Slide
previous arrow
next arrow
Lekcja obecności - Teatr dla Wszystkich

Lekcja obecności

Na afiszu

Lekcja obecności

Maja Komorowska od zawsze fascynowała mnie aktorstwem opartym na ciszy, skupieniu i prawdzie. W dniu jej urodzin wracam do tych spotkań.

Opublikowano: 2025-12-23
fot. Katarzyna Kural-Sadowska/Teatr Polonia

Są aktorzy, których się „zna”, zanim jeszcze zobaczy się ich na scenie. Dla mnie Maja Komorowska była najpierw głosem i twarzą z telewizji, postacią z filmów Krzysztofa Zanussiego – kimś obecnym, a jednocześnie nie do końca uchwytnym. Pamiętam to szczególne wrażenie: grała inaczej niż wszyscy. Ciszej, uważniej, jakby jej bohaterki nie były stworzone po to, by się popisywać, lecz żeby coś w nas obudzić. Dopiero później, już w Warszawie, zobaczyłem ją na żywo w teatrze – i wtedy zrozumiałem, że to spotkanie z aktorstwem, które nie potrzebuje efektów, bo samo w sobie jest zdarzeniem.

Pierwsze sceniczne role, które zapisały się w mojej pamięci, to te z Teatru Współczesnego w Warszawie. Olga w Trzech siostrach Czechowa była u Komorowskiej nie tyle „najstarszą z sióstr”, ile kimś, kto niesie odpowiedzialność jak cichy ciężar. Bez patosu, bez sentymentalizmu – raczej z godnością, która boli. Podobnie Letycja Douffet w Letycji i lubczyku: rola komediowa, a jednak podszyta melancholią. Śmiech publiczności nie przykrywał smutku tej postaci, raczej go uwypuklał. To jeden z tych momentów, kiedy widać, że aktorka potrafi traktować komedię równie serio jak tragedię.

Są jednak role, które trudno zapomnieć, bo zostają w ciele widza. Klara Zachanassian w Wizycie starszej pani – postać okrutna, potężna, a jednocześnie boleśnie ludzka. Komorowska nie grała zemsty; grała pamięć. To była Klara, która pamięta wszystko i dlatego nie potrafi odpuścić. Podobne wrażenie robiła Amelie w Ambasadorze Mrożka czy Ciocia Pola w Wniebowstąpieniu – role z pozoru „drugoplanowe”, a jednak budujące całe spektrum znaczeń.

Najmocniej wraca do mnie Winnie ze Szczęśliwych dni Becketta. Jedna z tych kreacji, po których wychodzi się z teatru w ciszy. Uwięziona w piachu bohaterka, mówiąca, mówiąca bez końca – u Komorowskiej była kimś więcej niż figurą absurdu. Była lekcją trwania. Śmieszną, wzruszającą, heroiczną w swojej zwyczajności. To aktorstwo ekstremalnie trudne, a jednocześnie pozbawione jakiejkolwiek demonstracyjności.

Osobny rozdział to jej obecność w spektaklach Krzysztofa Warlikowskiego. W Aniołach w Ameryce potrafiła z epizodu stworzyć rolę, która wykraczała poza płeć, konwencję i teatralny realizm. Podobnie w Odysei czy Elizabeth Costello – była kimś w rodzaju sumienia spektaklu, postacią, która nie grała „roli”, lecz niosła sens.

Wracam też myślą do Teatru Telewizji. Ruth w Niemcach, Mary Tyrone w Zmierzchu długiego dnia, Elżbieta I w Królowej i Szekspirze – to były lekcje aktorstwa dostępne dla widza domowego, ale wcale nie uproszczone. Komorowska nigdy nie „grała pod kamerę”. Zawsze grała człowieka.

W Żarze, swojej ostatniej roli w Teatrze Polonia, Maja Komorowska pojawia się jako aktorka skrajnie oszczędna w środkach, a jednocześnie boleśnie intensywna. To rola oparta na napięciu wewnętrznym, na słowie wypowiadanym jakby z wysiłkiem i na ciszy, która znaczy więcej niż dialog. Komorowska nie próbuje „grać emocji” – pozwala im raczej powoli wypalać się w postaci, pozostawiając widza z poczuciem obcowania z doświadczeniem granicznym, intymnym i niepokojąco prawdziwym.

Dziś, w dniu jej urodzin, myślę o Mai Komorowskiej jako o aktorce rzadkiego rodzaju – takiej, która nie oddziela etyki od estetyki. Każda jej rola zdaje się wynikać z głębokiego namysłu nad światem i nad drugim człowiekiem. Nie narzuca emocji, nie prowadzi widza za rękę. Zostawia przestrzeń. A to w teatrze dar bezcenny.

I może dlatego jej obecność – czy to na scenie, czy w pamięci – wciąż działa. Nie krzyczy. Nie znika. Po prostu jest.

 
Kategorie:


Cytat Dnia

„Scenografia czasem jest w stylu szkolnych przedstawień (tekturowe elementy zjeżdżające z góry i mocno umowna zmiana plenerów), ale to dobrze, bo realizatorzy nie bali się klasycznego języku teatralnego”

Michał Derkacz o „Lubiewie”, reż. Jędrzej Piaskowski; Wroclawdlastudenta.pl, 26.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL