Ten koncert w Domu Kultury PROM miał bardzo wyraźny punkt wyjścia i równie wyraźny punkt dojścia.
Anna Sroka-Hryń od początku podkreślała, że „Aleja gwiazd” nie jest nostalgiczną wyliczanką przebojów, lecz osobistą opowieścią o piosenkach i artystkach, które ukształtowały jej wrażliwość. Już w pierwszych słowach zwróciła się do publiczności, zapowiadając niespodziankę i mówiąc o obecności „gwiazdy” na widowni — szybko jednak stało się jasne, że pojęcie gwiazdy rozumie zdecydowanie szerzej.
Koncert otworzyła oczywiście piosenka „Aleja gwiazd” z repertuaru Zdzisławy Sośnickiej (muzyka: Romuald Lipko, słowa: Marek Dutkiewicz). Ten wybór był deklaracją. Sroka-Hryń mówiła ze sceny, że sięgnęła po te utwory nie dlatego, że „zawsze chciała je zaśpiewać”, lecz dlatego, że wykonawczynie i wykonawcy, z którymi są kojarzone, są dla niej prawdziwymi gwiazdami — artystkami i artystami formatującymi muzyczną pamięć. „Nie chcę, żeby te piękne piosenki zniknęły” — podkreślała.
Na scenie towarzyszyli jej: Piotr Wrombel (fortepian, aranżacje), Karol Domański (perkusja), Mateusz Dobosz (kontrabas) oraz Robert Murakowski (trąbka). Szczególnie trąbka Murakowskiego zasługuje na osobne uznanie: dźwięki swobodnie przechodziły między estetykami — od muzyki popularnej, przez wyraźne inspiracje jazzowe, po fragmenty improwizowane — i w każdej z nich pozostawały w pełni przekonujące. Był to równorzędny głos narracji.
Szczególnym momentem koncertu było spotkanie z Izabelą Trojanowską, zaproszoną przez Annę Srokę-Hryń wprost z widowni. Artystka nie ukrywała wzruszenia, zaznaczając, że nie wyobraża sobie tego wieczoru bez piosenki Trojanowskiej — jednej z tych wokalistek, które nazywa „gwiazdami” w najgłębszym sensie tego słowa. Artystki zaśpiewały razem „Tyle samo prawd, ile kłamstw” (słowa: Andrzej Mogielnicki, muzyka: Romuald Lipko).
Po „Alei gwiazd” pojawiła się „Szklana pogoda” zespołu Lombard, a dalej koncert rozwijał się z wyraźną dramaturgią: od utworów silnie zakorzenionych w zbiorowej pamięci ku coraz bardziej intymnym i osobistym. W pewnym momencie Sroka-Hryń opowiadała o swojej pracy teatralnej i o piosenkach, które pojawiały się w jej myśleniu o spektaklach, lecz ostatecznie do nich nie trafiały. Tak było z utworem „Po prostu bądź” Maanamu (muzyka: Marek Jackowski), wobec którego długo miała wątpliwości. Jak przyznała, dopiero gdy zaczęła go śpiewać, zrozumiała jego siłę: prostotę, zasadę „less means more”, koncentrację na sensie.
W programie znalazła się także „Woman in Love” z repertuaru Barbry Streisand. Artystka komentowała ten wybór z dystansem i humorem, wspominając, że bywa z amerykańską gwiazdą porównywana pod względem fizycznym.
Wyjątkowo mocno wybrzmiały piosenki polskiej estrady lat 70. i 80. Sroka-Hryń wykonała „Uczymy się żyć bez końca” (słowa: Jacek Cygan, muzyka: Wojciech Trzciński) — utwór znany z repertuaru Zdzisławy Sośnickiej — kładąc nacisk na słowo, sens i spokojną narrację. W tym samym duchu pojawiły się piosenki kojarzone z Anną Jantar, traktowane jako element osobistej mapy muzycznej.
Jednym z najbardziej kameralnych momentów wieczoru było wykonanie standardu „Dream a Little Dream of Me” — klasycznej kompozycji z lat 30., śpiewanej m.in. przez Ellę Fitzgerald. Wyraźnie słychać było dialog głosu z zespołem i umiejętność budowania nastroju bez nadmiaru środków. Podobnie zadziałało „Calling You” Boba Telsona z filmu Bagdad Café — utwór o tęsknocie, któremu trąbka Murakowskiego i oszczędna aranżacja nadawały wyraźny, filmowy oddech.
Nie zabrakło również odniesień do musicalu. Sroka-Hryń sięgnęła po „The Winner Takes It All” z Mamma Mia!, przypominając swoją rolę Donny Sheridan w Teatrze Roma sprzed lat. To wykonanie funkcjonowało jak miniatura dramatyczna — zbudowana na tekście i napięciu, a nie na efekcie.
W końcowej części wokalistka nawiązała do swojej pracy pedagogicznej. Mówiąc o zajęciach ze studentami Akademii Teatralnej, zaintonowała „Zawsze tam, gdzie Ty” Lady Pank, nazywając tę balladę „znakiem tamtych czasów”.
Całość domknęła się wyraźną klamrą. Na zakończenie artystka mówiła o swoim zawodowym credo: że „jej serce to jest muzyk”, że muzyka w niej brzmi niezależnie od miejsca i formy, w jakiej pracuje.
Ten koncert był przemyślany i wykonany według precyzyjnego planu. Gdziekolwiek Anna Sroka-Hryń decyduje się śpiewać — warto tych miejsc szukać. To spotkania z piosenką traktowaną serio, z pełnym szacunkiem dla słowa, melodii i sensu. I trudno nie przyznać: słuchając tego programu, łatwo pomyśleć, że nasze serce to też jest muzyk.
https://promkultury.pl/
https://annasrokahryn.pl/