Iwan Wyrypajew, rosyjski dramaturg, scenarzysta i reżyser od ponad dziesięciu lat związany z Warszawą, tak mówi o swoich sztukach: „Mój teatr jest teatrem dla ludzi i o ludziach… cały czas dążę do dialogu z widzem”.
Twórca, przez część krytyków okrzyknięty liderem całego pokolenia i następcą Czechowa, nie pisze łatwych tekstów. Woli frazy zagmatwane, acz melodyjne, oraz oczyszczającą psychodramę, która uważnemu widzowi ukazuje wewnętrzne demony przysłaniające drugiego człowieka i niepozwalające na jego zrozumienie. Jego najnowsza sztuka, „Jedyne najwyższe drzewa na ziemi”, została napisana jakiś czas temu, lecz Wyrypajew poprawił ją po wybuchu wojny, dzięki czemu wzmocnił przekaz i nadał mu nowy kontekst.
Cierpka refleksja na temat gier, jakie ludzie prowadzą między sobą, by usankcjonować niesprawiedliwość i podziały społeczne, a także poważna debata dotycząca roli polityków i podejrzanych ideologii ubranych w obiecujące slogany oraz hipokryzji mediów, ukryte są pod intrygującą, groteskową formą – swobodną rozmową trójki przyjaciół. Ich dialogi mogą irytować zbyt obfitym strumieniem wulgaryzmów, drażniących wiele osób w codziennym języku przypadkowych ludzi czy znanych postaci ze świata kultury. Esencją spektaklu jest zabawa słowem i językiem, przypominająca natarczywość katarynki. Z pozoru banalna, wymaga od aktorów wielkiej dyscypliny, aby nie popadali w śmieszność ani nie ulegali pokusie sztucznego psychologizowania.
Akcję dramatu autor umieścił w Waszyngtonie, lecz zabieg ten należy traktować metaforycznie. Rozczarowane życiem i światem kobiety, Sandy (Karolina Gruszka) i Dorothy (Magdalena Górska), spotykają się codziennie, by – z butelką piwa i kolejnym papierosem w dłoni – dyskutować na poważne tematy. Zakres ich zainteresowań jest niezwykle szeroki: omawiają wojny, terroryzm, głód i biedę, za które możemy czuć się odpowiedzialni niezależnie od miejsca zamieszkania, kwestie ekologiczne i religijne, a nawet loty na Marsa. Za każdym razem uparcie powracają jednak do wydarzeń z sąsiedztwa i do Boncha, którego syn utonął w rzece.
Aktorzy tworzą w tym spektaklu ciekawe trio. Każdy gra inaczej, obdarzając swoją postać czymś osobistym w sposób kontrolowany i przemyślany. Powoli, z wyczuciem, kreślą interesujące portrety psychologiczne bohaterów. Bartłomiej Topa w roli Boncha to człowiek pozbawiony złudzeń, który, próbując poukładać przeszłe i obecne fakty, czuje, że znalazł klucz do odkrycia prawdy. Teraz może już spokojnie tryskać humorem – choć czarnym i ironicznym. Karolina Gruszka jako Sandy oraz Magdalena Górska w roli Dorothy nie przestają być bezlitośnie szczere, gdy komentują – czasem wręcz ze złością – paradoksy świata polityki i szum informacyjny zaciemniający prawdę. Dzięki kpinie próbują odnaleźć jakiś porządek w tej pogmatwanej rzeczywistości. Pojawienie się Boncha przewraca do góry nogami ich filozofię życiową, lecz mimo to bezsilność i upór bohaterek niosą nadzieję.
Bez odpowiedzi pozostaje pytanie: co zdarzyło się naprawdę, a co jest jedynie żartem autora? Słowny taniec wymaga wsłuchania i koncentracji, by odkryć ironię, dostrzec grę z widzem, przestrogi i wskazówki, odrzucić pozory i zadać sobie pytanie – gdzie jest to moje prawdziwe drzewo? Minimalistyczna przestrzeń, wzbogacona rekwizytami, nie rozprasza uwagi, podobnie jak muzyka Jacka Jędrasika.
„Jedyne najwyższe drzewa na ziemi” – spektakl o kryzysie wartości, prawdzie o ludziach i w ludziach, stawiający egzystencjalne pytania w pełnych humoru dialogach i monologach – pozostaje ironiczny i niejednoznaczny.
Teal House