Spektakl ukazany przez pryzmat jednej bohaterki odsłania historie kobiet uwięzionych w społecznych konwenansach. To opowieść o ich walce o szczęście, w której często napotykają przeszkody wynikające z oczekiwań i ról narzuconych przez mężczyzn oraz otoczenie.
„Pani Bovary. Możliwa historia” w reżyserii Gosi Jakubowskiej-Raczkowskiej przedstawia losy kobiet zniewolonych przez utarte schematy, które mimo prób walki o własne szczęście, pod wpływem najmniejszych trudności wracają do przypisanych im ról. Najczęściej przeszkodą okazuje się mężczyzna – jakby to od niego zależało spełnienie kobiecych marzeń.
Dzięki Gosi Jakubowskiej-Raczkowskiej i Zdence Pszczołowskiej (dramaturgia) poznajemy możliwą wersję losów Emmy Bovary – bohaterki znanej z powieści Gustave’a Flauberta – ukazaną we współczesnej, autorskiej adaptacji. To opowieść bolesna, uwierająca, trudna zarówno do przyjęcia, jak i do emocjonalnego udźwignięcia. Emma (Alina Szczegielniak) należy do kobiet opisanych wcześniej – zniewolonych przez męża i teściową, przytłoczonych społecznymi oczekiwaniami, stereotypami lokalnej społeczności, a także własnymi emocjami. Jednocześnie pozostaje wyobcowana, nieswoja w narzuconej jej roli. Wymownym gestem tej niemożności dopasowania się staje się scena, w której zsuwa się z krzesła i w pozycji embrionalnej kuli się pod stołem, przy którym Magdalena (Marta Waldera) i Julian (Maciej Jackowski) prowadzą lekką rozmowę. Ten moment otwiera i zamyka spektakl, tworząc jego duszną, przytłaczającą klamrę.
Tytułowa Pani Bovary widzi swojego wybawcę w Leonie (przerysowana, ale sugestywna kreacja Mateusza Bieryta) – przypadkowo spotkanym mężczyźnie, z którym wdaje się w romans. Niestety, boleśnie się myli.
W całym tym emocjonalno-konwenansowym zamieszaniu obecna jest także córeczka Emmy – mała Berta, widoczna na projekcjach wideo. Bohaterka jest rozdarta między rolą matki a potrzebą niezależności. Nie jest jeszcze gotowa, by przyjąć narzuconą jej przez los tożsamość. Dowodem tego jest dwukrotnie powtórzona w spektaklu scena rozmowy z Leonem: Emma namawia go do wspólnej ucieczki, na co on odpowiada pytaniem: „A Berta?”. Emma powtarza imię córki niemal mechanicznie – jakby dopiero po chwili dotarło do niej, co ono znaczy – i dodaje: „Pojedzie z nami”.
Kameralna przestrzeń wymusza minimalistyczną scenografię. Na scenie widoczne są doniczkowe kwiaty, o które Magdalena troszczy się bardziej niż o własną synową i wnuczkę, a także stół z zastawą, kilka krzeseł oraz fortepian ustawiony na rampie. Umieszczony na równi pochyłej instrument staje się ironicznym symbolem pozycji i losu Emmy.
W rozmowie otwierającej spektakl Julian, opowiadając o zaręczynach Emmy z doktorem Bovarym, pyta: „Nad czym tak długo myślałaś, Emmo?”. To samo pytanie powraca w końcowej scenie. Czy znów dotyczy zaręczyn? A może ma wymiar szerszy – staje się pytaniem o gotowość do działania, o zdolność do szybszego podejmowania decyzji w próbach wyzwolenia?
Jedno jest pewne: „Pani Bovary” Flauberta – mimo zmieniających się realiów politycznych, społecznych i kulturowych – wciąż pozostaje boleśnie aktualna i zasługuje na kolejne sceniczne reinterpretacje.