Aktorzy świetnie radzą sobie z interpretacją piosenek i zabawnymi dialogami, wykorzystując równocześnie bardzo plastyczną i atrakcyjną dla oka baśniowo-symboliczną panoramę stolicy, odmalowaną w pomysłowej scenografii Agaty Stanuli. Zamieszanie, spacery, biegi, gonitwy wśród parków i ulic wypadają niezwykle naturalnie dzięki aktorom. Agnieszka Sawicka w tytułowej roli, z humorem, ale i z wdzięcznym ciepłem oddaje charakter mamy, która dba o rodzinę każdego dnia, pomaga w potrzebie, przegania drobne troski i zawsze niesie pomoc, nawet w sytuacjach beznadziejnych. Ale jej siły również ulegają wyczerpaniu, a wtedy sama potrzebuje uczucia, zrozumienia i odpoczynku, jak każdy zwykły człowiek. Mama może bardzo wiele, choć – być może – czarodziejką pozostaje tylko w oczach rodziny i kochającego męża nieczarodzieja (Bartosz Krawczyk). Nikola Czerniecka jako Zuza i Jakub Tofil w roli Antka szybko podbijają serca najmłodszych, a Wojciech Pałęcki i Piotr Tworek grający podcasterów są niepowtarzalni, wyborni w każdym niuansie i słowie.
Nie od dziś wiadomo, że mały człowiek potrzebuje fikcji oraz magii, aby swobodnie określać swoje potrzeby, poznawać i przyswajać informacje o świecie rzeczywistym i w ten sposób odnajdywać w nim swoje miejsce. Wykrywa z łatwością każdą przesadę i infantylizm, dlatego dostrzega drobne wady spektaklu, również „Naszej mamy czarodziejki”, ignorowane przez dorosłych. Potwierdzają to moje zakulisowe rozmowy z najmłodszymi widzami.
Autorki spektaklu, oprócz własnych pomysłów, bez wahania sięgają po niegasnące źródło inspiracji, które odnajdują w popularnym utworze z lat sześćdziesiątych. Tak powstało dość przewrotne przedstawienie, podejmujące zróżnicowaną problematykę, śpiewne i zabawne, z dynamiczną „warszawską” fabułą, nawiązującą do współczesnych zjawisk popkultury. Mimo pewnych niedociągnięć „Nasza mama czarodziejka” ma swój urok i teatralny smak.