Kosmos
photo by Wojciech Grzedzinski mob 0048602358885 wojciech.grzedzinski@gmail.com wojciechgrzedzinski.pl
photo by Wojciech Grzedzinski mob 0048602358885 wojciech.grzedzinski@gmail.com wojciechgrzedzinski.pl
O koncercie Vilde Frang i London Symphony Orchestra na XX Międzynarodowym Festiwalu “Chopin I Jego Europa” w Operze Narodowej – Teatrze Wielkim w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.
W przeciwieństwie do mocno zróżnicowanych opinii, niekiedy zupełnie sprzecznych i dość zaskakujących, na temat koncertowego wykonania „Strasznego dworu” Stanisława Moniuszki przygotowanego przez Fabio Biondiego i orkiestrę Europa Galante, drugi występ London Symphony Orchestra pod batutą Antonia Pappano został jednogłośnie uznany za jedno z najważniejszych wydarzeń tegorocznego, wciąż jeszcze trwającego festiwalu. A wszystko za sprawą genialnie wykonanych dzieł Edwarda Elgara w części pierwszej i Gustava Holsta w drugiej.
Składający się z trzech części i z wielości motywów Koncert skrzypcowy h-moll op. 61 Elgara w interpretacji Vilde Frang zabrzmiał pod każdym względem zjawiskowo i potwierdził wyjątkową muzykalność, a także niezwykłą wrażliwość skrzypaczki należącej dzisiaj bez wątpienia do światowej czołówki przynajmniej w jej pokoleniu. Zdobywczyni nagrody Credit Suisse Young Artists Award w 2012 roku na estradzie TW-ON wydobyła z utworu brytyjskiego kompozytora całą jego tematyczną i nastrojową wieloaspektowość, a to złożyło się na silnie emocjonalną i barwną interpretację, która w każdej części koncertu brzmiała rewelacyjnie. Tym samym artystka potwierdziła klasę skrzypaczki dysponującej nienaganną techniką, potrafiącej wydobywać z instrumentu nieskończoną ilość przepojonych nie tylko liryzmem dźwięków, ale i przepięknych, wypełnionych duchowością brzmień.
Koncert skrzypcowy h-moll op. 61 Edwarda Elgara, którego szkicowanie autor rozpoczął w roku 1890, swojego prawykonania doczekał się dopiero w roku 1910. Długa praca nad tym utworem przyniosła sukces potwierdzony zarówno przez entuzjazm muzykologów, jak i oczarowaną publiczność. Vilde Frang podeszła do swojego wykonania szalenie skupiona, wyłapując z partytury wszystkie jej narracyjno-strukturalne niuanse. Podkreśliła tym samym wszystko to, co składa się na wspaniałość tej muzyki, kompozytorską inwencję, harmoniczną czystość i cudowną orkiestrację, w której wydobyciu pomaga fantastycznie współpracujący z solistką zespół instrumentalistów pod batutą niezawodnego Antonio Pappano. Dyrygent już w Allegro w sposób przejmujący i jednocześnie efektowny eksponuje poetycką urodę kilka tematów, które wspaniale rozkwitają i ulegają zaskakującym przekształceniom. Natomiast w drugiej części, Andante, muzycy pozwalają widzom na rozkoszowanie się śpiewnością, która najbardziej namiętnie wybrzmiewa we fragmencie kulminacyjnym. Natomiast tematy z pierwszej części zostają po raz kolejny zacytowane w Allegro molto – partia orkiestrowa mieni się w tym passusie pełnym blaskiem, na który pozwala charyzmatyczna osobowość dyrygenta i jego silnie eksponowana mowa ciała.
Planety op. 32 Holsta pisane w latach 1914 -1916, które pojawiły się po antrakcie, składają się z siedmiu ustępów, które nawiązują do symboliki, charakteru i specyfiki poszczególnych planet układu słonecznego. Najpierw pojawia się Mars jako zwiastun wojny, potem kolejno Wenus, Merkury, Jupiter, Saturn, Uran, wreszcie Neptun jako mistyk. Uczucia jakie ten utwór wywołuje w słuchaczach mogą być bardzo różne. Mnie najbardziej ujęła część poświęcona Jupiterowi, która była pełna radości, ale eksponowanej w formie bardziej uroczystej, a nawet – można by rzec momentami – religijnej. Poza tym w Neptunie niesamowity efekt wywołuje wprowadzenie ukrytego w kulisach chóru (w Warszawie usłyszeliśmy Kowieński Chór Państwowy przygotowany przez Robertasa Šervenikasa), którego wokaliza wspaniale pokazuje jak niesamowite wrażenie może wywoływać łagodne ściszanie dźwięku, przenikające w ciszę.
Fot. W. Grzędziński / NIFC