Pożegnalne wyznanie wiary Englerta
O spektaklu „Hamlet” Wiliama Szekspira w reż. Jana Englerta w Teatrze Narodowym w Warszawie pisze Paulina Sygnatowicz.
O „Hamlecie” w reżyserii Jana Englerta napisano już wiele. Spektakl był chwalony za polityczne przesłanie, hołd dla klasycznego aktorstwa i imponującą rolę młodego Hugo Tarresa. To jednak również przejmujący komentarz o pokoleniu pozbawionym oparcia i autorytetów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że stanowi on teatralne wyzwanie wiary kończącego dyrektorowanie Teatrem Narodowym Englerta.
Polityczne ostrzeżenie i szacunek dla słowa
Jan Englert wielokrotnie podkreślał, że teatr nie powinien być jedynie rozrywką, lecz miejscem refleksji nad kondycją człowieka i współczesnego świata. W tej głęboko przemyślanej inscenizacji najmocniej wybrzmiewa historia o rzeczywistości pełnej manipulacji i politycznych intryg. Englert ostrzega przed światem, w którym władza zajęta jest wewnętrznymi rozgrywkami tak bardzo, że nie dostrzega zewnętrznego zagrożenia. To również komentarz o teatrze jako przestrzeni, która powinna opierać się na rzemiośle i słowie. Jerzy Radziwiłowicz w roli Aktora zachwyca klasyczną deklamacją, udowadniając, że teatr oparty na precyzyjnym słowie nadal ma moc.
Surowa przestrzeń dla emocji
Scenograf Wojciech Stefaniak stworzył znakomitą przestrzeń dla wyrażenia reżyserskich myśli – oszczędną i symboliczną, łączącą tradycję z nowoczesnością. Otwarte kulisy zamienione na pałacowe krużganki, monumentalne lampy i ogromna, pusta przestrzeń budują niepokojącą atmosferę elsynorskiego dworu, pozostawiając miejsce dla aktora i moralnych dylematów jego postaci. W tym spektaklu nie ma słabych ról, jednak na pierwszy plan wysuwa się Hugo Tarres – najmłodszy Hamlet w historii, ubrany w rozciągnięty sweter, z gitarą w ręku. Inteligentny i poruszający. Jego interpretacja jest technicznie precyzyjna i emocjonalnie dojrzała. To dowód na to, że Englert potrafi kształtować aktorów – nie tylko jako reżyser, ale także pedagog.
Pokolenie bez autorytetów
To właśnie młodemu pokoleniu Englert w tej realizacji poświęca dużo miejsca. Najmniej oczywisty wątek jego inscenizacji dotyczy kondycji młodych ludzi, reprezentowanych tu przez Hamleta i Ofelię. W konflikcie między księciem a Klaudiuszem (znakomity Mateusz Kmiecik) szczególnie mocno wybrzmiewa hamletowska potrzeba sensu i niemożność odnalezienia go w świecie dorosłych, pełnym fałszu i manipulacji. Hamlet autorytetu bezskutecznie szuka w Horacjuszu (Przemysław Stippa), a wsparcia – w matce, która została całkowicie pozbawiona sprawczości (świetna, oszczędna rola Beaty Ścibakówny). Przejmująca jest również Ofelia Heleny Englert – rozdarta między niezależnością a potrzebą ojcowskiej bliskości.
Nie manifest, lecz credo
Englerta nie interesuje teatr efekciarski. Choć w finale rozbrzmiewają fajerwerki, ten „Hamlet” nie chce być teatralną rewolucją. To przemyślane pożegnanie i credo reżysera i dyrektora, który przez 28 sezonów oferował nam teatralną precyzję, popartą solidnym warsztatem i głębokimi przemyśleniami na temat współczesności.
fot. Marta Ankiersztejn/ Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego