Sny o teatrze i samostanowieniu
O „MIDSUMMER night’s dream” wg dramatu Williama Szekspira w reż. Pawła Miśkiewicza w AST we Wrocławiu pisze Aleksandra Wach.
fot. Rafał Skwarek/AST Kraków
O „MIDSUMMER night’s dream” wg dramatu Williama Szekspira w reż. Pawła Miśkiewicza w AST we Wrocławiu pisze Aleksandra Wach.
fot. Rafał Skwarek/AST Kraków
Na scenach polskich szkół aktorskich można zobaczyć adaptacje klasycznych tekstów, które – pod przewodnictwem doświadczonych reżyserów i reżyserek – często cechują się świeżością interpretacyjną. „MIDSUMMER night’s dream” w reżyserii Pawła Miśkiewicza, w wykonaniu studentów IV roku Wydziału Aktorskiego wrocławskiej filii Akademii Sztuk Teatralnych, jest projektem odważnie uwspółcześniającym szekspirowski humor. Twórcy kładą w nim nacisk na elementy improwizacji i chętnie eksplorują tak charakterystyczny dla Stratfordczyka motyw „teatru w teatrze”.
Spektakl składa się z trzech głównych segmentów. W pierwszym, pełniącym rolę ekspozycji, sporo przestrzeni dostają postaci Tezeusza (w tej roli Szymon Bandyk) i Hipolity (Maria Pisera), natomiast romantyczny czworokąt — Hermia (Kamila Bartkowiak), Helena (Klaudia Janecka), Lizander (Piotr Markiewicz) i Demetriusz (Jakub Mróz) — potraktowany jest zdecydowanie luźniej. Pozwala to szybko wysunąć hipotezę, że rozgrywana na scenie akcja będzie odwoływać się do postmodernistycznych interpretacji traktujących „Sen nocy letniej” jako historię o próbie odzyskania prawa do samostanowienia. Takiemu myśleniu sprzyja sama scenografia, której głównym elementem jest dość stroma rampa, na którą bohaterowie często z większym lub mniejszym wysiłkiem próbują się wspiąć, a jeszcze częściej z niej osuwają. Dopełnieniem są podwieszone u sufitu bambusowe tyczki (reprezentujące las ateński) oraz ogromny materiałowy baldachim, spowijający całą scenę i nadający spektaklowi lekko klaustrofobiczną atmosferę.
Pierwszy akt opiera się przede wszystkim na szekspirowskim tekście (w tłumaczeniu K. I. Gałczyńskiego), którego metaforycznymi niewolnikami stają się również aktorzy — mają oni na tym etapie niewiele przestrzeni do bardziej zniuansowanej gry. Nawet pojawienie się Puka, granego przez cechującą się świetnym wyczuciem komediowym Magdalenę Sawicką, nie rozbija poważnej atmosfery. Scenariusz podsuwa intertekstualne nawiązanie do „Burzy”, które łączy losy Pucka — elfa na usługach Oberona — z postacią Ariela, ducha natury zniewolonego przez Prospera. Od obu oczekiwano wdzięczności za możliwość pełnienia służby, odbierając im prawo do decydowania o sobie — podobnie jak Hipolitę/Tytanię oraz Hermię i Helenę, których nadrzędnym obowiązkiem jest wpisanie się w plan obmyślony przez patriarchalnego Tezeusza/Oberona. Ich służbą jest posługa małżeństwu, w której nie ma miejsca na miłość.
Najciekawszy jest jednak środkowy segment spektaklu, w dużej mierze oparty na improwizacjach aktorskich. Skupia się on na wątku amatorskiej trupy aktorskiej złożonej z rzemieślników, przygotowujących się do wystawienia spektaklu na dworze Tezeusza. Typowo komediowy wątek w sztuce Szekspira zyskuje tutaj na aktualności dzięki wpleceniu żartów i humoru opartego na bezpośrednich doświadczeniach studentów, zdobytych na salach prób teatralnych, oraz zaczerpniętych z ich środowiska opowieści i anegdot. Sprawia to, że typowy dla Szekspira autotematyzm — realizowany między innymi poprzez częste wykorzystywanie motywu „teatru w teatrze” — ma szansę rozwinąć się w spektaklu Miśkiewicza w atrakcyjnie uwspółcześnionej formie, wzbudzając śmiech wśród widzów.
Pierwsze skrzypce gra Olga Matuszek, wcielająca się w rolę Pigwy — samozwańczego reżysera. Aktorka dyktuje tempo improwizacji i sprawnie prowadzi swoich kolegów (Klaudiusz Kawka jako Flet i Grzegorz Kumorkiewicz w roli Mikusia) przez kolejne sceny. Humor jest przeważnie prostolinijny, bazujący głównie na absurdzie sytuacyjnym, czasem ocierający się o poczucie zażenowania, ale przy tym szczery i konsekwentnie wygrywany przez aktorskie trio. Choć wątek trupy teatralnej wybrzmiewa w spektaklu o wiele bardziej współcześnie niż historia czwórki kochanków z lasu ateńskiego, nie brakuje tutaj motywu konfliktu wynikającego z narzucenia ról poszczególnym osobom — zarówno w kontekście dosłownym (role teatralne), hierarchicznym (konieczność realizowania poleceń i wskazówek Pigwy), jak i genderowo-tożsamościowym (jeden z aktorów musi zagrać mężczyznę, a drugi kobietę, co prowadzi do różnych komplikacji). W finale spektaklu, gdy wreszcie wszystkie postaci spotykają się podczas teatralnej „premiery” na dworze ateńskim, do trupy dołącza Hermia, przygrywając na elektrycznej gitarze i wyrażając bunt wobec zasad narzuconych przez innych.
„MIDSUMMER night’s dream” w reżyserii Pawła Miśkiewicza nie ma szekspirowskiego, pozornie szczęśliwego zakończenia, ale niesie ciekawe przesłanie o wewnętrznej autentyczności rodzącej się z uprawiania sztuki. Puenta jest o tyle interesująca, że prezentowana przez młodych aktorów i aktorki, którzy wciąż szukają swojej tożsamości teatralnej i budują warsztat. Sam spektakl, nieco przypadkowo, staje się metaforą ich drogi — od wyboistego początku, przez improwizowane poszukiwania, aż po podnoszące na duchu zakończenie.