Slide
previous arrow
next arrow
Monodramy w przenikliwym wydaniu (część 2) - Teatr dla Wszystkich

Monodramy w przenikliwym wydaniu (część 2)

Na afiszu

Monodramy w przenikliwym wydaniu (część 2)

O monodramach na 39. Toruńskich Spotkaniach Teatrów Jednego Aktora pisze Aram Stern. Teatr jednej aktorki i aktora jest otwarty na ich świeże kolorystyki, jednak ilekroć podczas 39. Toruńskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora na scenach Teatru Baj Pomorski pojawiała się więcej niż jedna osoba (np. muzyk), zza pleców padał oburzony szept: „…to nie jest monodram!”. Świat...
Opublikowano: 2025-06-20

O monodramach na 39. Toruńskich Spotkaniach Teatrów Jednego Aktora pisze Aram Stern.

Teatr jednej aktorki i aktora jest otwarty na ich świeże kolorystyki, jednak ilekroć podczas 39. Toruńskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora na scenach Teatru Baj Pomorski pojawiała się więcej niż jedna osoba (np. muzyk), zza pleców padał oburzony szept: „…to nie jest monodram!”. Świat nie stoi w miejscu, teatr jednoosobowy tym bardziej – stąd podczas tej edycji zobaczyliśmy aktorki i aktorów wykorzystujących, oprócz lalek, także multimedia, dialogi z nagranymi głosami czy grę muzyków na żywo. Czy oznacza to, że ich monodramy nie mogły z tej przyczyny zdobyć uznania nie tylko widowni, ale i jurorów?

Spośród dziewięciu prezentowanych na dwóch scenach monodramów, jury nagrodziło trzy. Kapituła Akredytowanych Dziennikarzy progresywnie uhonorowała „duodram” Niedźwiedź Wojtek Michała Pieli, któremu na scenie akompaniował akordeonista Karol Podkul. A nawet coś powiedział…

O nagrodzonych aktorkach i aktorze teatru jednoosobowego pisałem w pierwszej części relacji. W tej – kilka słów o innych, równie ciekawych i przejmujących monodramach nowej fali, zaprezentowanych w Toruniu.

Offowo i farsowo

„Sztuka wymaga ciągłej odnowy, dlatego powinni ją tworzyć ludzie młodzi.”
— Leszek Śmigielski, w latach 1960–1972 dyrektor Teatru Baj Pomorski w Toruniu

Julita Koper (tegoroczna absolwentka Wydziału Aktorskiego wrocławskiej filii Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie) boryka się z losem swej bohaterki w monodramie Masara na podstawie opowiadania Szczepana Twardocha i w reżyserii Kuby Mielewczyka. Jej teatr jednoosobowy skierowany jest do młodszych widzów, dla których media społecznościowe stanowią istotny aspekt codziennego funkcjonowania. Stąd – warstwa audiowizualna oparta na mocnych, punkowych i elektronicznych brzmieniach (wraz z wizualizacjami Bartosza Radzikowskiego). Julita Koper gra swoją bohaterkę niezwykle dynamicznie i awangardowo.

Masara – w gwarze śląskiej: gruba tłusta mucha – a w monodramie metaforycznie tęga nastolatka Paulina, mierzy się nie tylko z własną cielesnością, ale i hejtem rówieśników. W ważnym i potrzebnym apelu skierowanym szczególnie do nastolatków Julita Koper zgrabnie, choć może zbyt dosłownie, przechodzi od spirali samotności nastolatki do „bodźcowania” widzów mediami społecznościowymi. Szczególnie że bodźce te wymuszają u młodych ludzi tzw. attention span – czyli poświęcanie uwagi informacjom maksymalnie do 15 sekund.

Jednym z mocnych akcentów festiwalu okazało się odważne wyznanie reżysera spektaklu, Kuby Mielewczyka, podczas pospektaklowej rozmowy, gdy nagle powiedział: „(…) sam wyrządzałem krzywdę koleżance w gimnazjum i dziś po latach jestem z tego powodu na siebie zły”.

Z kolei w monodramie Marcina Tomkiela Skowyt, inspirowanym poematem Allena Ginsberga, ciekawa forma aktorska i lalkarska „zdematerializowała się” w opozycji ciemności i skromnego światła – czyżby aktor chciał swym projektem uczcić zmarłego w marcu tego roku profesora Leszka Mądzika? Zabrakło w nim bowiem nie tylko światła (jedna żarówka nad sceną), ale i opieki reżyserskiej. Dramaturgicznie mono-spektakl w bardzo dalekim stopniu koresponduje ze słynnym poematem Ginsberga, a konflikt destruktywnej siły kapitalizmu i konformizmu z miłością wygenerowaną przez sztuczną inteligencję wydaje się zbyt mocno wymyślony.

Przy interesującej animacji lalką (głos z offu) i świetnej muzyce wykonywanej na żywo przez Jakuba Olszewskiego, Skowyt Tomkiela u widowni TSTJA przeszedł bez echa – bardziej nadawał się do przeglądu teatrów alternatywnych.

Wzruszył za to, i zarazem rozśmieszył szybkim tempem akcji, toruński akcent: farsa medyczna Lekarz na telefon Borbáli Szabó w reżyserii Piotra Ratajczaka i w wykonaniu Arkadiusza Walesiaka, którą nieliczni widzowie TSTJA obejrzeli na Foyer II piętra Teatru im. Wilama Horzycy. Przypadkowo doktor Jacek Łagoda zostaje uwięziony w swoim gabinecie z powodu złamanego klucza w drzwiach. Telefony w zamkniętym gabinecie dzwonią, a bohater miota się, skrępowany zaistniałą sytuacją. Z pozoru lekka farsa staje się filozoficzną refleksją o sensie dążenia do spełnienia.

Bioteatr

Agnieszka Przepiórska oraz Anna Rozmianiec odkrywają kobiety szerzej nieznane, a wielce zasłużone czy doświadczone przez los. Ta pierwsza robi to już od lat, a ta druga – po raz pierwszy.

Monodram Maryla – Ku przestrodze Anny Rozmianiec z poznańskiego Teatru Fuzja był podczas tegorocznych TSTJA jednym z trzech prezentowanych w ramach 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej. Jej bohaterka, Maria Kwaśniewska, zdobywczyni brązowego medalu na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie w 1936 roku, podczas dekoracji medalowej jako jedyna nie wykonywała charakterystycznego gestu typowego dla nazistów. Do tego „mała Polka”, drwiąc z Führera w loży z jego wzrostu, stała się posiadaczką ważnego zdjęcia. Wtedy nie przypuszczała, że tą fotografią uratuje życie wielu ludzi po upadku Powstania Warszawskiego.

Anna Rozmianiec herstorię odważnej i dowcipnej oszczepniczki opowiada „ahistorycznie”, wręcz „sprawnościowo”, z siłą, techniką i precyzją, jakiej wymaga dyscyplina sportowa. Bardzo oryginalnie wykorzystuje także rekwizyty stolikowe i kukłę wodza. Czy historia jest nauczycielką życia – pyta? Nie, igrzyska w Berlinie pokazały przecież, jak pod przykryciem budował się faszyzm…

O monodramie Agnieszki Przepiórskiej Ocalone w reżyserii Mai Kleczewskiej napisano już wiele. Temu przejmującemu teatrowi jednej aktorki, jak i poprzednim spektaklom, została poświęcona książka profesor Katarzyny Flader-Rzeszowskiej Bioteatr Agnieszki Przepiórskiej, której promocja odbyła się w dniu otwarcia 39. TSTJA. Cóż można do niej dodać? Herstorie sklejone przez Piotra Rowickiego z portretów kobiet gwałconych na ochockim Zieleniaku w 1944 przez oddziały SS RONA „tarmoszą” emocjami tak silnie, że dobrze, iż monodram Przepiórskiej otwierał festiwal i był jedynym, który tego dnia został zagrany. Mieliśmy czas na oddech po… A na portalu scenicznym Teatru Baj Pomorski aż do ogłoszenia werdyktu widoczny był ślad „krwi” aktorki. Może to zbyt drastyczny znak dla jurorów?

Krwawy finał

„Istnieje koncepcja twórczego wampiryzmu lub czegoś w tym rodzaju, zgodnie z którą każdy wysysa coś z innych, pod względem muzycznym.”
— Nick Cave

Krwawy początek i krwawy epilog TSTJA. Adam Mortas, aktor Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi, swoich świetnych muzyków (Rafał Rybak, Marcin ZORAK Szymański) w monodramie muzycznym Ballady morderców „zamknął” w metalowych klatkach (scenografia: Marcelina Kilian, Adam Mortas). Muzodram Mortasa był niezwykle ambitnym zakończeniem tegorocznej edycji TSTJA. Bohater, w którego wciela się aktor, wozi w dziecięcym wózku wspomnienia najstraszniejszych zbrodni, wyśpiewując w melancholijnym mroku ballady Nicka Cave’a & The Bad Seeds z płyty Murder Ballads (1996).

W trakcie godzinnego muzodramu usłyszeliśmy i słynne songi folkowe: Henry Lee, Stagger Lee czy hit Where the Wild Roses Grow (z duetu z Kylie Minogue), ale także mniej znane, jak choćby The Carny (Deszczowy Clown) Księcia Ciemności z albumu Your Funeral… My Trial (1986). Nie tylko nowe aranżacje, ale i interpretacje oraz tłumaczenia Aleksandra i Romana Kołakowskich sprawiły, iż wrażliwi widzowie mogli zadrżeć oraz nieraz poczuć ciarki na plecach. Trup w tekstach Cave’a ściele się bowiem gęsto, szczególnie w siedmiominutowym songu The Curse of Millhaven, wyznaniu 15-letniej seryjnej morderczyni.

Opowieści, obudowane równie gęstymi, ciemnymi melodiami, którym towarzyszą teatralne, często surowe, złowieszcze wokalizy Adama Mortasa, zakończyła konkluzja, że wszystkich czeka ten sam koniec… „lalala”.

Za rok 40. edycja

Jeden z najstarszych festiwali teatralnych w przyszłym roku wejdzie w nową dekadę, i przy tej okazji warto byłoby zastanowić się nad zmianami w strukturze oceny mono-spektakli. Gdy dziewięcioro jurorów ocenia dziewięć monodramów, fakt ten nieco trąci PRL-owską myszką…

Może więc warto byłoby połączyć je w jedno profesjonalne jury, złożone z doświadczonych aktorek i aktorów teatru jednoosobowego (którzy przy okazji mogliby zaprezentować swoje mistrzowskie spektakle)? Oczywiście z konsultacjami ZASP-u, Nagrodą Antoniego Słocińskiego i – koniecznie (!) – Nagrodą Młodych. Warto także pamiętać o zaproszeniu monodramistów z zagranicy oraz… rikszarza z kawą do pięknego teatralnego ogrodu.

fot. Rafal Pyszka, Fundacja 1025

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”

PikWroclaw.pl o „Odysei”, reż. Małgorzata Warsicka; 27.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL