O spektaklu „A Macbeth Song” w reżyserii Oriola Broggiego, produkcji katalońskiego teatru La Perla 29 z zespołem The Tiger Lillies, pokazanym na 29. Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku, pisze Wiesław Kowalski.
Wczorajszy wieczór przyniósł widzom doświadczenie na pograniczu snu, koszmaru i kabaretowej groteski. „A Macbeth Song” konsekwentnie wywraca klasyczne ramy tragedii – to nie reinterpretacja, to całkowite przepisanie dramatu w poetyckiej tonacji molowej, z akordeonem zamiast trąb i cynicznym śmiechem zamiast patosu.
Oriol Broggi oddaje narrację całkowicie w ręce The Tiger Lillies. Martyn Jacques skomponował 22 pieśni, które stają się nie dodatkiem, lecz organiczną tkanką spektaklu. Ich duszna melodyka, osadzona na rubieżach kabaretu, operetki, punku i śmierci, oplata akcję z niezwykłą dramaturgiczną precyzją. Charakterystyczna instrumentalizacja — akordeon, theremin, kontrabas — w połączeniu z głosem Jacques’a tworzy świat muzyczny, w którym groteska spotyka egzystencjalny lament. To dźwięki jak z cyrku końca świata: hałaśliwe, fałszywie radosne, z wyraźnym podskórnym niepokojem.
Falset Jacques’a — na przemian żałobny i szyderczy — prowadzi widzów przez świat Makbeta, który stopniowo rozpada się pod ciężarem ambicji i paranoi. Jego wokal, balansujący między teatralnym krzykiem a lirycznym szlochem, staje się narratorem losu, którego nie da się już zatrzymać. Muzyka The Tiger Lillies nie tylko towarzyszy tekstowi – często go wyprzedza, komentuje albo zmienia jego znaczenie. Czasem wręcz sprawia, że słowa tracą sens.
Andrew Tarbet w roli Makbeta unika heroicznego patosu – jego postać jest człowiekiem złamanym, groteskowym, skarlałym przez własne żądze. Nie triumfuje zło, ale degraduje się moralność i dusza. Enric Cambray i Màrcia Cisteró zmieniają postaci – od Lady Makbet przez Duncana po wiedźmy – maski i kostiumy stają się narzędziem ekspresji fabularno-emocjonalnej, a zarazem grą z konwencją teatralną.
Najmocniejszym akcentem inscenizacji są wiedźmy, w które wcielają się muzycy The Tiger Lillies. Przerywają akcję, komentują ją złośliwie, szydzą i prowokują, tworząc na scenie rodzaj pieśniowego moralitetu o punkowym ostrzu. Ich utwory pełne są współczesnych aluzji — pojawia się choćby fraza „demony są wśród nas”, a także odniesienia do aktualnych przejawów tyranii. Śpiewają jakby zza grobu, zza kurtyny czasu, nadając opowieści Makbeta wymiar ponadczasowego ostrzeżenia przed zgubną siłą władzy.
Oprawa wizualna – projekcje Francesca Iserna, światła Pepa Barconsa, kostiumy Berty Riery – tworzą duszną gotycką aurę, idealnie wkomponowaną w akustycznie nasyconą przestrzeń. Dźwięk Damiena Bazina spaja świat pieśni i teatralnego działania, budując napięcie między sceną a widownią, między groteską a tragizmem. W warstwie akustycznej spektaklu każda nuta wydaje się mieć emocjonalny ciężar, każda fraza — precyzyjne tempo dramaturgiczne.
Broggi odrzuca liniową narrację i psychologiczny naturalizm, wybierając teatralny collage dźwięku, obrazu i emocji. Spektakl to świadoma prowokacja – dramatyczna, dźwiękowa, estetyczna – która w Gdańsku została przyjęta z entuzjazmem i szczerym aplauzem.
„A Macbeth Song” nie konkuruje z klasycznym teatrem – on go rozbraja, transformuje, śpiewa tragedię Makbeta pieśnią furii, zbrodni i samotności. To tragikomiczna elegia pytająca o cenę władzy i pustkę po niej pozostającą.
W świecie, gdzie tyrania nosi wiele masek, „A Macbeth Song” brzmi jako pieśń ostrzegawcza — mroczna, szczera, zaskakująco aktualna.
https://teatrszekspirowski.pl/