Klasyka, głupcze!
O spektaklu „Nabucco” Giuseppe Verdiego w reżyserii Marii Sartovej w Operze Krakowskiej pisze Piotr Gaszczyński.
Spektakle operowe mają to do siebie, że w odróżnieniu od przedstawień w teatrach dramatycznych, niechętnie eksperymentują z dziełami, które biorą na warsztat. Głównym powodem takich działań jest oczywiście muzyka, która narzuca rytm tekstu, tempo akcji, trzyma cały utwór w swoistych ryzach (wyłączając paryskie opery Warlikowskiego, ale jego teatr to zupełnie inna galaktyka). Nabucco w Operze Krakowskiej jest hołdem dla inscenizacyjnej klasyki i kunsztu kompozytorskiego włoskiego mistrza.
Historia Żydów, uprowadzonych do Babilonii przez Nabuchodonozora II, należy do kanonu światowych oper. Największą siłą utworu Verdiego jest społeczność, kolektyw, masa – tu działająca w formie chóru uwięzionych i współcierpiących niedolę. To właśnie zbiorowa scena, podczas której śpiewane jest słynne Va, pensiero, stanowi klucz do zrozumienia Nabucco. Nadzieja na lepsze jutro, łącząca żydowskich zakładników, czytana wpierw jako wezwanie do zjednoczenia Włoch, stanowiła o wielkim sukcesie Verdiego. Z dnia na dzień stał się gwiazdą. Czy w 2024, gdy bierzemy na warsztat operę traktującą o najeźdźcach, okupantach i atakowanych ludziach z powodów politycznych i religijnych, w tle nie jawi nam się ruski gwałt na Ukrainie? Lub jeszcze dosadniej, ze względu na występujących w operze bohaterów, najnowszy konflikt izraelsko-palestyński? Oczywiście świętym prawem każdego twórcy jest realizowanie spektaklu według własnego pomysłu. Niemniej jednak chciałbym wierzyć, że tworzenie opery to nie tylko rekonstrukcja historyczna z pięknymi kostiumami i scenografią z epoki, ale podobnie jak w teatrze dramatycznym, żywy komentarz, reakcja na współczesność. Parafrazując Kantora: Do opery nie wchodzi się bezkarnie.
Niezależnie od wszystkiego brawa należą się przede wszystkim aktorom, którzy stworzyli pełnokrwiste, zapadające w pamięć postacie. Słuchając poszczególnych partii, można było poczuć całą gamę emocji, jakie szargały bohaterami – od miłosnych rozterek, po strach przed śmiercią. Jak już było wspomniane wcześniej, najsilniej wybijają się sceny zbiorowe (zarówno przedstawiające Żydów, jak i niewiernych). Nabucco jako całość to dobrze naoliwiona machina, tworząca spójną, zwartą produkcję – od monumentalnej scenografii, przez kostiumy, na podniosłej muzyce kończąc. Sądząc po żywiołowych reakcjach widzów, a zwłaszcza euforii towarzyszącej Va, pensiero, można z pełnym przekonaniem stwierdzić, że klasyka ma się dobrze i nie dopada jej żadna korozja. Czy słusznie, czy nie – czas pokaże.
fot. Andrii Kotelnikov