Dźwięk, który opowiada życie. Życie, które staje się muzyką
O książce „Co u Pana słychać? Zależy, co zagram. Stanisław Maria Syrewicz w rozmowie z Jackiem Pałasińskim” wydanej przez Federal Media Company pisze Wiesław Kowalski.
„Co u Pana słychać? Zależy, co zagram” to autobiograficzny wywiad rzeka z kompozytorem Stanisławem Syrewiczem, przeprowadzony przez Jacka Pałasińskiego. Książka ukazuje nie tylko wyjątkową drogę artystyczną, ale i rzadko spotykaną samoświadomość twórcy, który przez dekady pozostawał wierny własnemu językowi muzycznemu – zarówno w Polsce, jak i na Zachodzie.
Dla krytyka muzycznego ta opowieść ma znaczenie szczególne. Stanisław Syrewicz to artysta, którego dorobek zdecydowanie bardziej rezonował w międzynarodowych kręgach niż w polskiej świadomości kulturowej. Jako kompozytor współtworzył język muzyki filmowej końca XX wieku – język oparty na subtelności, psychologicznej precyzji i narracyjnej funkcji dźwięku. Jego muzyka nie narzuca emocji, lecz je modeluje. Komponował dla BBC, Channel 4, współpracował z Johnem Frankenheimerem przy adaptacji The First Circle, tworzył ścieżki dźwiękowe do filmów i seriali w Europie i USA, zawsze z naciskiem na dramaturgię i niuans.
Styl Syrewicza łączy tradycję klasyczną z filmowym minimalizmem. Charakterystyczne są jego oszczędne partie smyczkowe, niskie rejestry fortepianu, ograniczona orkiestracja i muzyka osadzona na granicy ciszy. Nie epatuje emocją – raczej nią zarządza. Wie, kiedy dźwięk powinien zamilknąć, a kiedy zaledwie zasugerować nastrój. To czyni go mistrzem muzycznego podtekstu – twórcą, który komponuje „dla montażysty i kamery”, nie tylko dla ucha.
W książce Syrewicz wraca do dzieciństwa w Azowie, lat młodości spędzonych w siermiężnej rzeczywistości PRL-u, a także do dramatycznych zwrotów, które zadecydowały o jego artystycznym i osobistym losie. Szczególnie poruszająca jest opowieść o stanie wojennym, który zastał go poza granicami kraju — z dnia na dzień stał się emigrantem, pozbawionym zaplecza, kontaktów i perspektyw. Przez pewien czas balansował na granicy ubóstwa, licząc drobne na jedzenie, a jednocześnie nie przestając komponować – z potrzeby zachowania tożsamości i nadziei. Te doświadczenia kontrastują z późniejszymi momentami życia, kiedy przy jednym stole zasiadał z Mickiem Jaggerem, Diane Keaton czy Marianne Faithfull, albo pracował dla brytyjskiej i amerykańskiej telewizji, tworząc muzykę dla milionowej publiczności.
To nie są jednak tylko barwne anegdoty. Syrewicz traktuje je jak frazy większej kompozycji – każda z nich prowadzi do refleksji nad tym, czym w istocie jest tożsamość twórcy. Czy kształtuje ją talent, okoliczności, przetrwanie, a może umiejętność przekształcania traumy w język dźwięku? Artysta pokazuje, jak historia – osobista i polityczna – wdziera się w życie prywatne i zawodowe, ale też jak można ją przetworzyć w formę, w styl, w decyzję estetyczną. W tym sensie książka staje się czymś więcej niż opowieścią o losie emigranta – to świadectwo formowania się głosu artystycznego w warunkach niepewności i braku przywilejów.
Rozmowa z Pałasińskim ma rytm dobrze napisanej partytury – są tematy, kontrapunkty, powroty i pauzy. Dla znawców muzyki filmowej książka ta to ważne świadectwo epoki. Dla młodych twórców – przypomnienie, że mniej znaczy więcej. A dla odbiorców kultury – spotkanie z artystą, który potrafi mówić cicho, ale bardzo dobitnie.
fot. Federal Media Company