Po drugiej stronie słów
O spektaklu Teatru Gudejko „Niespodziewanym powrocie” w reż. Magdaleny Łazarkiewicz w Teatrze Collegium Nobilium w Warszawie pisze Anna Czajkowska.
Główna myśl w „Niespodziewanym powrocie” wydaje się oczywista – podświadomych i realnych wspomnień, pamięci rodzinnej nie można wymazać i nie można przekazywać jej bez bólu.
Autor sztuki, belgijski pisarz Serge Kribus, opowiada o relacjach łączących ojca i syna oraz próbuje odpowiedzieć na pytanie, kim są bohaterowie sztuki, a kim chcieliby być? „Pierwsza wersja, opublikowana w 1993 roku, mówiła trochę o synu. Ale wiedziałem, że pewnego dnia będę musiał opowiedzieć o ojcu. I tak właśnie zrobiłem” – wyjaśnia autor. Oto przed oczami widzów rozgrywa się komedia z tragedią w tle, ukazując wiele ukrytych znaczeń, ponieważ „mikrokosmos”, jakim jest rodzina, wydaje się miniaturą współczesnego świata, społeczeństwa, w którym pewne wartości nigdy nie umierają.
W spektaklu wyreżyserowanym przez Magdalenę Łazarkiewicz główne postacie grają Daniel Olbrychski i Kamil Kula, którzy częściowo wcielają się w samych siebie – zwłaszcza Olbrychski, spoglądający z przymrużeniem oka na własną przeszłość.
Wypełniony humorem i emocjami tekst traktuje o stosunkach między ojcem a synem. Zatrudniony w ostatniej chwili do roli Króla Leara w spektaklu Teatru Narodowego Boris, były aktor, wpada do domu Henriego, który właśnie został zwolniony z pracy i porzucony przez żonę. Ojciec jest zawsze trochę zagubiony, a syn – nieco nerwowy. Kochają się, ale właśnie dlatego wciąż się kłócą – ich miłość jest pełna napięć i nierozwiązanych emocji. Tyle spraw pozostawało niewyjaśnionych, a teraz przyszedł czas, by ujrzały światło dzienne – dla dobra obu bohaterów.
W ciągu jednej doby (półtorej godziny na scenie) dwaj mężczyźni poznają się lepiej, zdejmują maski i z wielką czułością oraz skromnością przyznają się do swojego cierpienia i uczuć. Rodzinne i zawodowe obowiązki, dziedziczność, ciężar tradycji wracają do normalnych proporcji. Boris jest twardy, z subtelnym cieniem wrażliwości. Henri to jego przeciwieństwo – delikatny, lecz z odrobiną męskiej stanowczości. Daniel Olbrychski w roli ojca gra z wielką klasą, z dystansem do samego siebie, z autoironią wobec błędów człowieka i aktora. W padających ze sceny bulwersujących stwierdzeniach i przemyśleniach syna – Kamila Kuli – jest mnóstwo gorzkiej prawdy. W roli Henriego aktor niemal eksploduje emocjami i, wykorzystując doskonały zmysł obserwacji autora, w czytelny sposób przekazuje jego nie zawsze oczywistą myśl.
Za tym wciągającym, psychologicznym tematem stoi wszechobecny humor, który łagodzi trafność bolesnych spostrzeżeń, pozwala płynnie przejść od jednej refleksji do drugiej. Wspaniała lekcja życia wiele zawdzięcza pisarstwu Serge’a Kribusa, a Magdalena Łazarkiewicz nieustannie utrzymuje idealną równowagę między dwojgiem aktorów. Bez wielkich objawień, bez górnolotności, ojciec i syn próbują odnaleźć drogę do siebie.
W spektaklu nie brakuje prowokacji i kontrowersyjnych elementów, ponieważ opis zwykłej, rodzinnej relacji niesie ze sobą głęboki sens, który mistrzowski występ duetu dodatkowo wzmacnia.
Fot. Grażyna Gudejko/Teatr Gudejko