Fredrowska cekinolandia
O spektaklu “Gwałtu, co się dzieje!” Aleksandra Fredry w reżyserii Tomasza Cymermana w Teatrze Bagatela w Krakowie pisze Mateusz Leon Rychlak.
fot. Jeremi Astaszow / Teatr Bagatela w Krakowie
O spektaklu “Gwałtu, co się dzieje!” Aleksandra Fredry w reżyserii Tomasza Cymermana w Teatrze Bagatela w Krakowie pisze Mateusz Leon Rychlak.
fot. Jeremi Astaszow / Teatr Bagatela w Krakowie
„Znaj proporcję, mocium panie” – Aleksander Fredro, Zemsta (cytat niedosłowny)
Jak osiągnąć efekt, który sprawi, że XIX-wieczna sztuka, której głównym elementem komicznym jest to, że mężczyźni przebierają się za kobiety, nie stanie się koszmarnym potworkiem, wypełnionym uprzedzeniami i stereotypami? To trudne zadanie staje przed tymi, którzy decydują się na współczesne przenosiny klasycznych dzieł Fredry na scenę, szczególnie gdy niektóre z jego przekazów, choć pełne humoru, wydają się dzisiaj zbyt archaiczne. Gwałtu, co się dzieje! w reżyserii Tomasza Cymermana w Teatrze Bagatela mierzy się zarówno z treścią, jak i z samą koncepcją fredrowskiego dramatu.
Zmagania te, jak to bywa w takich przypadkach, są różnorodnie oceniane – przejdźmy zatem do szczegółów. Przede wszystkim spektakl w dużym stopniu odchodzi od tradycyjnego rozumienia komedii klasycznej. Akcja nie pędzi do przodu, a ruch sceniczny nie tworzy dynamicznego zgiełku, który często bywa wykorzystywany jako efekt komiczny. W rezultacie widzowie mogą poczuć pewne rozleniwienie w percepcji spektaklu. Osobiście miałem trudność z dopasowaniem się do rytmu przedstawienia i często odczuwałem, że brakuje mu dynamiki, którą mogłoby wnieść szybsze tempo.
Reżyser postawił na ukazanie bohaterów w sposób bardziej statyczny i ospały, co sprawia, że stają się oni bardziej realistyczni w kontraście do klasycznych postaci Fredry. Warto jednak zaznaczyć, że twórcy spektaklu zastosowali sprytny zabieg, aby uniknąć żałosnej śmieszności tej inscenizacji. Wymagany fabularnie wątek zamiany ról społecznych mężczyzn i kobiet został potraktowany z lekkim przymrużeniem oka – aktorki wcielają się w męskie role, zachowując oryginalny tekst. I tak w roli Błażeja występuje Ewa Mitoń, a w fenomenalnej roli Makarego – Izabela Kubrak. To właśnie postacie Makarego i Doręby (Kosma Szyman), zgodnie z zamierzeniami Fredry, wyrywają się z nijakości i stają się bardziej wyraziste. Warto również wspomnieć o Lidii Olszak, nieprzypadkowo obsadzonej w roli Barbary, która w scenie spisywania zeznań Doręby wnosi odrobinę pikanterii, pozbawionej niepotrzebnego komizmu.
Najbardziej wymagające zadania aktorskie przypadły Krzysztofowi Cybulskiemu (Grzegrzółka), który jak zawsze doskonale wykorzystuje swoje umiejętności aktorskie, szczególnie w pracy z ciałem, Magdzie Woleńskiej (Kasia), dźwigającej w spektaklu element feministyczny, który – choć mógłby być satyrą na feminizm – w rzeczywistości nim nie jest. Scena z odmową zaręczyn z Grzegrzółką miała niemal hollywoodzkie, a raczej broadwayowskie napięcie, przywodzące na myśl utwór „Speechless” z wersji live action disneyowskiego klasyka „Aladyn”. Michał Kościuk (Kasper) natomiast, jak zawsze, świetnie radził sobie z deformowaniem dykcji, nadając swojej postaci jeszcze bardziej wyrazisty charakter.
Wizualna oprawa spektaklu również odbiega od tradycyjnej estetyki, prezentując karykaturę XVIII-wiecznej mody. Scenografia (Zuzanna Markiewicz) nie stara się odtworzyć autentyczności epoki, ani nie przesadza z pastiszowym wyolbrzymieniem architektury z czasów, w których dzieje się akcja. Elementy scenograficzne – płaskie ściany z drzwiami, przez które bohaterowie znikają lub się pojawiają, oraz sześcienne kubiki – mają przede wszystkim funkcjonalny charakter, służąc praktycznym celom, a nie dekoracyjnym. Kostiumy (Lila Dziedzic) to prawdziwa komiksowa wariacja na temat XVIII-wiecznych strojów: błyszczące cekinami kubraki Makarego, futrzana opończa Kasi, kontusz Doręby, różowe suknie, gigantyczne fikuśne peruki w odcieniach różu i błękitu – to wszystko tworzy groteskowy obraz mody tamtej epoki.
Czy kupiłem ten świat? Aktorsko i wizualnie – tak, z dużą przyjemnością. To zasługa utalentowanego zespołu aktorskiego, który zawsze trzyma wysoki poziom. Jednak w kwestii tempa przedstawienia nie do końca byłem przekonany do jego powolnego rytmu, choć dostrzegam celowość i konsekwencję w takim wyborze.