Szalone sweet dreams
O spektaklu „Szaleństwo nocy letniej” Davida Greiga i Gordona McIntyre’a w reżyserii Ewy Konstancji Bułhak w Teatrze Współczesnym w Warszawie pisze Anna Czajkowska.
„Szaleństwo nocy letniej” to słodko-gorzki spektakl, w którym autorzy z dystansem przyglądają się problemom osób po trzydziestce. Bliskość czterdziestki, zbliżające się „przesilenie” wieku średniego, samotność, poczucie marazmu oraz zagubienia w monotonnej codzienności mogłyby sugerować komedię romantyczną. Jednak w tekście nie ma nic banalnego – twórcy, wykorzystując śmiech i ironię zmieszaną z liryzmem oraz poetyckością, obnażają najintymniejsze, a zarazem najbardziej uniwersalne aspekty ludzkiej egzystencji.
Zabawna opowieść o życiu i eskapadach dwójki zagubionych outsiderów nie jest melodramatyczną historią. Noc Świętojańska – najkrótsza w roku, od wieków związana z magią, czarem, szukaniem miłości i wróżbami – kieruje uwagę twórców ku przeznaczeniu.
W typowo letnią, deszczową, edynburską noc w barze spotyka się dwoje samotnych trzydziestopięciolatków. Helena jest prawniczką, którą zostawił żonaty kochanek; Bob, drobny przestępca, czeka na odebranie kluczyków do świeżo skradzionego samochodu. Ich przypadkowa znajomość, wspólne picie wina, seks, sobotni kac i rozstania są niczym romantyczny sen w rzeczywistości wypełnionej rozczarowaniem. Rozpędzona akcja, dynamiczne dialogi i zaskakujące wydarzenia przypominają szalony rollercoaster.
Podziwiam młodych aktorów – Natalię Stachyrę i Mateusza Króla – którzy z taką lekkością i świeżością wcielają się w główne oraz poboczne postaci. Ich wszechstronność pozwala im błyskawicznie zmieniać role, umiejętnie podkreślając fizyczne cechy kolejnych bohaterów. Z uroczej Heleny Natalia Stachyra z łatwością przeistacza się w groźnego rzezimieszka, z kolei Mateusz Król jest równie biegły w przekazywaniu nieudanych, poetyckich aspiracji Boba, jak i w grze na gitarze.
Dwoje samotników często wyraża swoje sekretne, ukryte pragnienia, wypowiadając wewnętrzne monologi. Zabieg ten podkreśla ich samoświadomość i skutecznie rozprasza baśniowość teatralnej opowieści. Romantyczne piosenki, wykonywane z poetycką zmysłowością, wzmacniają ten efekt. Przeplatanka wzruszających, bezwzględnie szczerych i delikatnie kpiących monologów z zabawnymi dialogami wprowadza wyjątkowy nastrój, który w tym „szekspirowsko uniwersalnym” spektaklu nabiera symbolicznego znaczenia.
Reżyserując adaptację odpowiednio przetłumaczonego tekstu (zasługa Tomasza Dutkiewicza i Elżbiety Woźniak), Ewa Konstancja Bułhak stworzyła spektakl nietuzinkowy. Jego smak i estetykę wzbogacają kostiumy oraz oszczędna, starannie przygotowana scenografia Kamili Bukańskiej, projekcje Marii Matyldy Wojciechowskiej i gra świateł autorstwa Katarzyny Łuszczyk. Muzyka, wykonywana na żywo przez Macieja Papalskiego, dopełnia całości.
„Szaleństwo nocy letniej” to być może jedynie spełnienie romantycznego życzenia – ale przesłanie, że zmiana zawsze jest możliwa, pozostawia widzów z nadzieją i uśmiechem.
fot. Barbara Ojrzeńska/Teatr Współczesny w Warszawie