Slide
previous arrow
next arrow
Matka przeciwko Witkacemu - Teatr dla Wszystkich

Matka przeciwko Witkacemu

Na afiszu

Matka przeciwko Witkacemu

O spektaklu „Matka” Witkacego w reż. Waldemara Zawodzińskiego w Teatrze Polonia w Warszawie pisze Paulina Sygnatowicz.

Opublikowano: 2025-06-27
fot. Robert Jaworski / Teatr Polonia

Trudno oprzeć się wrażeniu, że „Matka” Witkacego trafiła do repertuaru Teatru Polonia głównie dlatego, że Krystyna Janda chciała dopisać postać Janiny Węgorzewskiej do swojego aktorskiego CV. I gra ją znakomicie. Problem w tym, że reżyser Waldemar Zawodziński nie znalazł na ten spektakl pomysłu.

Owdowiałą arystokratkę, która całe swoje życie podporządkowała wychowaniu jedynego syna – Leona, grały wcześniej wybitne aktorki: Aleksandra Śląska, Halina Mikołajska, Agata Kulesza. Dla Jandy to coś więcej niż prestiżowa rola – postać zdaje się być dla niej bardzo osobista.

Matka z Ibsena

Choć w zamyśle Witkacego „Matka” miała być drwiną z ibsenowskiej psychologii, Janda gra ją do bólu prawdziwie. Buduje obraz kobiety silnej, inteligentnej, która – tak jak sama aktorka – nie potrafi funkcjonować bez pracy. Ale też zmęczonej życiem, nierozumiejącej i nieakceptującej współczesnych czasów. Jest rozdarta między chęcią kontroli a rezygnacją. Krąży wokół Leona jak satelita – zatroskana, lecz pogodzona z klęską. Spłaca długi syna, a jego żona – prostytutka z miernym IQ (w dobrym wykonaniu Agnieszki Skrzypczak) – nie wzbudza w niej szczególnego sprzeciwu. Ale tracąc wzrok, bez którego nie będzie w stanie pracować, coraz bardziej gaśnie – tak jakby to właśnie praca, a nie syn, była sensem jej życia. Jest zadziwiająco spokojna wobec narkotycznego szaleństwa, co staje się mocnym wyrazem jej pogodzenia z losem.

Syn z Witkacego

Janda unika groteski, gra wbrew witkacowskiej konwencji – głęboko i wewnętrznie. W kontrze do tej roli jest Tomasz Tyndyk jako Leon. Buduje postać „w ciele” – rzuca się, wije, krzyczy. Próbuje zmierzyć się z ekspresjonistyczną estetyką, ale w tej ekspresji gubi emocjonalną prawdę. Gra obok Jandy, nie z nią. Podobnie zresztą jak pozostałe postaci – interesujący Jarosław Boberek jako Plejtus czy psychodeliczna Katarzyna Gniewskowska w roli Lucyny Beer. W tej rozpiętości między realizmem a formą doskonale odnajduje się Małgorzata Rożniatowska jako służąca Dorota. Umiejętnie balansuje między przerysowaniem a psychologiczną głębią.

Reżyser (prawie) nieobecny

Waldemarowi Zawodzińskiemu, który odpowiada za adaptację, reżyserię, scenografię i światła, nie udało się posklejać aktorskich pomysłów w spójną całość. W pierwszej części reżyseria praktycznie nie istnieje. Dopiero w drugiej pojawia się ciekawy inscenizacyjny pomysł – Leon wyciąga z szuflady w kostnicy czerwoną włóczkę, tę samą, z której Matka dziergała na drutach. To mógł być mocny symbol relacji matki i syna (ich więzi, odcięcia pępowiny), ale pozostaje tylko pustym rekwizytem, niepotrzebnie plączącym się aktorom między nogami. Szkoda – ten obraz miał szansę unieść ten spektakl i stać się jego mocnym przesłaniem.

fot. Robert Jaworski / Teatr Polonia

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”

PikWroclaw.pl o „Odysei”, reż. Małgorzata Warsicka; 27.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL