Śpieszmy się sobie powiedzieć…
O spektaklu „Chciałam ci tylko powiedzieć…” w reż. Małgorzaty Imielskiej w TVP Kultura pisze Krzysztof Krzak.
Fot. materiał prasowy Telewizji Polskiej
O spektaklu „Chciałam ci tylko powiedzieć…” w reż. Małgorzaty Imielskiej w TVP Kultura pisze Krzysztof Krzak.
Fot. materiał prasowy Telewizji Polskiej
Na zakończonym niedawno 24. Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej w Sopocie Wielkie Nagrody Festiwalu za wybitne kreacje w obu teatrach otrzymali Anna Dymna i Jerzy Radziwiłowicz. Dla uhonorowania laureatów TVP Kultura pokazała „Spadkobierców” z 1994 roku w reżyserii Ireneusza Englera, w których zagrali oboje, oraz spektakl „Chciałam ci tylko powiedzieć…” z główną rolą Anny Dymnej.
To właśnie to przedstawienie przyniosło Małgorzacie Imielskiej – uznanej dokumentalistce – nagrodę im. Stefana Treugutta za debiut autorski i reżyserski w Teatrze Telewizji (2007), a Mai Ostaszewskiej – wyróżnienie aktorskie. Historię skomplikowanych relacji córki z matką poznajemy za pośrednictwem bohaterki granej przez Ostaszewską. Matkę oglądamy wyłącznie w nagraniu wykonanym amatorską kamerą – zapisującym codzienność 32-letniej kobiety i jej córki, Olusi (Olga Świderska).
Początkowo wszystko układa się pomyślnie: wkrótce ma się ukazać jej debiutancka książka dla dzieci, mąż Adam (Rafał Maćkowiak) właśnie otrzymał pracę w agencji reklamowej. Córka chce udowodnić matce, że – mimo jej obaw (częściowo uzasadnionych, bo bohaterka zmaga się od dzieciństwa z psychozą schizoafektywną) – potrafiła ułożyć sobie życie. Z mężczyzną-paranoikiem, poznanym w szpitalu psychiatrycznym.
Niestety, wkrótce wszystko zaczyna się sypać: Adam trafia znowu do szpitala i traci pracę, ona nie zostaje przyjęta do redakcji z powodu swojej choroby, a ich córka trafia do domu dziecka. Kobieta zostaje z tym wszystkim sama. Jej matka (Anna Dymna) zajęta karierą (kontrakt w Bostonie) i sugestiami lekarzy, którzy zalecają ograniczenie kontaktów z córką, by nie pogarszać jej stanu psychicznego, dowiaduje się o wszystkim dopiero, gdy dochodzi do nieodwracalnego dramatu.
Dymna przekazuje emocje i wewnętrzny dramat swojej bohaterki niemal bez słów – jej kwestie to głównie rozmowa telefoniczna z niejaką Hanią. Interakcja z monologiem córki ogranicza się do spojrzeń, gestów, łez czy nerwowo zapalanego papierosa. Ale ileż w tym prawdziwych, bolesnych emocji!
Ten kameralny dramat psychologiczno-społeczny, trwający ledwie godzinę, niesie ze sobą ogrom ważnych, a trudnych tematów. Porusza problem toksycznych relacji między najbliższymi (przynajmniej formalnie), potrzebę i prawo do decydowania o sobie – także osób dotkniętych chorobami psychicznymi – oraz społeczne uprzedzenia wobec tych, którzy nie mieszczą się w stereotypowej normie.
Małgorzata Imielska pokazuje te kwestie bez łopatologicznego dydaktyzmu, zmuszając widza do refleksji i samodzielnego mierzenia się z poruszanymi problemami. A jednocześnie nie odbiera widzowi doznań estetycznych – poza znakomitym aktorstwem warto zwrócić uwagę na zdjęcia Jarosława Szody i muzykę Michała Lorenca.
Fot. materiał prasowy Telewizji Polskiej