Claude Bardouil, francuski choreograf i reżyser, swoją karierę rozpoczął jako tancerz, a następnie uczył się aktorstwa w Théâtre Sorano w Tuluzie. Kiedy zobaczył „(A)pollonię” Krzysztofa Warlikowskiego, spektakl, który zrobił na nim wielkie wrażenie, zmienił swoje myślenie o teatrze, choć wcześniej nie miał przekonania do tego rodzaju sztuki. Postanowił pojechać do Polski i od 2010 r. stale współpracuje z Warlikowskim. W swoim najnowszym przedstawieniu „Kolekcja prywatna”, zrealizowanym z aktorami Nowego Teatru, Bardouil raz jeszcze sięga po biografie ważnych dla siebie artystów.
Tym razem, przywołując swoje wcześniejsze wcielenia sceniczne, zdejmuje maskę i stara się odsłonić siebie, emocjonalną intymność, dzieląc się z nią z widzem. „Kolekcja prywatna to w pewnym sensie autoportret z wieloma różnymi maskami” – mówi. Jego zauroczenie postaciami ze świata sztuki i popkultury nie jest tu bez znaczenia, w ich życiu szuka i odnajduje analogie do osobistych doświadczeń.
Na scenie, niczym widma, pojawiają się liczne postaci z przeszłości, takie jak francuska pisarka Marguerite Duras, belgijska reżyserka Chantal Akerman, aktorka Catherine Deneuve, aktorka Delphine Seyrig i gwiazda filmów dla dorosłych z lat 90. Savannah. Obok nich stają punkowi „straceńcy” – Iggy Pop, często nazywany ojcem chrzestnym punk rocka, i basista legendarnej grupy Sex Pistols Sid Vicious oraz jego dziewczyna Nancy Spungen.
Bardouil w swoim spektaklu, który ma charakter autobiograficznego performansu, „ściga duchy” i pragnie być przewodnikiem dla widzów odwiedzających kolekcję wspomnień, fascynacji oraz traum. Sam zauważa, że jego pokolenie w dużej mierze także odchodzi, a przy okazji stwierdza, iż rock, wyraz buntu pokoleniowego przeciwko zastanej rzeczywistości, moralności czy ogólnie obowiązującym zasadom, „is dead”.
Jednym z wątków, spajającym również całość narracji, jest opowieść o chłopcu, który chce zrozumieć siebie, dlatego musi się skonfrontować z osobami, głównie kobietami, które go w jakiś sposób naznaczyły. W przedstawieniu jest nim milczący, zamknięty w sobie bohater w pozbawionej wyrazu masce. Ten chłopiec stał się i zawsze będzie rewolucjonistą, wywrotowcem. A wszystko zaczęło się od książki „Uprowadzenie Lol V. Stein” Marguerite Duras, francuskiej pisarki, mniej popularnej w Polsce niż w rodzimym kraju, autorki kilkudziesięciu powieści, sztuk teatralnych, scenariuszy filmowych (m.in. do filmu „Hiroszima, moja miłość”). To moment ważny dla reżysera, swoisty prapoczątek i impuls do studiowania literatury nowożytnej. Jednak zanim wszyscy widzowie zasiądą na widowni i poznają myśli autora na temat sztuki splątanej z jego życiem, we foyer wysłuchają minikoncertu, który jest dobrym wprowadzeniem w klimat widowiska.
Bardouil zaprasza wszystkich do uczestnictwa w spektaklu patchworkowym, w którego zrozumieniu przydałaby się znajomość jego wcześniejszych produkcji, zwłaszcza „Nancy. Wywiad” i „Exhausted/Wyczerpani”, oraz twórczości Warlikowskiego. Spotkanie z duchami przeszłości z pewnością jest ciekawe dla samego twórcy, wręcz oczyszczające, a jego ekshibicjonizm działa niczym terapia. Ale czy dla widza też będzie tak cenny? Reżyser wykorzystuje elementy scenografii, kostiumy, charakteryzacje z przedstawień Nowego Teatru. Pojawiają się fragmenty wypowiedzi, wywiadów, powieści i utworów muzycznych z dawniejszych lat. Teraźniejszość nadaje im nowy kontekst, nie odbierając nostalgicznego charakteru. Chociaż Bardouil wprowadza pozór chronologii, na ekranie pojawiają się daty, imiona i nazwiska osób, które chce pokazać, sceniczna akcja niekoniecznie odpowiada napisom. Reżyser miesza życiorysy, pozwala im przenikać się wzajemnie, przez co tożsamości bohaterów rozpadają się na wiele części. Taki kolaż zdarzeń i charakterów, do tego obsceniczność, perwersja obok poetyckiego symbolizmu zaczynają męczyć. Aktorki, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, Ewelina Pankowska i Magdalena Popławska, dobrze odczytują myśli Bardouila, ponieważ one często dotyczą ich osobiście. Ale widza nie.
Do kobiet dołącza sam reżyser i tancerz Wojciech Grudziński. Cała piątka wciela się w różne postacie, biega po scenie, zmienia kostiumy. Z pewnością jest to wyczerpujące, jednak inspirujące dla artystów, którzy odnajdują w kreowaniu dawnych bohaterów wartość sentymentalną, ślady swoich fascynacji i twórczego wysiłku. Bez trudu wchodzą w osobowość jednej postaci, by za chwilę być już kimś innym, gdzie indziej, z nikim się nie utożsamiając.
Dostosowana do charakteru spektaklu, jego specyfiki scenografia autorstwa Saskii Hellmann pomaga zorientować się w scenicznym misz-maszu, uporządkować go w przestrzeni. Razem z kostiumami Ewy Gronowskiej i projekcjami wideo, za które odpowiada Bartłomiej Zawiła, czynią one realizację wizualnie atrakcyjną, pociągającą.
Nowy Teatr