Jeśli nie czytać medialnych zapowiedzi, można by pomyśleć, że Królowa miłości Sandry Szwarc, pokazana premierowo w Teatrze Telewizji 12 stycznia 2026 roku, w reżyserii Moniki Czajkowskiej, jest zwykłą opowieścią o problemach opiekunki z cierpiącą na chorobę Alzheimera starszą kobietą – i czekać aż do czterdziestej minuty godzinnego spektaklu na poznanie prawdy.
To wtedy bowiem okazuje się, że przyczyną zachowań Jadwigi nie jest starcza demencja, lecz próba wyparcia tego, z czym kobieta nie może się pogodzić ani przyjąć do wiadomości. Krótkie zbliżenie na artykuł w gazecie pozwala zorientować się, że Jadwiga była profesorką etyki, jej syn – na którego przyjście czeka – był sprawcą okrutnego morderstwa młodej Klary, ukazującej się teraz Jadwidze w starczych przywidzeniach, a opiekunka jest jej córką, nie dość kochaną w przeszłości. To ona, w akcie rozpaczliwej bezsilności, uświadomi matce, że jej faworyzowany syn nie przyjdzie, ponieważ popełnił samobójstwo. Tekst Sandry Szwarc jest gęsty od emocji najwyższej próby. Dobrze, że od czasu do czasu pojawia się sąsiadka (Aleksandra Konieczna), dzięki czemu atmosfera domu Jadwigi staje się na moment bardziej swobodna.
Główny wątek Królowej miłości dotyczy macierzyństwa i matczynej miłości. Jadwiga powtarza, że bycie matką to najpiękniejsza rzecz, bo można – a nawet trzeba – kochać mimo wszystko. A problemy z dziećmi zdarzają się wszystkim, nawet królowej Elżbiecie II. Spektakl Moniki Czajkowskiej każe zastanowić się, czy rzeczywiście należy, czy w ogóle można kochać dziecko-mordercę. I czy ucieczka w chorobę jest skutecznym sposobem wyparcia świadomości tego, co się zdarzyło; czy może być usprawiedliwieniem dla błędów wychowawczych i zaburzonych relacji. Dla Jadwigi miłość matczyna jest miłością bezwarunkową. Tak jak – pokazana również w sztuce – miłość córki do matki.
Debiutująca w Teatrze Telewizji Monika Czajkowska pozyskała do spektaklu aktorki znakomite, a w przypadku Anny Dymnej – wybitne. Dymna jako zgryźliwa, opryskliwa, gderliwa, a chwilami wręcz agresywna Jadwiga jest prawdziwa w każdym geście, spojrzeniu, grymasie i dygocie kończyn. Jest też świadoma manipulacji, której dopuszcza się nie tylko wobec córki. Partnerująca jej jako opiekunka i córka Dominika Bednarczyk tworzy tę postać niezwykle subtelnymi środkami aktorskimi. Widz podskórnie czuje, że ta cierpliwa kobieta musi kiedyś wybuchnąć – i scena tego wybuchu jest bodaj najbardziej wstrząsająca w całym spektaklu. Izabella Dudziak gra niejako wyrzut sumienia matki swojego mordercy: nie daje wiary temu, że Jadwiga nie słyszała, co się działo w jej mieszkaniu, gdy dochodziło do zbrodni; demaskuje grę starszej kobiety, jej ucieczkę w demencję i wyparcie.
Spektakl Królowa miłości ma wszystko, co powinno mieć przedstawienie chcące poruszyć widza: przede wszystkim ważki problem, znakomite tempo akcji z zaskakującym finałem, rewelacyjne aktorstwo oraz zdjęcia Aleksandra Pozdnyakova, doskonale współgrające z klimatem sztuki. To wyjątkowo mocne rozpoczęcie roku w Teatrze Telewizji.