O koncercie zespołu The Tiger Lillies, wieńczącym 29. Międzynarodowy Festiwal Szekspirowski w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim, pisze Wiesław Kowalski.
Brytyjskie trio – od ponad trzydziestu lat wykraczające poza ramy kabaretu, punka i muzyki noir – po raz kolejny udowodniło, że scena, nawet koncertowa, może być przestrzenią opowieści, groteski i bezkompromisowej ekspresji. „Serenade from the Sewer”, ich finałowy program, to spektakl utkany z ironii, mroku i czułości wobec postaci wyrzuconych poza margines społeczny.
Pełna teatralna widownia chłonęła każdy dźwięk – reagowała spontanicznie, śmiała się, wzdychała, a chwilami pogrążała w milczeniu. To rzadki typ koncertu – długi, intensywny, a jednak od początku do końca angażujący. W dużej mierze to zasługa charyzmatycznego Martyna Jacquesa, którego falset – niepokojący, liryczny, czasem wręcz upiorny – działał jak głos błazna, który zna prawdę, ale nie mówi jej wprost.
Obok Jacquesa – niezawodni kompani: Adrian Stout, operujący kontrabasem, piłą muzyczną i thereminem, oraz Budi Butenop, który z prostych instrumentów – washboardu i perkusjonaliów – wydobywał brzmienia rodem z mrocznych nowel Edgara Allana Poe.
W centrum wieczoru była muzyka – ale muzyka, która opowiada. Piosenki o prostytutkach, kaznodziejach, ćpunach i mordercach. O bohaterach ulicy, nieobecnych w podręcznikach, a przecież niosących własny dramat. Wplecione w ten świat cytaty i inspiracje szekspirowskie ukazywały Makbeta, Ofelię czy Leara nie jako pomniki, lecz duchy nawiedzające zaplecza klubów i rynsztoki współczesnych metropolii.
Finałowy koncert był zwieńczeniem ich potrójnej obecności na Festiwalu – i to obecności niezwykle spójnej, choć zróżnicowanej formalnie. Najpierw spektakl „A Macbeth Song” z katalońską grupą La Perla 29 – wydarzenie, które bez cienia przesady można nazwać objawieniem tegorocznej edycji. Potem – kameralne warsztaty muzyczne z Budim Butenopem i Adrianem Stoutem, oferujące publiczności wyjątkową możliwość wejścia w świat dźwiękowych eksperymentów. I wreszcie – koncert finałowy, nagrodzony długą owacją. Trzy formy obecności, jedno przesłanie: teatr to nie tylko słowo, to również dźwięk, ruch, rytm i atmosfera.
Warto też wspomnieć, że tuż przed koncertem artyści odebrali Nagrodę Polskiego Towarzystwa Szekspirowskiego – „Księgę Prospera” za A Macbeth Song. To wyróżnienie nieprzypadkowe: choć The Tiger Lillies nie są teatrem w klasycznym sensie, ich twórczość niesie ze sobą to, co najważniejsze w szekspirowskiej tradycji – bunt, prowokację, tragizm, groteskę i poetyckość.
Finałowy wieczór z The Tiger Lillies przypomniał, że teatr i muzyka – gdy spotkają się na granicy – mogą wspólnie opowiadać światy, których nie ogarnie ani dramatyczna scena, ani klasyczna partytura. To był nie tyle koncert, co gęsty, pełnokrwisty monodram trzech głosów, po którym długo jeszcze słychać echo.