Od lalek do Fausta. Jak Olsztyński Teatr Lalek redefiniuje swoją rolę
Z Tomaszem Kaczorowski, dyrektorem Olsztyńskiego Teatru Lalek, rozmawia Wiesław Kowalski.
fot. Piotr Nykowski




Z Tomaszem Kaczorowski, dyrektorem Olsztyńskiego Teatru Lalek, rozmawia Wiesław Kowalski.
fot. Piotr Nykowski
Rok 2025 okazał się dla Olsztyńskiego Teatru Lalek momentem przełomowym. Zmiany organizacyjne, rekordowa frekwencja, nagrody ogólnopolskie, nowa scena dla dorosłych widzów i powrót po dekadzie międzynarodowego festiwalu ANIMA sprawiły, że teatr z północno-wschodniej Polski znów wyraźnie zaznaczył swoją obecność na teatralnej mapie kraju.
W rozmowie dyrektor OTL opowiada o kulisach intensywnego sezonu: od porządkowania relacji wewnątrz zespołu, przez strategię budowania repertuaru łączącego klasykę z nowymi formami, po wyzwania związane z finansowaniem, dostępnością i społeczną odpowiedzialnością instytucji kultury. To także szczera opowieść o teatrze lalek jako pełnoprawnej, wymagającej i niedocenianej dziedzinie sztuki, która coraz śmielej kieruje swoją ofertę do dorosłych widzów.
Wywiad o zarządzaniu zmianą, artystycznym ryzyku i o tym, dlaczego dziś teatr musi być nie tylko miejscem spektaklu, ale też realnej wspólnoty – dla widzów, zespołu i miasta.
WIESŁAW KOWALSKI: Jakim rokiem był 2025 dla Olsztyńskiego Teatru Lalek? Gdyby miał Pan wskazać trzy najważniejsze fakty, które określiły działalność teatru – co by to było?
TOMASZ KACZOROWSKI: 2025 był rokiem zmiany. Zmieniło się w teatrze dużo. Wprowadziliśmy nowy regulamin organizacyjny teatru, dzięki któremu znacząco uporządkowaliśmy relacje między pracownikami, zniwelowaliśmy wiele napięć i niedopowiedzeń, zachowując wciąż tożsamość instytucji. Zmiana nastąpiła na poziomie efektywności działania teatru: produkujemy więcej, gramy więcej i sprzedajemy więcej biletów. Te wzrosty są znaczące i pomagają nam zasypywać dziury drastycznie rosnących kosztów bieżących. Zmiana nastąpiła również w skuteczności pozyskiwania środków zewnętrznych. W sumie pozyskaliśmy ponad 1,5 miliona złotych zarówno na projekty artystyczne i infrastrukturalne. Zmiana dotyczy też poziomu artystycznego: wyprodukowaliśmy sporo nowych premier, z czego aż 2 okazały się naszymi towarami eksportowymi na festiwale i zdobywając nagrody w 31. Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej (po raz pierwszy w historii tego teatru!). Były to „Kreska” i „Zmień się”. Jednocześnie wszystkie nowe premiery cieszyły się ogromnym zainteresowaniem widzów w Olsztynie. W sezonie 2024/2025 odwiedziło nas prawie 37000 widzów. Dla porównania rok wcześniej tylko 27000. Zmiana dotyczyła również wznowienia po 10 latach festiwalu ANIMA pod nazwą XX Międzynarodowy Festiwal Wyobraźni i Możliwości Teatru Lalek ANIMA – Olsztyn 2025.
W swoich podsumowaniach często podkreśla Pan, że OTL „nie nadąża z biletami”. Czy popularność teatru zaskoczyła również Pana? Jak ocenia Pan kondycję frekwencyjną i relację z publicznością?
– Olsztyński Teatr Lalek ma wierną publiczność. To na czym mi zależało, to poszerzenie tego grona o osoby, które w tym teatrze nie były. I to się udało. Prawie 10000 widzów więcej pokazuje, że w Olsztynie jest głód teatru!
Czy udało się zrealizować wszystkie założenia artystyczne i organizacyjne na ten rok? Z czego jest Pan najbardziej dumny?
– Udało się zrealizować wszystkie zaplanowane działania artystyczne. Ustalone premiery odbyły się zgodnie z terminami a nawet – dzięki pozyskanym środkom z Programów MKiDN – zrealizowaliśmy więcej premier niż zakładałem. Ze względu na ogromną ilość projektów i intensywność działań nie udało się uporządkować wszystkich regulaminów wewnętrznych teatru. Zmieniliśmy regulamin organizacyjny. Natomiast planowałem w pierwszym sezonie zmienić też regulamin pracy i regulamin wynagradzania. Na nie przyjdzie jednak czas w 2026 roku. Najbardziej jestem dumny z zespołu teatru. Bez nich nic z moich wariackich marzeń i planów nie doszłoby do skutku. Zarządzam wspaniałym zespołem!
„Dziadek do orzechów” i „Dziewiąta planeta” cieszą się ogromną popularnością, „Wampir” wyprzedaje się błyskawicznie, a „Szałaputki” przechodzą na emeryturę po ponad ćwierć wieku obecności w repertuarze. Jak buduje Pan repertuar, aby łączył tradycję z nowymi propozycjami?
– Szukam odpowiedniego balansu. Zachowuję tytuły zaprogramowane przez moich poprzedników. Dopiero, kiedy wyprodukuję nowe spektakle, które cieszą się zainteresowaniem, myślę o ściąganiu starszych spektakli z afisza – wtedy, kiedy mam je czym zastąpić. Każdy sezon ma swoją myśl przewodnią i to nią kieruję się budując plany artystyczne a później planując szczegółowy repertuar. Teatr to dynamiczna instytucja, która łączy klasykę ze współczesnością. Tradycję z nowymi mediami.
„Wampir” stał się jednym z najgłośniejszych tytułów tej jesieni, a do tego otworzył Pan nową Scenę na Piętrze. Na czym polegała jego wyjątkowość i czy teatr lalek dla dorosłych rzeczywiście otwiera dla OTL nowy etap?
– Co najmniej od lat 90. wszyscy dyrektorzy OTL konsekwentnie budowali repertuar dla dorosłych, który cieszy się zainteresowaniem. „Wampir” jest tego kontynuacją. Mogliśmy go zrealizować dzięki dofinansowaniu z Programu MKiDN Teatr. „Wampir” to taka próba połączenia klasyki ze współczesnością. Inspiracją była powieść Reymonta, ale autorski scenariusz wykorzystujący tylko niektóre jej motywy napisał olsztyński pisarz – Łukasz Staniszewski. To jego pierwsza praca na zlecenie teatru lalkowego. Wymarzyłem sobie, żeby zwiększyć efektywność instytucji – i do tego potrzebna mi jest trzecia scena w teatrze. Mobilna, która nie koliduje z innymi wydarzeniami. Stworzyliśmy więc w górnym foyer Scenę na Piętrze. Kasia Leks zaprojektowała niesamowitą przestrzeń, w której mieści się zaledwie 30 widzów. Wchodzą oni do lynchowskiego pokoju okotarowanego na czerwono. Doświadczają wydarzenia, w którym postaci napisane przez Staniszewskiego, organizują seans spirytystyczny. Widzowie mają lalki na wyciągnięcie ręki i tak samo aktorów-animatorów. „Wampir” to przedstawienie o śmierci i poszukiwaniach czegoś, co wypełniłoby odczuwalną pustkę egzystencjalną. Przez to jest niesamowicie przeszywający, bo te tematy i ogromną ilość tekstu (w tym 90-minutowym spektaklu) dźwigają lalki stolikowe i mała obsada licząca 4 aktorów! Ten spektakl jest z pewnością wydarzeniem teatralnym, jakiego w Olsztynie jeszcze nie było i udowadnia, że teatr lalek nie jest dla dzieci! Kolejnym dowodem będzie w marcu 2026 premiera „Fausta” Goethego w reżyserii Judyty Berłowskiej.
Wkrótce premiera dla najnajmłodszych – „O żółwiu, który chciał spać”. Jak postrzega Pan teatralną ofertę dla widzów 1+ i co jest dla Pana najważniejsze w pracy nad spektaklami dla tej grupy?
– Trzeba zacząć od tego, że to właśnie w Olsztyńskim Teatrze Lalek powstał pierwszy spektakl dla widzów najnajmłodszych w Polsce! Było to „Od ucha do ucha” Honoraty Mierzejewskiej-Mikoszy. Rozwijamy więc ten trend, który zapoczątkowany w Olsztynie, rozlał się na całą Polskę. Świadomość, że spektakle grane są dla maluszków powyżej 1. roku życia wymaga też uzmysłowienia sobie, że to wydarzenie ma być ważnym spotkaniem inicjacyjnym dla dzieci i bliskich im dorosłych. Wspólnym doświadczeniem na wielu poziomach: dźwiękowych i sensorycznych. Taką propozycję złożył mi Paweł Paszta i jestem bardzo szczęśliwy, że jesteśmy w trakcie jej realizacji. Premiera 30 stycznia!
W ostatnich tygodniach szczególnie mocno wybrzmiała obecność osób pracujących „za kulisami” – chociażby nagroda dla Marka Puławskiego. Jaką wagę mają dla Pana takie osoby i jak buduje Pan kulturę współpracy w OTL?
– Olsztyński Teatr Lalek to wspaniały zespół, na który składają się pracownicy artystyczni, pracownicy techniczni, administracja, księgowość, rzemieślnicy, plastycy i zespół komunikacji z widzami. To praca wszystkich tych zespołów pracuje na sukcesy Olsztyńskiego Teatru Lalek. Aktorzy są widoczni na scenie, ale bez obsługi technicznej nie zagrają spektaklu. Tak samo bez przygotowanych umów, rozliczeń księgowych i sprzedanych spektakli. Nagroda dla Marka Puławskiego – naszego akustyka – nie będzie ostatnią, o jaką wystąpię dla pracowników teatru z różnych pionów.
Czy w ostatnich latach zmieniło się podejście zespołu aktorskiego do nowych wyzwań repertuarowych? „Wampir” był dla wielu aktorów zupełnie innym doświadczeniem.
– Przede wszystkim zmieniło się podejście do polityki obsadowej. Dopóki jestem dyrektorem Olsztyńskiego Teatru Lalek nie dopuszczę do sytuacji, w której niektórzy aktorzy są przez długie okresy na przestojach, nie wchodzą do obsad nowych premier i w konsekwencji – nic nie grają. Dałem całemu zespołowi aktorskiemu czystą kartę i wszyscy jak dotąd swoje szanse wykorzystują, tworząc wspaniałe role – niezależnie czy grają główne, czy drugoplanowe. Pracuję z zespołem, który kocha swoją pracę.
Zdobyliście Państwo w tym roku granty 3-letnie na ponad 800 tys. zł oraz cztery jednoroczne na 268 tys. zł. Co te środki konkretnie zmieniają w możliwościach teatru w najbliższych latach?
– W sumie jest to ponad 1,5 miliona złotych. Dzięki pozyskanym środkom poprawimy warunki infrastruktury obecnej siedziby teatru w oczekiwaniu na moment, kiedy przeniesiemy się do nowej siedziby, nad dokumentacją której pracujemy również dzięki pozyskanemu dofinansowaniu. To są kamienie milowe. Dzięki środkom z programu Teatr i Wydarzenia artystyczne dla dzieci i młodzieży na projekty 3-letnie mamy zabezpieczone realizacje spektakli do końca mojej kadencji w 2027 roku z przyzwoitymi budżetami. Również z tych programów udało nam się wznowić po 10 latach festiwal ANIMA w formule letniej z programem spektakli i dla dzieci, i dla dorosłych, co jest ewenementem na festiwalowej mapie teatrów lalkowych w Polsce. Ponadto dzięki dodatkowym środkom staramy się pojechać w teren, żeby nie zapomnieć, że jesteśmy jedynym teatrem lalkowym nie tylko w mieście, ale w całym województwie – było to możliwe dzięki dofinansowaniu ze środków na kulturę województwa Warmińsko-Mazurskiego a także dzięki programowi NCK Kultura-Interwencje. Ostatnim ważnym projektem jest realizacja programu warsztatów kontekstowych z programu Edukacja kulturalna. Wszystkie te projekty pozwalają nam również zadbać o zwiększenie dostępności instytucji. Od kwietnia 2025 wprowadziliśmy cykl tłumaczeń spektakli i warsztatów na Polski Język Migowy. Dzięki tym środkom możemy się rozwijać.
Jednocześnie podkreśla Pan ogrom pracy związanej z nowymi wnioskami grantowymi.
Co jest dziś największym wyzwaniem w pozyskiwaniu finansowania dla instytucji takiej jak OTL?
– Czas. Potrzebuję dłuższej doby, żeby napisać więcej wniosków oraz dłuższej doby, żeby wszystkie te projekty potem zrealizować. A jeśli nie dłuższej doby – to więcej pracowników.
Współpraca z partnerami – Energa SA czy Michelin – wyraźnie się rozwija. Jakie znaczenie ma dla Pana mecenat prywatny i CSR w budowaniu stabilności teatru?
– Przede wszystkim odchodzimy od klasycznego sponsoringu. On nas mało interesuje, bo nie jest rozwojowy. To tylko wyciąganie rąk po pieniądze. A Olsztyński Teatr Lalek jest jedynym teatrem, w którym całe rodziny spędzają międzypokoleniowo czas. To instytucja, która daje czas i przestrzeń do wspólnego przeżywania emocji, rozmawiania o sprawach najważniejszych i zapewniająca dobrą zabawę. Dostrzegają to nasi partnerzy, z którymi rozwijamy spełnianie wskaźników społecznej odpowiedzialności biznesu. Dbamy o lokalną społeczność – w tym o pracowników naszych partnerów. Ci mogą zakupić tańsze bilety na spektakle. Tworzymy dla nich wyjątkowe wydarzenia okolicznościowe a także tworzymy ofertę warsztatową, która pomaga przeciwdziałać wypaleniu zawodowemu i wspiera integrację. Kultura to forma terapii. Teatry i artyści to nie odklejeni od rzeczywistości wariaci. Chcemy być potrzebni w tych najtrudniejszych czasach: wspomagać pracodawców w dbaniu o dobrostan pracowników, ale też rozwijać społeczeństwo, uczyć empatii, krytycznego myślenia, dzięki czemu łatwiej – w dobie wojen informacyjnych i fake-ów – rozpoznać co jest prawdą, a co manipulacją. To wszystko możemy robić dzięki naszym partnerom. I to nas też rozwija i sprawia, że czujemy się potrzebni jeszcze bardziej.
Po 10 latach wróciła ANIMA – jedyny międzynarodowy festiwal teatru formy w województwie. Co okazało się największą wartością tegorocznej edycji i czy widzi Pan potencjał na jej dalszy rozwój?
– Bardzo liczymy w teatrze, że będziemy mogli kontynuować i rozwijać ANIMĘ. W lipcu Teatr Jaracza jest zamknięty. Oferta letnia teatralna Olsztyna bez ANIMY nie istnieje. W 2025 roku w festiwalu uczestniczyło prawie 4000 widzów! To więcej niż w najlepszych sprzedażowo miesiącach takich jak maj i czerwiec. ANIMA w 2025 roku udowodniła, że teatr lalek jest interesujący, zaskakujący i jego nieograniczone możliwości nie są wyłącznie dla wyobraźni dzieci. Dzięki ANIMIE mogliśmy też zaprezentować w Olsztynie po raz pierwszy od 10 lat ogólnopolskie i europejskie trendy w teatrach ożywionej formy i pokazać, w którym miejscu my – OTL – jesteśmy na ich tle. Że nie odstajemy.
W jakim stopniu ANIMA zmienia postrzeganie OTL w Olsztynie i w Polsce?
– ANIMA umieszcza nas na mapie teatralnej Polski, z której, z nieznanych mi powodów, Olsztyn znikł na wiele lat. Jesteśmy teatrem i zespołem, które nie boją się wyzwań i lubią konfrontować się z innymi teatrami. Ważne, żeby zespoły, które do nas przyjeżdżają doświadczyły niepowtarzalnej atmosfery tworzonej przez nasz zespół oraz żeby nasi pracownicy podpatrywali zwyczaje i rozwiązania z innych teatrów. ANIMA to platforma do nauki najwyższych standardów i spotkania z inspirującymi zespołami.
Bardzo silnie akcentuje Pan kontakt z widzem – od najnajmłodszych po dorosłych. Jak zmienia się publiczność OTL i czego dziś najbardziej potrzebuje od teatru lalek?
– Szczerości. Widzowie dojrzewają, zmieniają się, rosną. A teatr musi rokrocznie sprostać ich wymaganiom oraz sprawić, żeby ich przyjście do OTL nie było jednorazowe i pod przymusem wyjścia ze szkołą. Chcemy naszym widzom dawać najwyższej jakości spektakle i doświadczenia wykraczające poza samo przedstawienie: żeby spędzili u nas miły czas, chcieli do nas wracać, wzięli do teatru przyjaciół, znajomych, partnerów i rodzinę. W zeszłym roku spełniło się jedno z moich marzeń, bo student UWM przyprowadził swoją dziewczynę na randkę do Olsztyńskiego Teatru Lalek na… „Kreskę”!
Co – w perspektywie kilku najbliższych sezonów – chciałby Pan zaoferować widzom nowego? Jakie grupy odbiorców wymagają szczególnej uwagi?
– Chciałbym nie zaniedbać żadnej grupy odbiorców. W OTL repertuar będzie zarówno dla maluszków, przedszkolaków, dzieci w wieku szkolnym, nastolatków i dorosłych, w tym seniorów. Nasz teatr to miejsce międzypokoleniowego spotkania.
Jak wygląda OTL „od środka” pod koniec 2025 roku? Co działa najlepiej, a co wymaga poprawy?
– Wciąż pracujemy, żeby relacje w zespole poprawiały się. Mam poczucie, że to jest – jak wszędzie – proces wymagający ciągłych obserwacji, bo relacje są dynamiczne, zmieniają się, wpływają na to napięcia, emocje, presja. A chcemy, żeby praca w OTL była spełnieniem marzeń. Najbardziej musimy się pochylić w najbliższych latach nad wzrostem wynagrodzeń. System teatralny w Polsce od dekad jest taki, że teatry lalkowe są gorzej finansowane i a pracownicy gorzej wynagradzani niż w teatrach dramatycznych. A porównujemy się nie do Teatru Narodowego w Warszawie, ale do przyjaciół z Teatru Jaracza – teatru w tym samym mieście, gdzie koszty życia są te same. A przecież aktorzy Olsztyńskiego Teatru Lalek nie wykonują gorszej czy mniej wymagającej pracy niż ich koledzy z teatru dramatycznego. Administracja w teatrach lalkowych nie ma mniej pracy niż w teatrach dramatycznych. A plastycy i rzemieślnicy potrafią dużo więcej, bo mają wiedzę i doświadczenie związane z mechanizacją lalek. Czas skończyć ze stereotypem, że teatr lalek to teatr dla dzieci i wymaga mniejszych nakładów finansowych. To jest wyzwanie, ale i konieczność. Musimy się z nią zmierzyć z naszym organizatorem – prezydentem Olsztyna i jego zespołem zarządzającym miastem.
Jakie decyzje menedżerskie były w minionym roku najtrudniejsze?
– Kiedy musiałem zakończyć współpracę z dwoma pracownikami. Kosztowało mnie to wiele emocji, ale w konsekwencji było najlepszą możliwą decyzją dla instytucji, czego dowodem są efekty minionego sezonu.
Gdyby miał Pan wskazać trzy priorytety na rok 2026 – co będzie najważniejsze?
– Utrzymanie poziomu artystycznego – czyli premier i kontynuacji ANIMY. Utrzymanie tempa zmian organizacyjnych i regulaminów wewnętrznych. Wzrost wynagrodzeń dla pracowników.
To był intensywny rok – premiera, festiwal, nowa scena, nagrody dla zespołu, ogrom pracy grantowej. Co dla Pana – osobiście – było najważniejszym momentem mijającego roku?
– Najważniejsze jest dla mnie to, żeby instytucja się rozwijała w dobrą stronę a pracownicy podejmowali wyzwania i byli za to właściwie wynagradzani. To jest cel naszego maratonu. Niemniej przypominają mi się dwa momenty. Pierwszy, kiedy na gali finałowej 31. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej Jacek Sieradzki przyznając teatrom nagrody od Komisji Artystycznej wyczytał nazwę: Olsztyński Teatr Lalek, który jak równy z równym konkurował z najlepszymi i najlepiej dotowanymi teatrami w Polsce! Dostaliśmy równorzędną nagrodę razem Teatrem Dramatycznym w Warszawie. To niesamowite, że nasza praca została zauważona i doceniona, bo przez cały sezon pracowaliśmy jak mrówki, bez wytchnienia. Pokłosiem tego było również wymienienie Olsztyńskiego Teatru Lalek w rankingu miesięcznika „Teatr” – znów dostrzeżono i doceniono pracę zespołu teatru, któremu finansowo daleko do innych nagradzanych w tym rankingu instytucji. Drugim był wieczór festiwalowy w klubie festiwalowym Azyl w Olsztynie podczas ANIMY, kiedy nie mogliśmy uwierzyć, jak wspaniałą atmosferę wydarzenia udało nam się stworzyć a później utrzymać przez cały miesiąc.
Czego jako dyrektor życzyłby Pan swojemu teatrowi i sobie na nowy sezon?
– Żebyśmy nie zatracili tego poczucia zespołowości i zaangażowania, które było fundamentem wszystkiego, co razem zrobiliśmy w minionym roku.
„Scenografia czasem jest w stylu szkolnych przedstawień (tekturowe elementy zjeżdżające z góry i mocno umowna zmiana plenerów), ale to dobrze, bo realizatorzy nie bali się klasycznego języku teatralnego”