Naturalność, wrażliwość, wirtuozeria
photo by Wojciech Grzedzinski mob 0048602358885 wojciech.grzedzinski@gmail.com wojciechgrzedzinski.pl
photo by Wojciech Grzedzinski mob 0048602358885 wojciech.grzedzinski@gmail.com wojciechgrzedzinski.pl
O recitalu fortepianowym Piotra Sałajczyka na 20. Międzynarodowym Festiwalu Chopin i Jego Europa w Filharmonii Narodowej w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.
Poniedziałkowym recitalem w Sali Kameralnej FN Piotr Sałajczyk potwierdził swoją klasę pianisty imponującego zarówno autentycznością, wyjątkową energią, jak i wirtuozerią, dysponującego pięknym uderzeniem dłoni, w konsekwencji grą jasną, pełną wyrazu, blasku, ducha i czułości. Zresztą podobnych wrażeń i doznań muzyk dostarcza melomanom również podczas koncertów z Kwartetem Śląskim czy Weinberg Piano Trio, a nawet i wtedy kiedy siedząc skryty w orkiestronie Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie wykonuje swoje partie podczas baletowych przedstawień Exodus/Bieguni-Harnasie i Beethoven i szkoła holenderska.
Podczas tegorocznego festiwalu artysta nie miał łatwego zadania, albowiem akustyka Sali Kameralnej nie zawsze sprzyja pianistom, zwłaszcza kiedy grają utwory z dużymi frazami dźwięków forte. A tych w utworach Mieczysława Wajnberga i Juliusza Zarębskiego nie brakuje. Ci dwaj kompozytorzy są od lat w sferze szczególnych zainteresowań pedagoga z Katowic, stąd i tym razem Sałańczyk sięga do ich twórczości prezentując ich dzieła w pierwszej części koncertu. II Sonata fortepianowa op. 8 Mieczysława Wajnberga w interpretacji pianisty zabrzmiała naprawdę rewelacyjnie, momentami wręcz wstrząsająco, była pełna bólu, szaleństwa i wszystkich emocji z tym związanych, ale też zdecydowanie w swej zwartości i klarowności namacalnie, dojrzale, gęsto, choć z zachowaniem całego kompozycyjnego uporządkowania. Sałajczyk zachwyca energetycznym potencjałem jaki wkłada w interpretację i napięcie dzieła powstałego w 1942 roku w Taszkencie, kiedy autor był jeszcze pod wpływem Prokofiewa i Szostakowicza, jak i w umiejętność wydobywania z utworu tego, co w nim najbardziej surowe, bezwzględne, bezkompromisowe, drapieżne i chmurne.
Po Wajnbergu przyszła kolej na Wielką Fantazję b-moll op. 11 Juliusza Zarębskiego ukończoną w roku 1876. Tym razem pianista nie tylko oddał charakter wirtuozowski utworu i jego wyrafinowaną refleksyjność i harmonię, ale potrafił do niektórych jego partii podejść z dużą dozą dystansu, co nie kłóci się, a wręcz podbija falującą i zmienną strukturę formalno-tonacyjną tego dzieła, a także jego nastrój, momentami łagodny, spokojny i szeroki, to znów gwałtowny i nie pozbawiony ekspresji.
Po przerwie Piotr Sałajczyk wykonał ostatnią a więc osiemnastą Sonatę B-dur Franza Schuberta, której interpretacja skupiona była przede wszystkim na odtworzeniu tego, co determinuje fakturę i logikę formalną oraz wewnętrzną dyscyplinę tego pełnego pauz, fermat i melancholii utworu. Jest w nim spora dawka wychodzącej jakby z ciszy łagodności, niespieszności i czułości, ale też nieco niepokoju, choć zawsze podszytego odrobiną dziecięcej naiwności. Wszystko to wyrażone zostało subtelnością i solidnością używanych przez pianistę środków wyrazu, świadomością opisywanych przez kompozytorów światów, co potwierdziły również dwa bisy – Preludium c-moll i Preludium h-moll Fryderyka Chopina.
fot. mat. org.