Na dwa fortepiany i cztery ręce
photo by Wojciech Grzedzinski mob 0048602358885 wojciech.grzedzinski@gmail.com wojciechgrzedzinski.pl
photo by Wojciech Grzedzinski mob 0048602358885 wojciech.grzedzinski@gmail.com wojciechgrzedzinski.pl
O koncercie Kate Liu i Erica Lu na 20. Międzynarodowym Festiwalu „Chopin i jego Europa” w Filharmonii Narodowej w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.
Fortepianowe duety są raczej rzadkością na koncertowych estradach. Tym większa zatem była satysfakcja, gdy obok siebie najpierw przy jednym fortepianie pojawili się Kate Liu i Eric Lu. To niezwykle utalentowani i doceniani już na całym świecie laureaci XVII Konkursu Chopinowskiego w Warszawie, którymi zostali w bardzo młodym wieku. Lu (IV miejsce) miał zaledwie siedemnaście lat, a Liu (III miejsce) dwadzieścia jeden.
Pianiści swoje fortepianowe duety rozpoczęli utworem na cztery ręce Allegro a-moll “Lebensstürme” D 947 Franza Schuberta z roku 1828. Na płycie można to dzieło usłyszeć m.in. w pełnej energii interpretacji João Pires i Ricardo Castro. W FN triumfator konkursu w Leeds gra w nim partię górną, zaś urodzona w Singapurze artystka – dolną. Dobrze to służy nastrojowi trwogi, niepewności i wzburzenia, buduje silnie stopniowanie emocji, a pianiści znakomicie odnajdują się w schubertowskiej fakturze, dającej możliwość na skonfrontowanie nie tylko zespolonych, ale i indywidualizowanych brzmień. Kolejnym utworem była Fantazja f-moll D 940 również Schuberta, tyle że pianiści zamienili się swoimi miejscami. Teraz więcej do powiedzenia miała Kate Liu, bo to na jej grze przede wszystkim spoczywało tym razem szukanie właściwej aury przynależne tej momentami niemal symfonicznej i pełnej elegijności kompozycji, również pochodzącej z 1828 roku. Pianiści bardzo dobrze wyczuli cały zawarty w utworze smutek i jego melancholijno-liryczny charakter.
Druga część koncertu była już dużo mniej podniosła i patetyczna, albowiem muzycy sięgnęli w niej po dzieła nieco bardziej beztroskie, radosne i dlatego do wykonania w swej humorystyce wdzięczne. W Sonacie D-dur KV 448 Wolfganga Amadeusza Mozarta z 1781 roku, napisanej przez 25-latka na dwa fortepiany, opisującej relacje kompozytora z jego uczennicą Josephiną Auernhammer, sporo jest dialogu miedzy dwoma instrumentami, w którym czasami rozmówcy dochodzą do porozumienia, to znów oddalają się od siebie uciekając w spory czy fumy, bliższe jednak flirtowi niż traktowanym z powagą miłosnym utarczkom.
Na zakończenie koncertu pianiści zagrali Rondo C-dur op. 73 Fryderyka Chopina, a w ich interpretacji wspaniale wybrzmiały zwłaszcza momenty nostalgiczno-minorowe, nawiązujące do folkloru żydowskiego. I wreszcie fragment jednej z kantat J. S. Bacha, który pojawił się już specjalnie na prośbę publiczności, podobnie jak drugi bis, a był nim walc Brahmsa. Swoim koncertem pianiści, nie po raz pierwszy zresztą grający razem, pokazali jak głęboko potrafią w swoich interpretacjach wniknąć w muzyczny świat kompozytorów, którymi się bez wątpienia najbardziej fascynują i których twórczość pragną poznać do końca. Pomimo, że ich solowe występy są nieco różne, bo inne są ich pianistyczne charaktery i osobowości, potrafią w grze na cztery ręce osiągać efekty zbliżone w wielu momentach do doskonałości. Czuje się tę nić porozumienia, jaka między nimi powstaje na scenie, niemal w każdej nucie czy frazie. Ich wspólna gra, pełna subtelności i zwiewności, ale i wyrafinowania, znakomicie się uzupełnia, zarówno wtedy, gdy muzycy poszukują środków na wyrażenie smutku, bólu, niepokoju czy nostalgii, jak i wtedy gdy do głosu dochodzą elementy bardziej żartobliwe i zabawne.
Fot. W. Grzędziński / NIFC