Czytając Daliśmy radę, chłopaku, miałem poczucie, że obcuję nie tyle z autobiografią wielkiego aktora, ile z zapisem prób do roli, której premiera nigdy się nie odbyła. Próby ciągnęły się całe życie, scena zmieniała się co kilka lat, partnerzy wchodzili i schodzili, a reżyser — jeśli w ogóle istniał — milczał. Hopkins nie pisze bowiem książki o sukcesie. Pisze partyturę człowieka, który przez dekady uczył się, jak nie grać.
Często można usłyszeć aktorów, którzy mówią o „prawdzie”, „autentyczności”, „byciu tu i teraz”. Rzadko jednak widzę, by ktoś potrafił zastosować te hasła wobec własnego życia. Hopkins robi coś przewrotnego: zdejmuje maski nie po to, by odsłonić kolejną, bardziej efektowną twarz, lecz by pokazać pustą garderobę po spektaklu. Brudne lustro. Zapach starego potu i taniego alkoholu. Ciszę, która przychodzi po owacjach — albo zamiast nich.
Ta książka wbrew pozorom nie jest o aktorstwie, ale dla aktora jest lekturą bezlitosną. Hopkins obala mit zawodu jako drogi samorealizacji. Aktorstwo w jego opowieści to raczej narzędzie przetrwania, sposób na zagospodarowanie wewnętrznego chaosu. Szekspir nie jest tu świątynią, lecz schronem przeciwlotniczym. Tekst nie prowadzi do katharsis, tylko pozwala nie eksplodować.
Jako aktor szczególnie mocno odczułem jego relację z własnym głosem — tym wewnętrznym, który latami powtarzał: „nie jesteś wystarczający”. Ten głos znamy wszyscy. Hopkins nie próbuje go uciszyć mądrościami ani terapeutycznym żargonem. On go po prostu zapisuje. Bez intencji poprawy. Bez nadziei na domknięcie. I to jest w tej książce najbardziej teatralne: brak finału.
Nie znajdziemy tu analizy ról, kulis wielkich produkcji ani zawodowych triumfów rozpisanych na akty. Zamiast tego dostajemy coś, co w teatrze cenię najwyżej — obecność. Starzec siedzący na krześle, który nie próbuje już nikogo przekonać, że był kimś lepszym, niż był. Nie usprawiedliwia się. Nie przeprasza na pokaz. Nie błaga o zrozumienie. Po prostu mówi: tak wyglądał mój spektakl. Były w nim długie przestoje, źle obsadzone role i fatalne decyzje repertuarowe.
Najbardziej poruszające jest to, że Hopkins nie rości sobie prawa do mądrości. Jego refleksje nie są aforyzmami, raczej notatkami na marginesie życia. To człowiek, który nie „przepracował” wszystkiego. I właśnie dlatego jego głos brzmi uczciwie. W teatrze wiemy, że niedomknięcie bywa ciekawsze niż pointa. Ta książka jest takim niedomknięciem.
Daliśmy radę, chłopaku czytam więc nie jako wyznanie legendy kina, ale jako cichy monolog wygłoszony po próbie generalnej, kiedy sala jest już pusta, a inspicjent gasi światła. To nie jest książka motywacyjna ani opowieść mająca inspirować. To opowieść, która pozwala oddychać tym, którzy nigdy nie czuli się na właściwym miejscu na scenie własnego życia.
I być może właśnie dlatego jest tak ważna.
https://marginesy.com.pl/sklep/produkt/134826/dalismy-rade-chlopaku