Slide
previous arrow
next arrow
Spektakl, który zaczyna oddychać zbyt późno - Teatr dla Wszystkich

Spektakl, który zaczyna oddychać zbyt późno

Na afiszu

Spektakl, który zaczyna oddychać zbyt późno

O „Magicznej ranie” Doroty Masłowskiej w reż. Radosława B. Maciąga w STUDIO teatrgaleria w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.

Opublikowano: 2026-02-27
fot. Natalia Kabanow
Ocena recenzenta/tki: (6/10) – niezły

Pisząc o „Magicznej ranie” w Teatrze Studio, łatwo wpaść w pułapkę opowieści o „teatrze Masłowskiej”: o języku, klasach, grotesce, kapitalizmie i wielkiej metaforze rany, która się nie goi. Od premiery 19 grudnia w zeszłym roku spektakl doczekał się wielu omówień i interpretacji – najczęściej bardzo pochlebnych. Być może dlatego warto przyjrzeć mu się z nieco innej perspektywy. Chciałbym spojrzeć na to przedstawienie nie tyle jako na diagnozę społeczną ani jako na próbę wierności wobec prozy Doroty Masłowskiej, ile jako na konstrukcję napięcia – i jego… braku.

Pierwsza część przedstawienia wydała mi się zaskakująco zachowawcza. Owszem, spektakl ma klarowną strukturę wizualną – ruchomą, chłodną przestrzeń, konsekwentną estetykę i rytm scen przerywanych powrotami Damianka i Wujka. Ale miałem poczucie, że spektakl dopiero „opowiada o sobie”, zamiast naprawdę się wydarzać. Jakby twórcy zbyt długo ustawiali figury na planszy, celebrując strukturę i koncept. Dramaturgia jest poprawna, lecz mało ryzykowna. Sceny nie dialogują ze sobą ani się nie konfrontują, lecz pozostają ustawione obok siebie, bez wewnętrznego spięcia. Czułem dystans – intelektualny porządek, który nie dopuszczał pęknięcia.

Dopiero druga część przyniosła prawdziwe przesunięcie. Kiedy ciężar zaczął spoczywać na konkretnych ciałach i głosach, przedstawienie nabrało temperatury. Sekwencja piekarni i finałowa historia Gabi nie są już tylko ilustracją „systemu”, lecz studium wstydu. I tu, moim zdaniem, tkwi najmocniejszy punkt tej realizacji: nie w ironii, nie w satyrze, lecz w analizie mechanizmów upokorzenia.

Maja Pankiewicz buduje Gabi nie jako figurę klasową, ale jako organizm w stanie przeciążenia. Jej napięte ciało, urywane frazy, momenty zawahania – to nie są efekty językowej wirtuozerii, lecz precyzyjna partytura rozpadu. W tej roli znika groteska. Zostaje nagi lęk przed byciem nieadekwatną – uczucie tak uniwersalne, że widz sam zaczyna mierzyć się z własnym poczuciem niedopasowania i wstydu. To jedna z nielicznych chwil, gdy scena nie komentuje rzeczywistości, lecz ją przeżywa.

W ogóle aktorstwo kobiet w tym spektaklu jest szczególnie warte podkreślenia. Dominika Biernat udanie wciela się w postać Karoliny, kobiety zmagającej się z napięciami w związku i mechanizmami codziennej autokreacji. Ewelina Żak wspaniale potrafi w jednej scenie przejść od ironicznej figury do postaci boleśnie kruchej. Sonia Roszczuk buduje postaci z niewielkich gestów i subtelnych środków, z wyraźnym podskórnym napięciem. To właśnie aktorki nadają tej inscenizacji głębię, której momentami brakuje w reżyserskiej wizji.

Mam wrażenie, że spektakl jest najmocniejszy wtedy, gdy przestaje „adaptować Masłowską”, a zaczyna badać relację między widzem a czyimś wstydem. Gdy porzuca bezpieczny rytm groteski i pozwala, by zapadła cisza. W pierwszej części tej ciszy niemal nie ma – wszystko jest zagrane, podane, domknięte. W drugiej – pojawia się rysa.

To przedstawienie rozpięte między precyzją konstrukcji a brakiem wewnętrznego żaru. Jakby druga część była zapowiedzią spektaklu odważniejszego, bardziej skupionego, mniej rozproszonego efektami. Szkoda, że całość nie utrzymuje tej temperatury – że pierwsza część nie ryzykuje równie mocno, co finał.

Nie wychodziłem z teatru z poczuciem „wielkiego wydarzenia sezonu”. Raczej z myślą, że zobaczyłem spektakl, który dopiero pod koniec naprawdę zaczyna oddychać. I że gdyby ten oddech pojawił się wcześniej, mielibyśmy do czynienia z przedstawieniem nie tylko sprawnym i momentami znakomitym aktorsko, lecz naprawdę poruszającym.

Teatr Studio

Kategorie:


Cytat Dnia

„Czteroosobowa obsada z wyczuciem dozuje środki i emocje”

Przemek Gulda o „Sąsiadach z góry”, reż. Witold Mazurkiewicz; Instagram/guldapoleca, 24.02.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL