Rachunek sumienia w dziesięciu aktach
O książce „Maria. Dziesięć dni z życia Konopnickiej” Doroty Ponińskiej wydanej przez Wydawnictwo Lira pisze Wiesław Kowalski.
Dorota Ponińska w swojej powieści „Maria. Dziesięć dni z życia Konopnickiej” przenosi czytelnika do Żarnowca w 1910 roku, gdzie Maria Konopnicka – poetka, nowelistka i tłumaczka – spędza ostatnie miesiące życia. U jej boku trwa niezmiennie Maria Dulębianka – artystka i towarzyszka codzienności. W tej intymnej, oszczędnej w formie, ale bogatej w emocje narracji, pisarka dokonuje swoistego rachunku sumienia – wraca myślami do dzieciństwa, młodości, dramatów rodzinnych, chwil triumfu, zawiedzionych nadziei i głęboko przeżywanych relacji.
Powieść Ponińskiej to opowieść o kobiecie, która nie chciała godzić się na wyznaczoną jej przez społeczeństwo rolę – potulnej żony i matki. Konopnicka, choć urodziła ośmioro dzieci i formalnie pozostała żoną Jarosława Konopnickiego, w rzeczywistości szybko zrozumiała, że jej powołanie leży gdzie indziej. Pragnęła wolności – nie tylko twórczej, ale i mentalnej. Nie zgadzała się na ograniczenia, jakie narzucały kobietom ówczesne konwenanse. Początkiem jej drogi artystycznej był jeden poemat, napisany niejako przypadkiem, który otrzymał przychylną recenzję od Henryka Sienkiewicza. Był to moment przełomowy – Konopnicka odważyła się pójść za głosem własnego talentu, a droga, którą wybrała, okazała się trudna, pełna wyrzeczeń, ale też satysfakcji i zasłużonego uznania.
W tej refleksyjnej i poruszającej opowieści Konopnicka nie jest postacią pomnikową. Ponińska przedstawia ją jako kobietę z krwi i kości – matkę, która musiała podejmować bolesne decyzje wobec własnych dzieci, twórczynię, której utwory nie zawsze były życzliwie przyjmowane, działaczkę, która upominała się o prawa kobiet i najuboższych warstw społecznych. To portret osoby, która sama zmagała się z bólem, samotnością, poczuciem winy, ale która nigdy nie przestała wierzyć w siłę słowa i sprawiedliwości społecznej.
Książka przybliża także ważne postacie z życia Konopnickiej – Elizę Orzeszkową, Henryka Sienkiewicza, ale przede wszystkim Marię Dulębiankę – jej towarzyszkę życia, która przez ponad dwie dekady była jej wsparciem, opiekunką, partnerką w ideach i emocjach. Ponińska z dużą subtelnością ukazuje relację tych dwóch kobiet – ich codzienność, wzajemne oddanie, wspólne podróże i niepisane porozumienie. To jedna z najbardziej wzruszających warstw tej książki.
Powieść ma swój wyraźny rytm i melancholijny ton – nie brakuje w niej chwil zadumy, poczucia nadchodzącego końca, bilansu dokonań i porażek. Konopnicka mierzy się nie tylko z osłabieniem ciała, ale też z ogromem emocjonalnych strat – śmiercią bliskich, w tym ukochanej Elizy Orzeszkowej, której odejście jest dla niej szczególnie bolesne.
Autorka potrafi ożywić klimat epoki – czujemy tętno przełomu wieków, zmieniające się role społeczne, rodzący się feminizm, napięcia między konserwatyzmem a postępem. Styl narracji Ponińskiej jest momentami poetycki, nasączony emocjami, ale też precyzyjny w ukazywaniu tła historycznego. Umieszczone w powieści fragmenty twórczości Konopnickiej wzmacniają autentyczność i głębię portretu.
„Maria. Dziesięć dni z życia Konopnickiej” to nie sucha biografia, ale żywa, literacka opowieść o kobiecie walczącej o własne prawo do bycia sobą. To książka, która odbrązawia postać poetki znanej z podręczników, pokazując ją jako osobę pełną sprzeczności, odwagi, pasji, ale i żalu. Konopnicka w tej powieści to nie tyle wieszczka, ile człowiek. I właśnie dlatego warto po tę książkę sięgnąć. To pozycja, która nie tylko poszerza wiedzę, ale przede wszystkim porusza i skłania do refleksji nad tym, jak wiele trzeba było odwagi, by być kobietą niezależną w czasach, które tej niezależności odmawiały.
fot. Wydawnictwo Lira