Slide
previous arrow
next arrow
Heksy kleksy - Teatr dla Wszystkich

Heksy kleksy

Na afiszu

Heksy kleksy

O “Heksach” wg Agnieszki Szpili w reż. Moniki Pęcikiewicz z Teatru Polskiego w Podziemiu na Boskiej Komedii w Krakowie pisze Piotr Gaszczyński.

Opublikowano: 2025-12-09
fot. Natalia Kabanow / Teatr Polski w Podziemiu

Ocena Recenzenta:

„Z dużej chmury mały deszcz” lub – jak powiedziałaby zapewne jedna z bohaterek spektaklu, ucząca mnichów szczać na grządki w ramach agrarnej innowacji – „z pełnego pęcherza kilka kropel”. Heksy, oparte na utworze Agnieszki Szpili, to jedno z najbardziej wyczekiwanych przedstawień zeszłego sezonu. Teraz spektakl można było obejrzeć w ramach 18. Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Boska Komedia w Krakowie.

„Feminowkurw” – słowo klucz, które właśnie wymyśliłem, opisujące ciekawą w formie i języku książkę Szpili – w spektaklu Moniki Pęcikiewicz zostaje sprowadzone do prezentacji serii nieco zużytych klisz dotyczących ekologicznej katastrofy, do cna zepsutego Kościoła i wszechobecnego fallocentryzmu. Nie oznacza to oczywiście, że w Heksach nie ma interesujących scen i świetnych aktorskich momentów – są, i o nich za chwilę. Jednak jeśli ktoś szukałby idealnego przykładu „przehajpowania”, Teatr Polski w Podziemiu podsyła nam gotowca.

Pierwsza część spektaklu jest popisem umiejętności aktorskich Anny Ilczuk. Jej prezeska polskiego koncernu paliwowego świetnie ukrywa prawdziwe emocje pod maską bezwzględnej businesswoman. Uciekając przed wewnętrznymi upiorami, wspomaga się łatwo dostępnymi dopalaczami: przygodnym seksem z imigrantem (Piotr Nerlewski), upadlaniem udającego kalekę męża (Andrzej Kłak) czy dezawuowaniem małomiasteczkowych rodziców (Janka Woźnicka i Michał Opaliński). Wszystko to rozgrywa się na pełnych obrotach i podniesionym głosem. A że Anna Ilczuk aktorką świetną jest, jej rola obejmuje pełne spektrum sprzecznych emocji – od gniewu po śmiech. Jednak postać nie wykracza poza dawno wydeptane ścieżki. Zamiast poważnego, potrzebnego ukazania kobiecej perspektywy w patriarchalnym świecie i trudów walki o niezależność oraz podmiotowość, dostajemy dość prostą (i w gruncie rzeczy krzywdzącą) konstrukcję. Prezeska koncernu to traktująca użytkowo mężczyzn zaciekła wojowniczka – pełna wewnętrznej złości, ale nieposiadająca propozycji na ułożenie świata na nowo.

Mężczyźni w Heksach stanowią tło dla bohaterek. Są emocjonalnie wykastrowani: albo usuwają się w cień, by mieć święty spokój, albo kurczowo trzymają się starego porządku. Bartek (Andrzej Kłak), tłamszony przez władczy temperament żony, woli udawać inwalidę, niż skonfrontować swoje lęki. Scena, w której „korzysta” z usług pani do towarzystwa i w końcu może być sobą, mówi o nim więcej niż całe dotychczasowe sceniczne istnienie. Z kolei mocno rozbudowany wątek kościelny ukazuje duchownych jako przebiegłych, zakłamanych przemocowców (księża) albo przygłupich, rubasznych chłopów (mnisi). Kościół jest wydmuszką – procesją z pustą monstrancją, kolejną przykrywką dla legitymizowania władzy mężczyzn nad kobietami i zasłoną dla realizacji ich fetyszy (choćby wspomniana obserwacja „podlewania” roślin). Kiedy jednak dochodzi do opętania jednej z bohaterek i sprawa staje się poważna, mężczyźni nagle maleją – są jak bezbronne dzieci we mgle. Podobnie jak w części pierwszej, tu także nie brakuje świetnej gry aktorskiej, lecz jednocześnie ma się poczucie, że podawane są nam wielokrotnie odgrzewane kotlety. Nagromadzenie stereotypowych osądów, połączone z wulgarną i pretensjonalną estetyką, szybko wyłącza widza – zamiast refleksji pojawia się ryzyko apopleksji.

Część trzecia jest najlepsza – nieco humorystyczna, budująca zdrowy dystans do podejmowanego tematu i skłaniająca do refleksji. Dziewczyny wykupują od skompromitowanych duchownych kawałek lasu i tworzą w nim specyficzną, całkowicie sfeminizowaną komunę. Scena, w której bohaterki odpoczywają na skałach, to reżyserski majstersztyk. Połączenie światła, języka i ruchu daje świetny efekt, znacznie mocniejszy i bardziej sugestywny niż wcześniejsze rzucanie mięsem. To tak, jakby wraz ze znalezieniem swojego miejsca na ziemi zmieniła się cała teatralna rzeczywistość, dzięki czemu zafunkcjonował nowy język. Pojawia się też mały pstryczek w nos skierowany do radykalnych feministek-aktywistek. W jednej ze scen bohaterka niby wierzy w słuszność sprawy i wartość społeczności stworzonej w lesie, ale – serce nie sługa – ostatecznie odchodzi z chłopakiem (ich późniejsza rozmowa o ewentualnym potomku jest genialna).

Może tu tkwi sedno sprawy: zamiast powielania klisz „my kontra wy”, warto otworzyć się także na tych, którzy kobietami nie są, ale którym również przeszkadza patriarchat. Walka z opresyjnymi, skostniałymi strukturami jest wspólną sprawą wszystkich, którym leżą na sercu takie wartości jak równość, sprawiedliwość czy szacunek. Zakończenie – w którym znowu widzimy jednookiego posła Brauna (ostatnio bardzo popularną figurę teatralną) – nie pozostawia złudzeń: kiedy nadejdą barbarzyńcy, trzeba będzie być gotowym. Razem.

https://www.teatrpolskiwpodziemiu.pl/pl/spektakle/heksy

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”

PikWroclaw.pl o „Odysei”, reż. Małgorzata Warsicka; 27.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL