Mistrz
photo by Wojciech Grzedzinski mob 0048602358885 wojciech.grzedzinski@gmail.com wojciechgrzedzinski.pl
photo by Wojciech Grzedzinski mob 0048602358885 wojciech.grzedzinski@gmail.com wojciechgrzedzinski.pl
O recitalu fortepianowym Garricka Ohlssona w Filharmonii Narodowej na XX Międzynarodowym Festiwalu „Chopin i Jego Europa” w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.
Jedenasty dzień – o ile się nie mylę – festiwalowych prezentacji muzycznych pozostanie bez wątpienia na długo w pamięci melomanów i całej części widowni, która co wieczór wypełnia po brzegi sale koncertowe stolicy. Tym razem zarówno recital fortepianowy Garricka Ohlssona, jak i występ gości z Londynu z Vilde Frang i Kowieńskim Chórem Państwowym przyniósł moc tak silnych wrażeń, że owacjom na stojąco nie było końca. Wszyscy artyści pokazali prawdziwe mistrzostwo zarówno jeśli chodzi o możliwości czysto techniczne, jak i umiejętności interpretacyjnego odczytywania dźwięków idących w parze z treścią i emocjami kompozytorskich dzieł. Byliśmy świadkami – jak słusznie napisała Dorota Szwarcman – prawdziwej uczty.
Jako pierwszy późnym popołudniem pojawił się na dużej scenie Filharmonii Narodowej Garrick Ohlsson, zwycięzca VIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w 1970 roku. I choć od tamtej pory minęło ponad pięćdziesiąt lat amerykański artysta wciąż zaskakuje niebanalnymi interpretacjami, w których widać silne piętno jego niepowtarzalnej indywidualności i osobowości muzyczno-scenicznej. Składa się na to wszystko nieprawdopodobna biegłość techniczna, umiejętność swobodnego wydobywania przepięknych, okrągłych i wypełnionych jakby nieustanną spontanicznością dźwięków zarówno w partiach wymagających wysublimowanej delikatności, jak i tych w tonacji bardziej potężnych czy mrocznych. Stąd aura jaką pianista wytwarza podczas swoich wciąż na nowo odczytywanych, ale zawsze perfekcyjnych interpretacji jest tak urzekająca i zniewalająca prawdziwym pięknem. Słuchając Ohlssona, niezależnie od tego jak silnej używa ekspresji, zarówno jeśli chodzi o poszukiwanie przestrzeni muzycznych budujących dystans, chłód czy racjonalność połączoną z romantyzmem, ma się wrażenie, że doskonale wie co chce słuchaczowi powiedzieć i przekazać, a także czym go zainspirować.
Garrick Ohlson swój recital rozpoczął od czteroczęściowej Suite bergamasque Debussy’ego napisanej w roku 1888, a wydanej dopiero w 1905. Już od pierwszych dźwięków słychać było zręczność w uchwyceniu wszystkich zwłaszcza dynamicznych kontrastów. W części Clair de lune („Światło księżyca”) pianista okazał się niezastąpionym mistrzem wydobywania nastroju posługując się dynamiką pianissimo. Kolejnym utworem, po który sięgnął tego dnia zwycięzca również Konkursu Pianistycznego w Montrealu z roku 1968 był Convocations Thomasa Missona, napisany specjalnie dla pianisty na jego australijskie tournée w roku 2023. Część pierwszą recitalu zakończyła zagrana z prostotą i przejrzystością Sonata es-moll op. 26 Samuela Barbera. Drugą część koncertu rozpoczęła Kołysanka As-dur op. 22 i Etiuda koncertowa g-moll op. 7 nr 2 Juliusza Zarębskiego. W pierwszym utworze Ohlsson z maestrią i niezwykłym kunsztem oddaje liryczny, miękki i nasączony subtelnością charakter dzieła, w drugim zaś z łatwością, ale i stosowną energią wydobywa poszczególne motywy będące wyróżnikiem osobistego stylu urodzonego na Wołyniu kompozytora.
Na zakończenie usłyszeliśmy Impromptu As-dur op. 29, Fantazję f-moll op. 49 i Scherzo cis-moll op. 39 Fryderyka Chopina. Były jeszcze dwa chopinowskie bisy w postaci zapowiedzianych przez samego pianistę Walca cis-moll op. 64 nr 2 i Mazurka cis-moll op. 50 nr 3. Każda z tych interpretacji, przepełniona niezwykłą pasją i ekspresją, potwierdzała klasę wykonawczą artysty, była dowodem jego wszechstronności, wrażliwości, poetyckiej wyobraźni i umiejętności wydobywania z muzyki właściwego nastroju i chwytającej za serce emocjonalności, a także rzadko spotykanej na koncertowych estradach dramatycznej siły.
Fot. W. Grzędziński / NIFC