Różnorakie rozterki racjonalnych rewolwerowczyń
O spektaklu “Letni dzień” S. Mrożka w reż. Natalii Mazurkiewicz w Teatrze Przypadków Feralnych w Krakowie pisze Piotr Gaszczyński.
fot. Teatr Przypadków Feralnych
O spektaklu “Letni dzień” S. Mrożka w reż. Natalii Mazurkiewicz w Teatrze Przypadków Feralnych w Krakowie pisze Piotr Gaszczyński.
fot. Teatr Przypadków Feralnych
Letni dzień Sławomira Mrożka to teatralna zabawa na przynajmniej kilku poziomach: językowym, filozoficznym, konstrukcyjnym i formalnym. Minimalistyczny w środkach utwór uwypukla pewne idee (jednocześnie je kompromitując) poprzez bohaterów-naczynia, bohaterów-manekiny, tuby wygłaszające nie swoje frazesy. To zabieg charakterystyczny dla twórczości autora Tanga – postacie są spętane, zniewolone przez język, stereotyp i zwyczaj. Zderzenie tego typu bohaterów, posługujących się skrajnie racjonalistycznym, nieubłaganie logicznym wywodem, nieuchronnie prowadzi do ostatecznej katastrofy.
W krakowskim Teatrze Przypadków Feralnych przeniesiono akcję dramatu na Dziki Zachód, by w westernowym klimacie opowiedzieć o rozterkach inteligentów sprzed prawie 50 lat. Logiczne, nieprawdaż?
Mimo że nie do końca „czuję” wykorzystanie akurat kowbojskiej stylistyki (po prostu wydaje mi się nieciekawa sama w sobie), kupuję pomysł jako taki. Dlaczego? Bo sprawnie wykorzystano furtkę, jaką Mrożek często zostawiał w swoich utworach ludziom teatru: dając swobodę w „wypełnieniu” postaci (gadających głów) emocjami, miejscem, czasem i historią. Spektakl równie dobrze mógłby rozgrywać się na stacji kosmicznej, szkolnym korytarzu czy tramwajowej zajezdni. Wszędzie sens Letniego dnia nie straciłby na sile.
A na scenie? Aktorzy idą jak po swoje. Ud (Natalia Pawlikowska), Nieud (Joanna Maj) oraz Dama (Filip Maryniak) tworzą klimat rodem z Bonanzy czy innych Dobrych, złych i brzydkich. Są rewolwery, konie na patykach, a nawet saloon z trupem przy barze. Twórcy bawią się konwencją – filozoficzne dywagacje toczą dwie kowbojki używające oryginalnych męskich końcówek z tekstu dramatu, co można potraktować jako grę ze stereotypem rewolwerowca. Show kradnie jednak Dama – Filip Maryniak, balansujący na granicy kabaretu i melodramatycznej egzaltacji, świetnie oddaje charakter groteskowego świata tworzonego przez Mrożka.
Pod płaszczykiem zabawnej, westernowej konwencji kryją się poważne pytania na poważne tematy. Ubranie ich w beztroski anturaż (tu akurat kowbojski) pozwala nabrać dystansu do takich spraw, jak chociażby śmierć czy niezrozumienie przez drugiego człowieka. Mała przestrzeń, w której swoje spektakle grają Feralni, sprzyja tworzeniu intymnych momentów, w których bohaterowie zrzucają maski. Te chwile są najważniejsze w całym przedstawieniu. W połączeniu ze sprawnymi scenami akcji (świetna choreografia!) rodem z Dzikiego Zachodu daje to mieszankę wybuchową, której warto doświadczyć na własnej skórze.