Granice posłuszeństwa i człowieczeństwa
O spektaklu „Blue” Hop Signor z Grecji na Festiwalu Metamorfozy Lalek w Białymstoku pisze Wiesław Kowalski.
Na scenie nie było wiele – zaledwie kilka rekwizytów, kilka przedmiotów, lalki, dźwięki. A jednak „Blue” zespołu Hop Signor z Grecji okazał się jednym z tych spektakli, które pozostają z widzem na długo. Pod powierzchnią pozornego humoru kryje się bolesna diagnoza społeczna, a za groteskowymi sytuacjami czają się pytania, których nie sposób zignorować.
Thanos Sioris, jako jedyny performer, buduje całą opowieść przy pomocy lalek, masek i sugestywnej pantomimy. Jego ciało, ruch i głos stają się narzędziem, którym rzeźbi w przestrzeni nie tyle fabułę, co emocjonalną topografię współczesnego społeczeństwa – takiego, w którym mundur mówi więcej niż słowa, a pałka czy tarcza stają się symbolami czegoś znacznie głębszego niż tylko fizyczna siła.
Teatr, który śmieje się przez łzy
„Blue” to mozaika krótkich scen – dynamicznych, precyzyjnie skonstruowanych, często opartych na zaskoczeniu. Z pozoru niewinne lub absurdalne sytuacje – jak choćby próba rozbrojenia protestującego pluszaka czy mechaniczna parada przerysowanych funkcjonariuszy – szybko przekształcają się w opowieści o opresji, bezradności i przemocy, która nie zawsze zostawia ślady na ciele, ale często głęboko rani duszę.
Spektakl nie moralizuje. Nie oferuje gotowych odpowiedzi ani jednoznacznych ocen. Zamiast tego zadaje pytanie, które powraca jak refren: „Co czuję do ciebie?” – skierowane nie tylko do postaci w mundurze, ale przede wszystkim do nas samych. Kim jest ten drugi – przeciwnik czy ofiara? Narzędzie systemu czy człowiek, który również cierpi pod ciężarem rozkazów?
Minimalizm, który uderza celnie
„Blue” działa dzięki świadomej ekonomii środków. Wszystko podporządkowane jest idei: lalki – proste, ale wyraziste; dźwięki – z początku przypominające kreskówkę, z czasem zaczynają rezonować niepokojem; gesty – precyzyjne, oszczędne, celowe. Estetyka przywodzi na myśl teatr cieni, komiks i film animowany, a jednocześnie pozostaje silnie zakorzeniona w realności.
Kontrasty budują napięcie: groteska sąsiaduje z tragedią, absurd z autentycznym bólem. Humor, często oparty na technikach slapstickowych, nie rozładowuje napięcia – przeciwnie, prowadzi widza do momentu, w którym śmiech zamiera, a uśmiech ustępuje miejsca konsternacji. To subtelna, ale skuteczna metoda mówienia o przemocy i zniewoleniu bez moralizatorstwa, lecz z ogromnym ładunkiem emocjonalnym.
Lalki jako nośniki sprzeczności
Lalki w spektaklu Hop Signor nie są ani postaciami drugiego planu, ani teatralnymi ozdobnikami. To przez nie wybrzmiewa cała ambiwalencja spektaklu – są groteskowe i ludzkie zarazem, komiczne i przerażające. Każda ich interakcja z aktorem to mikronarracja o władzy, męskości i bezsilności. Ich „plastikowość” podkreśla kruchość ludzkich emocji, tworząc napięcie między formą a treścią, między mechanicznością a człowieczeństwem.
Polityczne bez deklaratywności
Choć spektakl dotyka tematu służb porządkowych – instytucji z natury nacechowanej politycznie – „Blue” unika prostych tez czy publicystycznej retoryki. To raczej artystyczna medytacja nad kondycją człowieka w systemie opartym na przymusie i hierarchii. Nie chodzi o krytykę konkretnej formacji, ale o próbę zrozumienia, co dzieje się z jednostką, gdy sumienie musi ustąpić procedurze.
Zwierciadło, w którym trudno się przejrzeć bez lęku
„Blue” to spektakl, który działa jak krzywe zwierciadło – prześmiewcze, zdeformowane, a jednocześnie boleśnie prawdziwe. Zmusza do refleksji nie poprzez to, co mówi, ale poprzez to, co pozwala poczuć. Zostawia pytania, nie udzielając odpowiedzi. I może właśnie dlatego jest tak silny.
Na Festiwalu Metamorfozy Lalek teatr Hop Signor udowodnił, że lalka – jako medium – wciąż potrafi prowokować, angażować i niepokoić. A teatr, który bawi się formą, może wciąż celnie trafiać w sprawy najistotniejsze – tam, gdzie kończą się słowa, a zaczyna się człowieczeństwo.
fot. Hop Signor Grecja