Missal
O koncercie TANGA ASTORA PIAZZOLLI Orkiestry Kameralnej Capella Bydgostiensis w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy pisze Krystian Kajewski.
Mszał a rebours. Kapłan pije kogucią krew z kielicha z logo GRAAL. Gra na bandoneonie tango milonga. Astor Piazzolla. Per aspera ad Astoria. Zagraj to jeszcze raz, sam. Astor Piazzolla nie gra rock n rolla. Gra tango. Tango jest jak owoc mango, a ja śpiewam i tańczę i jem pomarańcze.
Tak jak przychodziło kilkaset osób na koncerty, tak nadal przychodzi. Filharmonia Pomorska w Bydgoszczy wypełniona jest po brzegi. Dziś okazja szczególna.
Coś niewiarygodnego, co im w głowach siedzi! Orkiestra Kameralna Capella Bydgostiensis gra Astora Piazzolę!
Tak, pracują dość efektywnie. Piotr Pławner gra pierwsze skrzypce w podwójnym sensie, ponieważ jest jednocześnie skrzypkiem, jak i dyrygentem kameralnej orkiestry, złożonej z instrumentalistów smyczkowych. Smaczne to jak kaczka nożem pchnięta.
Choć gwiazdą wieczoru jest grający na bandoneonie Klaudiusz Baran.
Przez podobne rzeczy przechodzą nie tylko pisarze, ale też muzycy, poeci, malarze. My przechodzimy przez ten koncert, wprowadzeni przez Konrada Mielnika.
Pięknie to ująłeś! Repertuar koncertu to Astor Piazzolla, Astor Piazzolla i jeszcze raz Astor Piazzolla. Piazzolla bynajmniej nie na pianoli, ale na wspomnianym bandoneonie odgrywany z pasją, i pięknie. Kilka utworów, które wszyscy znamy z filmów chociażby, ot choćby słynne Libertango, przywodzące na myśl słynną scenę z Frantika Romana Polańskiego, w której Emanuelle Seignier wije się wokół bioder Harrisona Forda, i ta upojna scena pojawia się przed moimi oczami za każdym razem, kiedy słyszę te dźwięki. Ale Piazzolla to nie tylko Libertango, to cała lista tang, na czele z tymi określanymi jako milongi. Bo tango to świat na tyle obszerny, że mieści się w nim oprócz Piazzolli, chociażby Carlos Gardel.
W Ameryce Południowej tango jest jednym z najważniejszych elementów kultury, niemalże stylem życia. Tango w swoich utworach literackich ukazywali tacy pisarze jak choćby Cortazar czy Marquez, a tego wieczoru w Filharmonii Pomorskiej mieliśmy jeszcze okazję usłyszeć kilka innych kompozycji wprost wywodzących się z tej tradycji: Las Cuatro Estaciones Portenas, Adios Nonino, Oblivion, Milonga del Angel, Fuga y Misterio, i Allegro tangabile. Całość zabrzmiała wyśmienicie.
Dotyczy to też poezji: nie zapominajmy, że Astor Piazzolla, łącząc tango z jazzem i muzyką klasyczną, nadał mu jednocześnie poetyckie piętno, które zrosło się od tej pory z muzyką początkowo tylko taneczną, nierozerwalnie.
Była to niesamowita przygoda, ekscytująca podróż sentymentalna, jaką jest tango.
Takie jest tango. Jak wprawiony w ruch wiersz, który szepczą sobie z ust do ust kochankowie. Jak cięciwa łuku napięta przed wypuszczeniem strzały. Jak palce tkające minaret ognia.
Nie poddawać się. Nie zniechęcać. Takie tango. Danser sa vie – przetańczyć całe swoje życie, jak mówiła Isadora Duncan, po tym, jak poznała Jesienina.
I to jest OK. Tanecznym krokiem wychodzimy z Filharmonii. Ja i Alicja z Krainy Czarów, bo przecież do tanga trzeba dwojga. A w głowie kołyszą się słowa z piosenki: Przetańczyć z Tobą chcę całą noc. Czuła jest noc.
fot. mat. org.