Spór o godność człowieka

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Spór o godność człowieka

O spektaklu „Toń” w reżyserii Damiana Josefa Necia w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie pisze Aram Stern.

Opublikowano: 2026-09-29
fot. Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie
Ocena recenzenta/tki: (9/10) – rewelacyjny

Rozpoczęcie nowego sezonu w Teatrze Jaracza w Olsztynie znalazło swój imperatyw w pojęciu zanurzenia oraz doświadczenia miejsca, w którym przyszło nam się urodzić, które na Warmii i Mazurach często koresponduje z przekazywaną z pokolenia na pokolenie tęsknotą za utraconym domem.

Spektakl „Toń” odwołuje się do historii samego regionu, jego powojennej pamięci i materialnych śladów przeszłości, a ponadto w obecnych, jakże niespokojnych czasach – niesie z sobą potężny wydźwięk uniwersalny.
Scenariusz przedstawienia został oparty na mocno osadzonej w historii fikcji literackiej powieści Ishbel Szatrawskiej. Akcja książki dzieje się w przeszłości i czasach współczesnych, z tym że na scenę przeniesiono drugą część powieści (jej fabuła toczy się 80 lat temu).

Miarą świata teatru Szatrawskiej w jej dramatach był zawsze człowiek w swojej pojedynczości, w swoim heroicznym dążeniu do przekraczania nieprzekraczalnego. Człowiek przy tym nierozerwalnie związany ze swoim uniwersum. Było to tak niezwykle odczuwalne w „Żywocie i śmierci pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia” w Teatrze Wybrzeże (reż. Adam Orzechowski) i Teatrze Żeromskiego (reż. Łukasz Kos), czy w spektaklu „Horror / Mirror” zrealizowanym w Teatrze Horzycy w (reż. Eva Rysová).

Te dramaty Szatrawskiej mogłyby spokojnie posłużyć jako obrazowa parafraza Heglowskiego aforyzmu: „Nie da się wyskoczyć z własnej społeczności, jak niepodobna wyskoczyć z własnej skóry”. Adekwatnie rzecz się ma z człowiekiem w powieści Szatrawskiej „Toń”. Pisarka konsekwentnie wyraża w niej i wielopostaciowość życia, i wielorakość przeżyć czy postaw ludzi będących przede wszystkim w konflikcie. Rzec również można, że przedstawienia na podstawie jej tekstów są wręcz przez konflikt rozwibrowane.

Przejmującą powieść dzięki adaptacji dokonanej przez samą autorkę przeniósł na scenę Damian Josef Neć, znany ze spektakli opowiadających o poszukiwaniu nadziei w najczarniejszych czasach. Schyłku II wojny światowej w oblężonym przez kilka miesięcy Königsbergu reżyser nie rekonstruuje jednak poprzez naturalistyczne sceny śmierci lub gwałtu, lecz te tragiczne obrazy pozwala pokazać Patrycji Superczyńskiej i Maciejowi Czuchrycie – autorom imponującej, trójwymiarowej i ruchomej scenografii w formie ogromnego spadochronu oraz efektownych reżyserii świateł i projekcji wideo. Sceniczną przestrzeń podkreśla muzyka skomponowana przez lidera grupy Furie, Michała Kuźniaka. Dźwięki gitary elektrycznej wraz z odgłosami wybuchów przenoszą widzów w świat niemalże rzeczywisty, a reżyser potęguje jego odbiór, nadając każdej postaci i każdemu zdarzeniu charakter wręcz namacalności.

Grający gościnnie niemieckiego chirurga Maxa Kruschkę Maciej Raniszewski wspaniale lawiruje w nieskończonej dialektyce pozorów i rzeczywistości człowieka wrażliwego, niewątpliwie obdarzonego powołaniem, lecz mało stanowczego, strachliwego oraz podporządkowanego bezwzględnym przepisom narzuconym obywatelom III Rzeszy. Trudno stwierdzić, czy jego spór z samym sobą jest silniejszy od tego, który toczy ze swoją partnerką Gudrun (Agnieszka Giza-Gradowska) – młodą arystokratką, kobietą o otwartym umyśle, przeczuwającą całą sobą koniec ich świata, który nadchodzi. Dlatego Gudrun tańczy do zakazanego w hitlerowskich Niemczech jazzu i po zamarzniętym zalewie ucieka na łyżwach do Pillau, by ratować się przed nadchodzącą Armią Czerwoną. Powróci jednak do mieszkania w willowej dzielnicy Amalienau (istniejącej do dziś) w Königsbergu po wielokrotnym gwałcie, popełnionym przez radzieckich zwyrodnialców.

Obraz jej przerażonej twarzy wyświetlany kilkukrotnie na wspomnianym spadochronie działa nad wyraz sugestywnie. Tymczasem w kontrze burzy ten stan strachu „przyzwoita” postać Pułkownika Kaługina (Maciej Mydlak), jak gdyby nie pasowała do ówczesnej i dzisiejszej narracji o naszych północnych sąsiadach. Szczególnie, kiedy słyszymy krzyki gwałconych niemieckich pielęgniarek Anneliese (Ewa Pałuska-Szozda) i Johanny (Emilia Lewandowska) po kapitulacji Königsberga.

Agnieszka Giza-Gradowska swoją doskonałą kreacją nadaje znacznym partiom przedstawienia nie tylko przejmujący tragizm, ale i niezbędny dynamizm. W buncie kobiety postępowej ma w sobie dostojeństwo arystokratki (kostiumy: Krystian Szymczak), nieznoszącej swojej nazistowskiej, wyniosłej rodziny z Meklemburgii, i wielkie pokłady miłości do „patrycjusza” Maxa, szczególnie widoczne w drugim akcie.

Na scenie stale widzimy neonowy napis: „𝖉𝖆𝖘 𝖒𝖔𝖗𝖆𝖑𝖎𝖘𝖈𝖍𝖊 𝕲𝖊𝖘𝖊𝖙𝖟 𝖎𝖓 𝖒𝖎𝖗” („Prawo moralne we mnie”) – cytat z Emmanuela Kanta, który wskazuje na decyzje bohaterów oraz kieruje ich działaniami niezależnie od zewnętrznych wpływów. Ten kompas moralny staje się ważny także dla innych, jak chociażby kolegi po fachu Maxa – chirurga Hansa von Lehndorffa (świetna rola Grzegorza Gromka), z jego filozoficznymi dywagacjami i monologami, wygłaszanymi w trakcie kolejnych operacji pod bombami (w rolach pacjentów: Mikołaj Trynda oraz statyści Krzysztof Okarma i Dominik Aleksandrowicz), w rozmowach na dachu z lekarzem Fritzem (Wojciech Rydzio) czy dla ojca Maxa – Horsta (Cezary Ilczyna) – zawziętego nazisty, który ciągle ma nadzieję, że jego świat powróci, jak po tamtej… Wielkiej Wojnie. Świat, który zaraz zniknie i jego ostatnie obrazy pojawią się w kilku planach scenicznych jednocześnie: tym aktorskim i w wizualizacjach.

W trzeciej części spektaklu zawierucha wojenna sprowadzi z Wileńszczyzny do dawnych Ostpreußen młodą, hardą dziewczynę Jankę Jakut (kapitalna rola Małgorzaty Rydzyńskiej), która znajdzie się na arenie kolejnego sporu: tym razem z Horstem w jego dotychczasowym domu, który Janka po kapitulacji Niemiec uważa za swój. Przybysze z centralnej II Rzeczypospolitej i uchodźcy z zaanektowanych przez Sowietów jej wschodnich rubieży zaczynają na Warmii i Mazurach życie od nowa. Dla wszystkich coś się skończyło i coś się zaczyna. Najważniejsze, by przetrwać – nawet za cenę poświęcenia innego życia.

„𝖂𝖆𝖘 𝖜ü𝖗𝖉𝖊 𝕵𝖊𝖘𝖚𝖘 𝖉𝖆𝖟𝖚 𝖘𝖆𝖌𝖊𝖓?” – „Co na to powiedziałby Jezus?” – pyta dramaturżka, a reżyser niemieckim tłumaczeniem spektaklu w napisach (Andreas Volk) składa ukłon nie tylko byłym mieszkańcom tych ziem, ale także osobom z niemieckimi korzeniami, nadal mieszkającymi na Warmii i Mazurach. Janka przecież dzieli dom z dwoma Niemcami – tak prawi wieś, niejednorodna etnicznie/kulturowo, żądna zemsty, ale i pragnąca spokoju. Rolą nieformalnej „wójtowej” – Babki Piekutowej (Alicja Kochańska) jest zachowanie Pokoju w ich nowej ojczyźnie. Widać to w pięknej scenie wesela, w pomocnej dłoni Starego Marcina (Mikołaj Trynda), w śpiewie, w przygrywce i wzruszającej pieśni Janki w finale (konsultacje wokalne: Małgorzata Wawruk).

Ludową pieśnią reżyser puentuje tę sceniczną podróż przenikania się kulturowych wpływów i przypomina, że Prusy Wschodnie były niegdyś domem dla Niemców, Litwinów i Polaków. Historię pięknie nakreśloną w powieści, dzięki której powstało przejmujące przedstawienie. Prawdziwa historia napisała jednak własny scenariusz i, jak pokazuje, dom ten może nie być na zawsze tylko nasz…

Teatr im. Stefana Jaracza

Kategorie:


Cytat Dnia

„A jednak samą fabułę porównam do uniesień rodem z socrealizmu”

Piotr Zaremba o spektaklu „Wszyscy mówią o Jamiem”, reż. Agnieszka Płoszajska; 28.09.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL