Pogodzić się z przeszłością, oswoić teraźniejszość
O spektaklu “Historia miłosna” Alexisa Michalika w reż. Wojciecha Malajkata w Teatrze Współczesnym w Warszawie pisze Paulina Sygnatowicz.
Choć Wojciech Malajkat zapowiadał, że warszawski Teatr Współczesny ma być teatrem mieszczańskim, oferującym widzom ucieczkę od codziennych trosk, w wyreżyserowanej przez siebie „Historii miłosnej” serwuje mocną opowieść o stracie, traumie i potrzebie pogodzenia się z przeszłością.
Historia opowiedziana przez Francuza Alexisa Michalika jest do bólu przewidywalna. Przypadkowe spotkanie dwóch młodych kobiet przeradza się w wieloletni związek. Katia, mimo trudnego dzieciństwa i wielu (mniej lub bardziej uzasadnionych) wątpliwości, zgadza się urodzić córkę. Ta decyzja, podjęta pod wpływem emocji, po wielu latach zaważy na życiu wszystkich bohaterów. Choć będą już oni w zupełnie innych życiowych momentach. Kolejne wydarzenia łatwo przewidzieć, ale nie o fabularne zaskoczenia w tej sztuce chodzi.
Wszyscy mamy takie problemy
„Historia miłosna” to gruby emocjonalny kaliber. I historia jakich w życiu wiele. Zmusza do zmierzenia się z trudnymi tematami: złożonością rodzinnych relacji, nieudanych związków i śmiercią. Problem w tym, że zaledwie zarysowuje te problemy. Raczej stwierdza fakty, niż je analizuje. Motywacje bohaterów są czytelne, ale jednowymiarowe. W pewnej mierze to efekt filmowej konstrukcji sztuki (wyreżyserowanej zresztą na dużym ekranie w 2022 roku przez samego autora). Wojciech Malajkat jako reżyser i autor adaptacji, wspierany przez scenografa Wojciecha Stefaniaka, bardzo dobrze rozpracował konstrukcję krótkich scen i szybkiego montażu, a jednak na poziomie teatralnej głębi sztuka pozostawia niedosyt. Współczująco klepie po plecach, ale nie daje poczucia ukojenia.
Odciąć się od przeszłości
Z tak skrojonego materiału ciężko uszyć dobre role. A jednak to zespół Współczesnego ratuje spektakl. Katarzyna Dąbrowska z wyczuciem oddaje ból dziewczyny z zaburzeniami lękowymi, równoważąc go spokojem pogodzenia się z losem. Marcin Stępniak w roli jej brata doskonale pokazuje przemianę z odnoszącego sukcesy pisarza w człowieka złamanego przez życie. Świetnie operuje komizmem, dzięki czemu tragizm jego postaci wybrzmiewa mocniej. To właśnie jego bohater niesie najważniejsze przesłanie spektaklu: aby zrobić miejsce na przyszłość, trzeba pożegnać przeszłość. Dobrą robotę wykonuje też reszta obsady. Barbara Wypych czytelnie pokazuje motywacje swojej bohaterki, świetne epizody stworzyli Agnieszka Pilaszewska, Szymon Mysłakowski i Monika Pawlicka. Bardzo dobry, dojrzały debiut zaliczyła młodziutka Barbara Biardzka.
Na „Historię miłosną” warto zabrać chusteczki, ale na katharsis, które zostanie z nami na dłużej, nie powinniśmy jednak liczyć.
fot. Anna Orzyłowska/Teatr Współczesny w Warszawie