Makbet z gliny. Teatr figur, teatr materii, teatr pytania o granice człowieczeństwa
O spektaklu „Makbet – studium snu” w reżyserii Adama Walnego (Walny-Teatr), zaprezentowanym na 29. Międzynarodowym Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku, pisze Wiesław Kowalski.
Adam Walny powrócił na 29. Międzynarodowy Festiwal Szekspirowski w Gdańsku ze spektaklem „Makbet – studium snu”, który radykalnie różni się od jego głośnej inscenizacji z 2019 roku w kieleckim Teatrze Lalki i Aktora „Kubuś”. Tamta wersja była monumentalnym widowiskiem pełnym grozy, ciemności i fizycznej obecności śmierci, opartym na współgrze aktorów i ciężkich, zdeformowanych figurach-symbolach. W nowej produkcji Walny proponuje teatr ascetyczny, kameralny i medytacyjny – tworzony na żywo z gliny, cienia, oddechu i dotyku, w którym forma rozpada się na oczach widza, stawiając pytania o granice człowieczeństwa.
Podczas gdy „Makbet” z Kielc był widowiskiem monumentalnym, pełnym grozy, ciemności i fizycznej obecności śmierci, opartym na aktorach współistniejących z ciężkimi, zdeformowanymi figurami-symbolami, „Makbet – studium snu” proponuje formę ascetyczną, kameralną, niemal medytacyjną. To teatr tworzony na żywo – z gliny, cienia, oddechu i dotyku.
Glina zamiast drewna, szept zamiast krzyku
Najbardziej uderzającą zmianą w nowej wersji jest materiał. W kieleckim spektaklu Walny używał drewna – twardego, ciemnego, brutalnego. Tutaj tworzywem staje się glina – krucha, miękka, lepka, organiczna. Gliniane postaci lepią się do rąk, rozpadają na oczach widzów, są nie tylko figurami – są procesem. Ich przemiana staje się metaforą losu Makbeta – człowieka rozpadającego się pod ciężarem własnych ambicji.
Zmiana materii pociąga za sobą zmianę języka teatralnego. Tam, gdzie dominował gest zbiorowy, teraz mamy indywidualny akt kreacji i unicestwienia. Walny nie tyle pokazuje Makbeta, co go lepi, deformuje, niszczy. To nie próba rekonstrukcji dramatu, lecz akt stawiania pytania: czy coś z człowieka pozostaje, gdy forma się rozsypie?
Teatr jako rytuał i medytacja
„Makbet – studium snu” nie jest klasyczną inscenizacją. Tekst został zredukowany do minimum, zastąpiony dźwiękiem, gestem, światłem. Jak sugeruje podtytuł – to studium, nie narracja. Spektakl przypomina rytuał, w którym nie chodzi o bieg zdarzeń, ale o stany emocjonalne i duchowe.
Obecność Krzysztofa Zemły – odpowiedzialnego również za światło – współtworzy przestrzeń półświadomości, gdzie cień staje się równorzędnym aktorem. Z mroku wyłaniają się formy jak z koszmaru – płynne, niejednoznaczne, przejściowe. Glina w kontekście światła i cienia przywodzi na myśl coś pomiędzy żywą tkanką a pyłem – symbol rozkładu i przemiany. Walny nie tylko animuje – on unicestwia, rozgniata, zakopuje. To teatr, który celowo unika trwałości – zanika, jakby jego istotą było przemijanie.
Kontrasty z wcześniejszym „Makbetem”
W kieleckim spektaklu mieliśmy do czynienia z formą monumentalną – z dużą, obrotową sceną, postaciami jako ikonami śmierci, wyraźnie zarysowanym podziałem ról i estetyką bliską Teatrowi Śmierci Kantora. Tam dominowały przemoc, brud, rozkład. Była to narracja skondensowana, lecz linearnie opowiedziana – pełna wizualnych metafor upadku.
Tutaj dominuje cisza i kontemplacja. Nie mamy bohaterów, lecz obecności. Nie pojawia się jasna linia dramatyczna, lecz refleksja nad tożsamością. To nie opowieść o Makbecie, lecz medytacja nad tym, czym Makbet może być – symbolem rozpadu, ambicji, człowieczeństwa w kryzysie.
W kontekście „Hamletów” Walnego
Walny już wcześniej sięgał po Szekspira, tworząc m.in. solowego „Hamleta” z marionetkami zanurzonymi w akwariach (2010) oraz eksperymentalne dźwiękowe „Opus Hamlet” w Danii (2012). Łączyło je poszukiwanie alternatywnych form lalkowych, odrzucenie klasycznego tekstu oraz operowanie materią jako nośnikiem emocji i znaczeń.
Także w „Makbecie – studium snu” tekst jest punktem wyjścia, a nie celem. Twórcę nie interesuje opowiedzenie historii, lecz zapytanie: Kim jest Makbet? Nie przez pryzmat jego działań, lecz przez to, co zostaje, gdy człowiek przestaje kontrolować formę.
Studium snu czy przebudzenia?
Choć tytuł sugeruje sen, spektakl działa raczej jak przebudzenie – surowe, pozbawione iluzji. Nie znajdziemy tu katharsis ani klasycznego morału. Zamiast tego – glina, cień i cisza, które osiadają na widzu niczym kurz po katastrofie.
„Makbet – studium snu” dowodzi, że teatr materii może mówić o ludzkim losie głębiej niż słowo. Może być dotykiem pytania: co z nas pozostaje, gdy wszystko inne się rozsypie?
Adam Walny po raz kolejny pokazuje, że teatr lalek – rozumiany nie jako forma dziecięca, lecz eksperyment artystyczny – może być nośnikiem filozofii. To teatr, który buduje obraz człowieka z rzeczy – z tego, co nietrwałe, podatne na zniszczenie, a jednocześnie najbardziej ludzkie.
fot. ze strony Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego