Wersje konfliktu
Obraz Teatru Dramatycznego rysowany przez Monikę Strzępkę był do tej pory ostrym, pełnym dramatyzmu komentarzem do struktur — dyrekcji, zespołu, kolektywu, miasta. Strzępka mówiła o presji, zdradzie, sabotażu, o ograniczeniach finansowych, emocjonalnych, organizacyjnych. To historia o tym, jak trudna jest władza, jak ciężkie bywa kierowanie instytucją, gdy z jednej strony masz oczekiwania, a z drugiej — realne ograniczenia.
Potem pojawiła się Agata Adamiecka‑Sitek — pierwszy wyraźny głos z „kolektywu”, który stara się podać inny obraz. Mniej dramatyczny w formie, bardziej konkretne fakty, mniej metafor. Opowieść o tym, że aktorzy pracowali, że chcieli doprowadzić do premiery, że było zaangażowanie — że to nie jest czysta opowieść o spisku. I że w konflikcie odpowiedzialność rozdziela się inaczej, niż została przedstawiona.
Spiskowa teoria kontra codzienność
Co mnie zdumiewa, to jak łatwo opinia publiczna — i ludzie z branży — przyjmują narrację spiskową jako pierwszą, często bez zastanowienia, bez weryfikacji. Kiedy jedna wersja brzmi dramatycznie, łatwo ją udostępniać, cytować, przekazywać jako głos ogólniejszej prawdy.
Ale życie w teatrze bywa mniej jednoznaczne. Przez lata obserwowałem, że dramatyzm często bierze górę nad rutyną, że konflikt instytucjonalny mieści się nie tylko w bohaterach i złoczyńcach, ale w systemie, w regułach, w słabościach organizacyjnych. I wtedy to, co Adamiecka‑Sitek mówi — o dokumentach, umowach, o gotowości do pracy — staje się kluczowe.
Władza i odpowiedzialność
Monika Strzępka w Teatrze Dramatycznym pełniła potrójną rolę: dyrektorki naczelnej, dyrektorki artystycznej i reżyserki. To ogromna koncentracja władzy, która dla wielu jest nie do utrzymania bez napięć — bo władza oznacza też odpowiedzialność. Jeśli między tym, co się mówi, a tym, co się formalnie zadeklarowało, są luki, to słusznie wymaga się jasności.
W oświadczeniu Adamieckiej‑Sitek te luki są sygnalizowane: kto był obecny, jakie decyzje zapadały, w jakim czasie, jakie umowy miały określone zapisy. To nie jest spektakl emocji — to próba dokumentacji. A w sytuacji zapowiedzianych pozwów to właśnie dokumenty, terminy, paragrafy będą mieć realne znaczenie.
Prawda, która jest weryfikowalna
Głos Agaty Adamieckiej udostępniają osoby z obsady „Heks”, co sugeruje, że jej wersja zdarzeń nie jest tylko opinią, ale pasuje do doświadczeń współpracowników. To ważne, bo konflikt nie powinien być dialogiem jednego — powinien budować się z wielu relacji.
Jeśli informacja o pracy po nocach, o próbnych tekstach, o tym, że fragmenty prób były przerabiane zgodnie z zapisem umownym — jeśli to wszystko się potwierdzi — to staje się podstawą do dyskusji o tym, co w teatrze dramatycznym jest przyczyną chaosu: wina jednej osoby, czy systemu, czy struktury organizacyjnej, która nie daje miejsca na transparentność.
Cisza i odpowiedzi
Dyskusja ta pokazuje, że teatr to nie tylko scena i spektakle, ale także proces — umowy, komunikacja, zarządzanie, formalności. A one są często niewidoczne, mimo że decydują o tym, czy premiery powstają, czy instytucja funkcjonuje lub wali się.
Cisza w niektórych momentach tej opowieści jest równie wymowna jak krzyk. Milczenie o umowach, o protokołach, o decyzjach formalnych — może być świadectwem braku przejrzystości. Ale też — może być tak, że te dokumenty istnieją tylko w wersjach, które nie docierają do opinii publicznej.
Wnioski, których (jeszcze) nie ma
Nie mam pełnej odpowiedzi. Nie wszystko da się sprawdzić — nie wszystko zostaje udokumentowane lub zweryfikowane przed kamerami. Ale uważam, że:
- Każdy teatr – pracownik, reżyser, dyrektor, członek zespołu – powinien dbać o transparentność.
- W konflikcie odpowiedzialność zawsze idzie razem z władzą. Kiedy ktoś ma możliwości decyzyjne, musi być za nie rozliczany.
- W narracjach publicznych dramat i spisek są nośnymi formami, ale to codzienne detale – terminy, zapisy, dokumenty – budują realną podstawę tego, co się uważa za prawdę.