„Prawy do lewego”, uwspółcześniona wersja farsy Raya Cooneya „Okno na parlament”, to spektakl, który od pierwszych scen wciąga widza w wir absurdalnych perypetii. Farsa ta, w Polsce znana od prapremiery w 1993 roku, przeszła przez wiele realizacji i nadal zachwyca swoim wyrafinowanym chaosem. Tym razem reżyser Dariusz Taraszkiewicz prowadzi widza przez lawinę nieporozumień, które wywołuje romans Pani Minister i posła opozycji w luksusowym hotelowym apartamencie, zakłócony przez obecność „trupa lądującego” w szafie. Dodatkowo w akcję wplatają się detektyw za oknem, francuski kelner, lękliwa asystentka, zazdrośni partnerzy i wścibski kierownik hotelu, tworząc klasyczny farsowy zamęt.
Największą siłą przedstawienia jest aktorstwo, a w szczególności Ewy Gawryluk, która w swojej roli prezentuje dobrze pojęty balans między komizmem sytuacyjnym a subtelnym charakterem postaci. Jej precyzyjna mimika, rytm dialogów i wyczucie farsowej frazy wprowadzają energię, która utrzymuje tempo akcji i podtrzymuje napięcie komiczne. Gawryluk zdaje się rozumieć farsowy „zegarek” Cooneya — wie, kiedy wyhamować, kiedy przyspieszyć i potrafi utrzymać widza w napięciu między kolejnymi gagami. Reszta zespołu również odnajduje się w tym wymagającym gatunku, precyzyjnie synchronizując wejścia i zejścia oraz reagując na moment spadającego tytułowego okna.
Pewien dysonans wprowadza Joanna Moro, której przesadna ekspresja miejscami zaburza harmonię przedstawienia. W farsie, gdzie komizm opiera się na wyważonej przesadzie i dyscyplinie środków, nadekspresja potrafi odciągnąć uwagę od misternie skonstruowanej akcji i wprowadzić niezamierzony chaos. Mimo to tempo i rytm spektaklu utrzymują widzów w ciągłej gotowości do śmiechu, a absurdalny świat hotelowego romansu i nieoczekiwanych zdarzeń momentami bawi do łez.
To, co odróżnia dobrą farsę od efektu jedynie komediowego przepychu, to kontrola rytmu i modułowa konstrukcja scen — elementy, które w najlepszych realizacjach Cooneya działają jak sprężyny zegarowe. Taraszkiewicz z wyczuciem prowadzi aktorów przez spiralę farsowych pomyłek, dbając o tempo, precyzję i klarowność chaotycznych sytuacji, choć teatralna dyscyplina mogłaby być ostrzej wypracowana, by w pełni uwypuklić matematyczny absurd fabuły.
Scenografia Wojciecha Stefaniaka i kostiumy Moniki Rybakiewicz tworzą właściwe tło dla farsowych perypetii, a muzyka Jana Waligórskiego subtelnie podkreśla humorystyczny nastrój. Każdy scenicznym „klik” drzwi, zejście aktora czy spięcie związane z tytułowym oknem przypomina, że farsa to gatunek, który choć nie odkrywa nowych prawd, potrafi wciąż dynamicznie bawić — pod warunkiem, że jego mechanizmy pozostają w żelaznej synchronizacji.
„Prawy do lewego” udowadnia, że mistrzowsko skrojona farsowa intryga, wsparta przyzwoitym warsztatem aktorskim (Jarosław Boberek, Urszula Dębska, Hacen Sahroui, Mayrycy Popiel), nawet po trzydziestu latach od pierwszej realizacji, pozostaje świeża, pełna humoru i wciąż gotowa do wywołania salw śmiechu na widowni.
Agencja Artystyczna COPA