O spektaklu „Ryszard III: Tron we krwi” w reż. Patrycji Wysokińskiej z Teatru Polskiego w Bydgoszczy na 29. Międzynarodowym Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku pisze Wiesław Kowalski.
Spektakl Ryszard III: Tron we krwi w reżyserii Patrycji Wysokińskiej, pokazany podczas 29. Międzynarodowego Festiwalu Szekspirowskiego w Gdańsku, to śmiała próba przeniesienia klasycznego dramatu w estetykę cyfrowej epoki. Widz otrzymuje tu nie tylko widowisko, lecz także możliwość wpływu na jego kształt — za pomocą kodów QR wybiera sceny i kierunki narracyjne. Efekt? Forma oryginalna, ale niepozbawiona mankamentów.
Bydgoska inscenizacja to odważne podejście do reinterpretacji Szekspira. Twórcy sięgają po nowoczesne środki wyrazu i próbują przetłumaczyć język elżbietańskiego dramatu na estetykę gier komputerowych. Interaktywność nie tylko ożywia strukturę przedstawienia, ale także zmienia pozycję widza: z pasywnego świadka staje się on współautorem zdarzeń scenicznych. Taki zabieg daje szansę na świeże spojrzenie na odwieczne tematy: władzę, manipulację, moralne wybory i konsekwencje decyzji.
Zabiegi scenograficzne i ruch sceniczny wzmacniają ten zamysł. Bohaterowie poruszają się niczym pionki na planszy — zmechanizowani, pozbawieni indywidualnych gestów, wpisani w logiczną, niemal algorytmiczną choreografię. To efektowne wizualnie i znaczeniowo rozwiązanie, które łączy brutalność współczesnych gier z symboliką władzy.
Na uwagę zasługuje też silna obecność postaci kobiecych. Zarówno Elżbieta, jak i Anna, wyraźnie zaznaczają swoje miejsce w rozgrywce politycznej, która tradycyjnie przypisana była męskiemu światu. To nie tylko aktualne odczytanie relacji płci, ale również świadomy gest polityczny.
Niestety, nie wszystko w tym spektaklu działa równie przekonująco. Największym mankamentem pozostaje gra aktorska — zwłaszcza w przypadku tytułowego bohatera. Ryszard, choć wpisany w nowoczesną konwencję, nie wypada wiarygodnie. Jego obecność na scenie sprowadza się głównie do powierzchownych gestów i deklaratywnie wypowiadanych kwestii; brakuje natomiast wewnętrznego napięcia, które w tej roli wydaje się nieodzowne.
Problematyczna okazuje się także sama forma narracyjna. Podzielenie tekstu na krótkie, odrębne segmenty wybierane przez publiczność powoduje, że dramat traci spójność. Zamiast napięcia dramaturgicznego, otrzymujemy sekwencję scen, które nie zawsze tworzą logiczną całość.
Eksperyment z interaktywną formą w teatrze klasycznym to gest odważny, choć ryzykowny — i nieoczywisty w swojej zasadności. Pokazuje, że twórcy nie boją się sięgać po nowe narzędzia, by aktualizować przekaz dawnych tekstów. Jednocześnie przypomina, że technologia w teatrze może być jedynie środkiem wyrazu, a nie celem samym w sobie.
W przypadku Ryszarda III: Tronu we krwi nowoczesna forma nie zawsze idzie w parze z siłą przekazu. Kiedy forma staje się ważniejsza od treści, traci na tym sam dramat. Nie chodzi o to, że klasyki nie wolno przekształcać — przeciwnie. Ale przekształcenie musi wydobywać z tekstu nowe znaczenia, a nie je przykrywać.
Ryszard III: Tron we krwi to intrygujący, lecz nierówny eksperyment sceniczny, który unaocznia zarówno możliwości, jak i ograniczenia łączenia klasyki z cyfrowym językiem kultury. Pokazuje potencjał nowoczesnych narzędzi w teatrze, ale jednocześnie sygnalizuje, jak łatwo zatracić dramaturgiczną spójność, jeśli technologia przysłania opowieść. To spektakl, który z pewnością warto zobaczyć — choćby po to, by zastanowić się, w jakim kierunku zmierza dziś teatr i jak w tym świecie odnajduje się sam Szekspir.