna jedynie wygodę i bezkarność własnej pozycji. Ta lekko queerowa stylizacja jest precyzyjnym znakiem scenicznym: komentarzem o oderwaniu elit od ludu, nadmiarze i ostentacji, która nie ma nic wspólnego z realnością konfliktu.

 

Chludziński i Cwaliński osadzają „Koriolana” w realiach wojny XXI wieku. Scenę zalewają projekcje przypominające filmowe wizje konfliktu – surowe, monumentalne, chwilami bliskie obrazom z „Diuny”. Twórcy budują spójny język: nowoczesne technologie, komunikaty kryzysowe, drony, narracje propagandowe, które maskują oczywistość wojennych zbrodni. Fragment o „ostrzeliwanych szpitalach” działa w tym kontekście jak sygnał, który łączy świat Szekspira z aktualnym doświadczeniem.

Druga część przynosi zmianę tonu. W końcu zaczyna się  gra z Szekspirem, nie przeciwko niemu. Koriolan (Adam Machalica) wybrzmiewa pełnie, wręcz tragicznie – jako postać zanurzona w hybris. Nie chce pokazywać blizn, nie znosi rytuałów polityki, odmawia „szaty pokory”, szydzi z ludu. Jest zbudowany z wojny, nie z życia wspólnotowego, już nie potrafi inaczej funkcjonować.

Najmocniejszy moment to scena trzech kobiet – Wolumni, Wirgilii i Walerii. Na scenie staje się fizyczną konfrontacją. Kobiety błagają o pokój z brzytwą na szyi, ryzykując własnym życiem. Tu przedstawienie jest najbliżej tragedii. Tu jest napięcie, które działa realnie.
I tu Koriolan pęka.

Jego zgoda na pokój prowadzi go do śmierci. Koriolan ginie nie dlatego, że zmienił strony, ale dlatego, że w świecie wojny złamał hierarchię. To konsekwencja hybris – bohater zbudowany z własnej siły nie umie żyć poza nią.

Ostatnia decyzja inscenizacyjna Chludzińskiego jest brutalnie współczesna.
Syn Koriolana pochyla się nad ciałem ojca i robi zdjęcie. Selfie ze śmiercią. To gest, który odbiera tragedii możliwość katharsis. To diagnoza XXI wieku: wojna tuż obok nas nie wywołuje już trwogi, a dramat jednostki zostaje sprowadzony do chwilowego kadru.

Największym osiągnięciem tej inscenizacji jest zachowanie zasad tragedii. Chludziński i Cwaliński pokazują racje obu stron w ich pełnym napięciu, co prawda w zapachu kiełbasy, ale jednak.

„Koriolan” z Teatru Nowego jest też spektaklem o niewykorzystanych możliwościach. Zaczyna się jak propozycja rozmowy o przemocy i polityce, grzęźnie jednak w publicystyce, a odzyskuje siłę dopiero tam, gdzie zaczyna być teatralny. I naprawdę szekspirowski.

Kategorie:


Cytat Dnia

„Scenografia czasem jest w stylu szkolnych przedstawień (tekturowe elementy zjeżdżające z góry i mocno umowna zmiana plenerów), ale to dobrze, bo realizatorzy nie bali się klasycznego języku teatralnego”

Michał Derkacz o „Lubiewie”, reż. Jędrzej Piaskowski; Wroclawdlastudenta.pl, 26.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL