Suits – Jesus episode
O spektaklu „Rewizja procesu Jezusa” w reż. Katarzyny Kozyry i Krysi Bednarek w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie pisze Piotr Gaszczyński.
fot HaWa / NST Kraków
HAWA
O spektaklu „Rewizja procesu Jezusa” w reż. Katarzyny Kozyry i Krysi Bednarek w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie pisze Piotr Gaszczyński.
fot HaWa / NST Kraków
HAWA
W świetnym prawniczym serialu W garniturach (oryg. Suits) nieustraszony Harvey Specter (Gabriel Macht) i genialny Mike (Patrick J. Adams) w ciągu 45 minut jednego odcinka potrafią rozwikłać kosztujące miliony dolarów spory między korporacjami, znaleźć stos haków na przeciwnika i przyjąć od niego równie mocne ciosy. Koniec końców zawsze wychodzą na swoje.
W Narodowym Starym Teatrze, w około 60 minut, Katarzyna Kozyra i Krysia Bednarek proponują rewizję procesu Jezusa, na którą składają się: historyczny wykład, kabalistyczna egzegeza, gibanie się do Cypress Hill, trochę manifestu, krótki performance i film zawierający wywiady z osobami cierpiącymi na zaburzenia psychiczne – mieszkańcami Jerozolimy i jej okolic.
O ile ekstremalna skrótowość w prawniczo-sądowych zawiłościach dodaje serialowi dynamiki, o tyle w teatrze – gdzie „czas antenowy” jest zdecydowanie dłuższy – szczątkowość przeplatających się wątków powoduje spłycenie tematu na rzecz nośnych sloganów rzucanych ze sceny.
Nad kameralną przestrzenią Nowej Sceny zawieszono monstrualnych rozmiarów krzyż – czarny, zwęglony, jakby po pożarze. Rozciąga się od najdalszych rzędów widowni i sięga w głąb sceny. Najważniejsza część scenografii nie kojarzy się z bliskością Boga – raczej z przytłoczeniem, pod którego ciężarem trudno złapać oddech.
Na scenie piątka aktorów (Małgorzata Zawadzka, Małgorzata Walenda, Krzysztof Zawadzki, Krystian Durman, Roman Gancarczyk) występuje w roli przewodników, komentatorów, koordynatorów pomysłu: rewizji procesu. Punktem wyjścia dla spektaklu jest projekt Katarzyny Kozyry Szukając Jezusa, w którym artystka przeprowadzała wywiady z osobami dotkniętymi „syndromem jerozolimskim”, czyli przeświadczeniem o tym, że jest się mesjaszem bądź osobą mającą osobisty, realny kontakt z Bogiem.
Wśród tego gabinetu osobliwości znajduje się także pewien Żyd, chcący zebrać 2 miliony dolarów na pidyon haben – wykupienie Jezusa i przywrócenie go narodowi wybranemu poprzez dowiedzenie nieważności procesu. Co ciekawe, taki fakt miał już miejsce – w 1933 roku w Jerozolimie zebrał się specjalny trybunał, który stwierdził błąd procesowy. Wobec tego należałoby odwołać decyzję Sanhedrynu. Sprawa była kontynuowana po wojnie, by ostatecznie utknąć we Włoszech (izraelski sąd przekazał sprawę, ponieważ Jezus był sądzony przez Rzymian według prawa rzymskiego).
Bohaterowie przedstawienia zestawiają błędy procesowe (m.in. Sanhedryn nie mógł obradować w nocy, proces powinien trwać dwa dni i odbywać się w świątyni, nie mógł toczyć się w święto), by dojść do kuriozalnej konkluzji, jakoby źródeł antysemityzmu należało szukać w ewangelicznych opisach nocy przed ukrzyżowaniem – skoro bowiem proces nie był żydowski (bo obarczony błędami), był zatem wyłącznie rzymski. Zabieg chwytliwy, ale chybiony.
Średnio rozgarnięty użytkownik Google’a znajdzie w kilka sekund deklarację Nostra aetate z Soboru Watykańskiego II, która wyraźnie zaznacza, że to, co popełniono podczas męki Jezusa, nie może być przypisywane ani wszystkim Żydom ówcześnie żyjącym, ani Żydom dzisiejszym. Wobec tego nie należy przedstawiać Żydów jako odrzuconych ani przeklętych przez Boga – rzekomo na podstawie Pisma Świętego. Kontekst nieco inny, ale to wymagałoby rozciągnięcia sprawy na przynajmniej dwa serialowe odcinki (czyli 90 minut).
Ciekawie przedstawia się natomiast kwestia sekty Esseńczyków – żydowskich rebeliantów, do których mógłby należeć Jezus. Jest w tej opowieści coś z filmu akcji, w którym Mesjasz jawi się jako buntownik, wojownik. Do tego historia Pawła z Tarsu – przytoczona w raczej negatywnym kontekście: „wygładzania” historii, próby dostosowania biblijnych opowieści do partykularnych interesów Kościoła. Faktycznie, wiele można Kościołowi zarzucić, ale bez szerszego kontekstu i rozbudowanej dramaturgii dostajemy coś na kształt dramatyzowanego felietonu z Tygodnika NIE.
Ciekawy koncept, pomysłowe wykonanie, ale niestety ze zbyt dużą ilością naprędce porozcinanych wątków. Dzieje się tak, ponieważ Rewizja procesu Jezusa nie wie, czym do końca jest: spektaklem? Dramatyzowaną wystawą? Performansem z wideo i muzyką na żywo? Wykładem, który chętnie przerwałby zbulwersowany Grzegorz Braun? Na to pytanie widz musi odpowiedzieć sobie sam.
P.S. Naród dojrzewa artystycznie. Jeszcze kilka lat temu zwykłe czytanie Golgota Picnic w Starym Teatrze mobilizowało lotne brygady różańcowe do protestów i blokowania wejścia. W premierowy czerwcowy wieczór Kraków żył swoim, jak zwykle trochę sennym rytmem.
fot HaWa / NST Kraków