W świecie teatru rozmowa jest jednym z najsubtelniejszych i najpotężniejszych narzędzi – to w niej ujawniają się napięcia, maski opadają, a rzeczywistość ulega twórczemu przetworzeniu. Na wzburzonych falach Małgorzaty Niezabitowskiej i Feliksa Falka czytałem więc jak zaproszenie na dwuosobowy spektakl bez scenografii, bez kostiumów, grany jedynie dwiema biografiami, które wydawałyby się zbyt odległe, by mogły kiedykolwiek wejść w harmoniczny dialog. A jednak właśnie ta dysonansowa obsada gra najciekawiej.
Książka działa trochę jak dobrze skomponowany dramat kameralny: dwoje bohaterów zamkniętych w przestrzeni rozmowy odsłania swoje światy, nie po to, by przekonywać, lecz by rozumieć. Zestawienie Niezabitowskiej – zakorzenionej w etosie niepodległościowym i doświadczeniu pierwszej linii politycznej – z Falkiem, reżyserem, który całe życie raczej notował pęknięcia rzeczywistości niż ją współtworzył, daje efekt podobny do zderzenia dwóch estetyk teatralnych: klasycyzującej i awangardowej. Te dwa temperamenty nie rywalizują jednak, lecz – jak w najlepszych duetach scenicznych – domykają się nawzajem.
To, co uderza jako pierwsze, to rytm dialogu. Nie przypomina on wywiadu-rzeki, w którym jeden z rozmówców dominuje narrację. Tu brzmi raczej polifonia dwóch wrażliwości. Każde pytanie, każda uwaga staje się dramaturgicznym zwrotem, po którym wewnętrzne monologi bohaterów wypływają na powierzchnię, a historia najnowsza przestaje być kroniką faktów i staje się doświadczeniem ciała, emocji, przyjaźni, czasem wstydu, czasem dumy. Miałem momentami wrażenie uczestniczenia w próbie generalnej spektaklu o Polsce – takim, w którym aktorzy przynoszą na scenę nie rekwizyty, lecz własne biografie.
Falk w swoich opowieściach przypomina twórcę, który od lat buduje precyzyjne portrety społeczeństwa – tu robi to bez kamery, ale z tą samą uważnością. Jego refleksje o tożsamości, o niewygodnym, często bolesnym miejscu urodzenia, o doświadczeniu PRL-u, mają w sobie rodzaj ascetycznej szczerości, jakby reżyser prowadził dokumentalny teatr jednego aktora. Niezabitowska natomiast wnosi na scenę rozmowy świat bardziej patetyczny, nasycony pamięcią pokoleń, formacją, obowiązkiem. Ten kontrast nie tyle dzieli, co tworzy oś napięcia – główny kręgosłup dramaturgiczny książki.
Niezwykle intrygujący jest też sposób, w jaki autorzy mówią o własnym dorastaniu do odmienności przyjaciela. Ich dialog to rodzaj nieustającej próby empatii – rozpisanej na 500 stron, a jednak zaskakująco lekkiej. Na scenie współczesnego życia publicznego, gdzie raczej krzyczy się niż słucha, ta książka działa jak oddech aktora między kwestiami: krótki, głęboki, przywracający właściwy ton.
Czytelnik teatralny znajdzie tu także coś jeszcze – lekcję o relacji między biografią a sztuką. Falk mówi o filmie i pisaniu tak, jak mówi się o pracy nad rolą: że czasem wymaga obnażenia do granic, a czasem – dystansu. Niezabitowska zaś pokazuje, jak intensywnie polityczność przenika prywatność, jak historia potrafi wejść w nasze życie z impetem dobrze znanym z wielkich scen zbiorowych dramatów.
Na wzburzonych falach nie jest książką z fajerwerkami, lecz z pulsem. Czyta się ją jak zapis wieloletniej próby, w której dwójka dojrzałych twórców powoli dochodzi do wniosku, że różnica nie jest porażką, lecz warunkiem dialogu. W czasach, gdy debata publiczna przypomina raczej krzykliwy jarmark niż rozmowę, ta książka wybrzmiewa jak spektakl z innej epoki – może bardziej wymagający, ale też bardziej potrzebny.
Dla wszystkich tych, którzy cenią rozmowę jako sztukę – jest to lektura nie tylko wartościowa, ale i inspirująca. Uczy, że najbardziej poruszające sceny powstają wtedy, gdy dwoje ludzi ma odwagę wejść w dialog bez dekoracji, zostawiając na proscenium jedynie prawdę o sobie. I właśnie to czyni tę książkę tak teatralnie żywą.
https://wydawnictwolira.pl/produkt/na-wzburzonych-falach/