Hipotetyczna Polska za kilka lat – ludzie mają dość, podziały zaostrzyły się do tego stopnia, że w końcu wybuchła wojna domowa. Nareszcie mogliśmy rzucić się sobie do gardeł bez zbędnej kurtuazji. Polała się krew, po obu stronach są ofiary. Nadzieja na rozejm jest nikła, ale istnieje. Podziemny schron staje się areną, na której rozegra się ostateczna walka między plemionami „lemingów” i „pisiorów”. Albo się dogadają, albo znikniemy z mapy Europy.
Szczepan Twardoch napisał Pokój specjalnie dla Teatru im. Słowackiego. Sztuka miała swoją premierę nieco ponad dwa tygodnie po drugiej turze wyborów prezydenckich – po których, jak zwykle, pół Polski jest w ekstazie, a drugie pół chce uciekać z kraju. Sytuacja przedstawiona na scenie jest o tyle ciekawa, że nie diagnozuje po raz kolejny, na tysiąc sposobów omawianych zagrożeń wynikających z zaostrzenia społecznych napięć, lecz ukazuje coś, co mimo wszystko dotąd nie mieściło się nikomu w głowie. Klamka zapadła – zaczęliśmy się zabijać.
Ścierający się w bunkrze przedstawiciele Demokratów i Patriotów wyrzucają sobie nawzajem dokładnie to, co możemy usłyszeć codziennie w niemal każdym programie publicystycznym. Argumenty, kontrargumenty, oskarżenia i próby obrony swoich racji – są kalkami zaczerpniętymi z „gadających głów” politycznych debat. Dynamika spektaklu jest dwutorowa: z jednej strony mamy ostre pertraktacje mające prowadzić do rozejmu, z drugiej – intymne, osobiste wywiady-spowiedzi poszczególnych postaci, w których opowiadają o sobie i o drodze, która zaprowadziła ich właśnie tutaj.
To, że Pokój nie zamienił się w teatralną, tanią publicystykę, zawdzięczamy przede wszystkim mocnej obsadzie przedstawienia. Dominika Bednarczyk, Agnieszka Judycka-Cappuccino, Karolina Kamińska, Marta Konarska, Tadeusz Zięba, Mateusz Janicki, Marcin Kalisz – każdy/każda z nich buduje pełnokrwistą postać, której koniec końców nie da się jednoznacznie zaszufladkować po jednej czy po drugiej stronie. Historie opowiadane przez bohaterów to klasyki gatunku: młoda dziewczyna ze ściany wschodniej wyjeżdża na studia do Warszawy, co w efekcie poszerza jej horyzonty i zawęża możliwość porozumienia z konserwatywnymi rodzicami. Pojawia się sprawa wciąż nieunormowanej kwestii związków partnerskich, uchodźców, praworządności, sądów itd.
Najciekawsza pod względem psychologicznym jest relacja Jana (Mateusz Janicki) i Piotra (Marcin Kalisz). Kiedyś koledzy, teraz po dwóch stronach sporu. A przecież ich ścieżki w nieoczywisty sposób przecinały się wielokrotnie. Paradoksalnie bliscy światopoglądowo, poróżnieni przez detale. Czy dziś pamiętają, kiedy zaczął się konflikt?
Kameralny, ascetyczny w środkach Pokój jest przestrogą, ostrzeżeniem przed tym, co faktycznie mogłoby się kiedyś wydarzyć. (Kto w czasie Euro 2012 pomyślałby, że nasi sąsiedzi będą dziś ginąć od ruskich bomb?) Spektakl Szczepana Twardocha i Roberta Talarczyka nie daje odpowiedzi na pytania, co zrobić, by to się tak nie skończyło. Mało tego – nie daje nawet nadziei na to, że zjednoczymy się wobec wspólnego wroga. A może rację mają ci, którzy na chłodno mówią o pozbyciu się ułudy wspólnoty i względnym funkcjonowaniu na jednym terenie w ramach społecznej umowy? Parafrazując Marię Peszek – może Polska A, B, C i D z odrębnymi prawami, ideami, faktycznie ma sens? W końcu jakoś musimy razem koegzystować. Musimy – czy tego chcemy, czy nie.
fot. Bartek Barczyk / Teatr Słowackiego Kraków
polonista, teatrolog, pedagog, krytyk teatralny najpierw związany z „Teatraliami” (2010–2018), od 2018 r. z Teatrem dla Wszystkich; uwielbia Gombrowicza, czarną kawę i Manchester United.