Gdzie w tym wszystkim jest człowiek? Gdzie dramat bohatera, który mierzy się z czymś, czego nie rozumie, a co go przewyższa? Bo to właśnie Lee Sedol – jego wewnętrzne rozdarcie, bunt, upokorzenie – powinien być emocjonalnym centrum spektaklu. Tymczasem postaci, choć nieźle zagrane (szczególnie Maja Pankiewicz jako Cassidy), zdają się raczej funkcjami – komentują, tłumaczą, pytają. Rzadziej przeżywają. Spektakl oscyluje między chłodną prezentacją technologii a próbą zadania ważnych pytań o człowieczeństwo. W efekcie emocjonalna oś przedstawienia zaciera się – zamiast poruszenia, zostaje estetyczny chłód i filozoficzny szkic.
Być może spektakl próbuje połączyć zbyt wiele naraz: esej o AI, krytykę kapitalizmu, refleksję o sztuce i widowisko audiowizualne. Część choreograficzna, choć formalnie interesująca, nie znajduje mocnego uzasadnienia w dramaturgii. Podobnie końcowa sekwencja, która chciałaby otworzyć przed widzem pole etycznych rozważań, pozostaje raczej ilustracją niż impulsem do rzeczywistego namysłu.
Nie sposób jednak odmówić Korczakowskiej odwagi – mierzy się z tematem nośnym, niejednoznacznym, dalekim od jednoznacznych sądów. To nie jest spektakl „łatwy” ani „przyjemny”. To spektakl z tezą, ale nie z morałem. Raczej z pytaniami, które mają w nas zostać na dłużej.
A może tak właśnie miało być? Może chłód tej opowieści, jej technokratyczna forma, jest celowym zabiegiem – portretem świata, w którym ludzka wrażliwość zostaje wyparta przez algorytmiczną efektywność? Tylko że teatr, nawet ten najbardziej konceptualny, potrzebuje czegoś więcej niż dobrze skrojone obrazy. Potrzebuje emocji, które nie są wyłącznie cytatem.
Jeśli pojedynek z maszyną wymaga poświęcenia sztuki, to teatr powinien być ostatnim miejscem, które godzi się na taką stratę. Nawet najdoskonalszy algorytm nie zastąpi ludzkiej nieprzewidywalności i emocji – a to one stanowią o sensie scenicznego doświadczenia.
https://teatrstudio.pl/pl/