Spektakl imponuje rozmachem pod każdym względem, a zwłaszcza wizualnym. Każdy element scenografii działa jak narracyjny instrument — nie tylko jako tło, lecz jako współtwórca akcji. Projekcje multimedialne, silnie zakorzenione w estetyce kina grozy, momentami całkowicie przejmują funkcję scenografii, innym razem subtelnie ją uzupełniają, stając się integralnym elementem dekoracyjnym. Multimedia nie dominują nad aktorami, lecz współtworzą świat przedstawiony, wzmacniając jego ekspresjonistyczny charakter. Całość dopełniają oryginalne kostiumy, budujące wrażenie gotyckiego, niemal barokowego przepychu.
Równie istotna jest warstwa dźwiękowa — gęsta, wielowymiarowa i starannie skomponowana. To swoista symfonia brzmień, motywów i skojarzeń, w której odnaleźć można zarówno echa muzyki pop, opery i baletu, jak i klasyczne, rozpoznawalne środki znane z filmowych horrorów. Dźwięk nie pełni tu roli ilustracyjnej — jest równorzędnym narzędziem narracji, wzmacniając emocjonalny odbiór kolejnych scen. Podobnie efekty świetlne — momentami tak intensywne, że wywołują fizyczne reakcje widzów, pogłębiając immersję w przedstawienie. Wszystko to sprawia, że spektakl staje się niemal rytualnym doświadczeniem, a nie tylko scenicznym tworem.
Narracja prowadzona jest w szybkim tempie. Kolejne sceny układają się w zwartą, dynamiczną całość, a napięcie nie opada ani na moment. Rytm spektaklu jest precyzyjnie kontrolowany, a aktorzy utrzymują intensywność gry od pierwszej do ostatniej sceny, co sprawia, że przedstawienie ogląda się jak filmowy montaż — płynny, gęsty i pozbawiony zbędnych przestojów.
Ta filmowość wpływa również na sposób budowania ról. Postaci nie mają wiele przestrzeni na psychologiczne niuanse — funkcjonują raczej jako elementy większej całości niż autonomiczne byty dramatyczne. W tym kontekście szczególnie wyrazista okazuje się kreacja Nosferatu w wykonaniu Marka Puchowskiego — postać fizyczna, mroczna, niemal przeniesiona z klasycznego filmu Murnaua na scenę Wybrzeża. Doskonałą formę potwierdza Robert Ciszewski jako Jonathan Harker, konsekwentnie wpisując się w dynamiczną konwencję spektaklu. Na uwagę zasługuje także Robert Ninkiewicz jako R.M. Renfield, który pozwala sobie na groteskowe przerysowanie postaci i kradnie show w scenie z jajkiem. Udaną, subtelną kreację tworzy również Maria Wróbel — to jej druga rola w Teatrze Wybrzeże i kolejny dowód scenicznej dojrzałości.
„Nosferatu” to widowisko wizualnie oszałamiające, emocjonalnie gęste i estetycznie ambitne, w którym każdy element ma znaczenie. Od ruchu sceny, przez światło, dźwięk i multimedia, po kostiumy i precyzję aktorskiej gry — wszystko podporządkowane jest budowaniu spójnego, hipnotyzującego klimatu. Rozmach inscenizacyjny nie jest tu pustą demonstracją możliwości technicznych, lecz świadomie użytym środkiem wyrazu. Grzegorzek stworzył spektakl totalny: wizualnie olśniewający, technicznie brawurowy i konsekwentny w swojej mrocznej, gotyckiej wizji.
https://teatrwybrzeze.pl/spektakle/nosferatu