Gonitwy pod arkadami
O premierze Księżniczki na opak wywróconej Calderona w reżyserii Pawła Aignera w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu pisze Aram Stern.
fot. Łukasz Piecyk
O premierze Księżniczki na opak wywróconej Calderona w reżyserii Pawła Aignera w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu pisze Aram Stern.
fot. Łukasz Piecyk
Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu, na zakończenie sezonu 24/25 i czteroletniej kadencji dyrektora ds. artystycznych Łukasza Czuja, oddał Dużą Scenę we władanie CHAOSU! Kontrolowanego, rzecz jasna, przez mistrza teatralnego rozgardiaszu – Pawła Aignera. Choć w swoim słowniku słynny torunianin Samuel Bogumił Linde rozgardiasz definiował jako „biesiadę rozpustną”, to u Pedra Calderóna de la Barki, w komedii Księżniczka na opak wywrócona w reżyserii Aignera, nikt nie zajada i popija, ale raczy publiczność koktajlem gry pozorów z wyszukanym dowcipem, zmiksowanym z bardzo płytkim żartem.
Tak, jak być powinno w farsie sprzed prawie czterech wieków, łączącej cechy komedii dell’arte i teatru jarmarcznego, która na toruńskiej scenie udała się Aignerowi przednio! Przede wszystkim dlatego, że reżyser subtelnie połączył stylizację galopująco-rozpustną z tą przesyconą liryzmem, zespołowi odpiął mikroporty i – wraz z kompozytorem Piotrem Klimkiem – nakazał śpiewać, jak potrafią. Nawet z lekkim fałszem – wszak oglądamy uliczną komedię omyłek.
A spienione życie ze snem w Księżniczce na opak wywróconej płynie jakby przez pomyłkę. W rozgardiaszu, szalonej bieganinie pod arkadami (scenografia i piękne kostiumy: Magdalena Gajewska) nie wiadomo już, kto jest kim, a kto kogo kocha, zaś streszczenie czterech aktów jest prawie niemożliwe. Roberto, syn księcia Parmy (mocno przerysowany Igor Tajchman), goni zawzięcie Dianę, księżniczkę mantuańską (debiutująca gościnnie Aurora Lipartowska), a pomaga mu służący Lisardo (gościnnie Michał Wolny). Jakby reżyser przyprawił całej trójce skrzydła – choć te naprawdę posiada jedynie Majordomus/Kupidyn (Grzegorz Wiśniewski). Najbardziej jarmarczni w tym galimatiasie tożsamości Calderona są jednak Gileta (gościnnie: Izabela Baran) i Perote (Arkadiusz Walesiak) – oboje przezabawni, wznoszą się na wyżyny komizmu i zasługują na największe brawa.
Gdy u widzów pojawiają się pytania zasadnicze – o współrzędność postaci i prawdę czy fałsz – nie pomogą im w tym także inni bohaterowie komedii: ani Książę Parmy (Jarosław Felczykowski), ani jego bratanica Flora (Julia Sobiesiak-Borucka), wspomagana przez swą służącą Silvię (Matylda Podfilipska, także w roli Laury – służącej Diany), ani też Ogrodnik (Paweł Kowalski). Może pomocnym okaże się najbardziej współczesny w tej komedii omyłek Fisberto, książę Mediolanu (Wojciech Jaworski) – w roli niecnie nieprzewidywalnej.
Improwizowany charakter wszystkich postaci tej włoskiej komedii à la dell’arte wspomagają (nie wiadomo dlaczego niewymienieni w programie) czterej pracownicy obsługi sceny, którym reżyser powierzył często karkołomne zadania statystujące. Brawa!
Warto posłuchać barokowych dźwięków Piotra Klimka i doskonałego języka imitatora (nie tłumacza) calderonowskich fraz Jarosława Marka Rymkiewicza, czy porównać, jak doświadczeni aktorki i aktorzy doskonale radzą sobie z grą na Dużej Scenie bez mikroportów – podczas gdy najmłodsi, niestety, już mniej…
Zgodnie jednak z barokowym credo, chciałoby się zawołać, że „Życie snem, a świat teatrem”! Toruńska Księżniczka na opak wywrócona w reżyserii Pawła Aignera to przecież sceniczny psikus pełen zaskakujących perypetii, zamian ról i przebieranek, w które wplątani są jej bohaterowie, by walczyć o miłość. Mocować się czasami intrygą, innym razem (fechtunek: Rafał Domagała) floretem, a nawet… kulą ortopedyczną. Bawcie się!
fot. Łukasz Piecyk