Scenariusz Rubina i muzyka Tima Minchina przenoszą do teatru historię o człowieku, który każdego ranka budzi się w tym samym dniu. W wersji Marcina Wierzchowskiego to nie tylko opowieść o pętli czasu, lecz także o lęku przed zmianą, potrzebie samoświadomości i sile, która każe człowiekowi powtarzać własne błędy.
Musical w pętli. Capitol stawia na premierę z przesłaniem
Teatr Muzyczny Capitol od lat poszukuje formuły musicalu, która nie jest wyłącznie widowiskowa, lecz intelektualnie angażująca. Po sukcesie takich tytułów jak „Blaszany bębenek” czy „Liżę twoje serce” w reżyserii Agaty Dudy-Gracz, Capitol otwiera nowy rozdział. „Dzień Świstaka”, w reżyserii Marcina Wierzchowskiego, to projekt, który łączy filozofię teatru psychologicznego z rytmem i energią musicalu.
– Nie chodzi o musical. Chodzi o ten musical – wspomina Konrad Imiela, dyrektor artystyczny Capitolu, cytując pierwszą rozmowę z reżyserem. To właśnie Wierzchowski, znany z „Alte Hajm/Stary dom” i „Gaz!”, zaproponował Capitolu adaptację kultowego filmu Rubina. Jak przyznaje Imiela, początkowo zaskoczyła go ta propozycja. – Byłem zachwycony, ale również mocno zaskoczony tym, że reżyser tak skupiony na budowaniu gęstych emocjonalnie, głębokich psychologicznie światów chce robić musical – mówi.
Dlaczego oni śpiewają?
Wierzchowski, związany ze Szkołą Filmową w Łodzi i Akademią Sztuk Teatralnych w Krakowie, nie ukrywa, że „Dzień Świstaka” to jego pierwsze pełne spotkanie z formą musicalową. – Muzyka musicalowa z założenia sprawia, że jest lżej, nawet gdy dotykamy trudnych emocji i przeżyć. Poza tym, gdy człowiek śpiewa, to znaczy że jeszcze ma siłę żyć. Myślę, że śpiew dużo bardziej nas łączy niż słowa – mówi reżyser.
Ta lekkość nie oznacza ucieczki od poważnych tematów. Przeciwnie: w wersji Capitolu Punxsutawney staje się miejscem utknięcia – w czasie, w emocjach, w sobie. Wierzchowski pyta, czy rzeczywiście można ruszyć naprzód, jeśli nie zrozumie się własnej przeszłości. Bohater grany przez Alberta Pyśka – cyniczny prezenter pogody Phil Connors – przechodzi przez kolejne wersje tego samego dnia jak przez etapy terapii. Każda relacja, każdy gest powracają, aż do momentu, gdy powtarzalność stanie się lustrem.
– Zaczęliśmy od budowania postaci. Nie dałem sobie przyzwolenia, żeby pracować od razu nad scenariuszem. Dopiero, gdy zobaczyłem bohatera w działaniu, stanąłem przed tysiącem reżyserskich decyzji. Musiałem wejść w ten świat, aby zrozumieć, jak działają piosenki – tłumaczy Wierzchowski.
To podejście – bliskie metodzie psychologicznego teatru autorskiego – nadaje musicalowi nieoczywisty wymiar. Śpiew nie jest tu dekoracją, ale impulsem do zrozumienia samego siebie.
Punxsutawney jak sen
W Capitolu pętla czasu przyjmuje formę scenicznego labiryntu. Joanna Załęska projektuje przestrzeń, w której codzienność zamienia się w sen. Wszystko wygląda znajomo, ale nic nie jest takie samo. Postaci powracają w przebranych rolach – niczym figury z podświadomości Phila. Jakby mieszkańcy byli jednocześnie kimś z rzeczywistości i kimś z przeszłości. W tym świecie świstak staje się symbolem utknięcia, ale i momentu przebudzenia.
Muzyka Tima Minchina, w aranżacjach Christophera Nightingale’a, jest nośnikiem emocji: balansuje między groteską a melancholią, między ironią a nadzieją. Łukasz Bzowski (kierownictwo muzyczne) wraz z orkiestrą Capitolu buduje strukturę dźwiękową, która pozwala aktorom śpiewać siebie – a nie tylko rolę. Choreografia Piotra Stanka dopełnia tej koncepcji: ruch powtarzany, zatrzymany, zniekształcony – staje się metaforą życia w pętli.
Zespół i energia Capitolu
W obsadzie oprócz Pyśka i Mirelli Burcewicz (Rita Hanson) zobaczymy m.in. Krzysztofa Suszka, Rafała Kozoka, Ewę Szlempo-Kruszyńską, Justynę Woźniak, Bartosza Pichera i Mateusza Kierasia. Współtworzą oni świat, w którym każda postać ma swój własny „dzień świstaka” – moment zawieszenia pomiędzy próbą zmiany a rezygnacją.
Na scenie słychać i widać cały Capitol: perfekcyjnie zgrany zespół, precyzyjną orkiestrę, znakomitą technikę. Ale tym razem to nie tylko spektakl o muzyce i rytmie – to musical, który ma duszę. Wierzchowski, znany z intelektualnej precyzji, tu daje się ponieść emocjom. – Cały proces pracy był dla mnie czymś zupełnie nowym – chwilami frustrującym, ale ostatecznie fascynującym – przyznaje.
Dlaczego „Dzień Świstaka” teraz?
Pytanie o czas i powtórzenie nabiera dziś szczególnej aktualności. W świecie, który coraz częściej przypomina pętlę – informacyjną, polityczną, emocjonalną – historia Phila Connorsa staje się metaforą współczesności. Wierzchowski, znany z umiejętności konstruowania scenicznych światów, które są jednocześnie realne i symboliczne, pokazuje, że teatr może być miejscem przebudzenia.
To nie przypadek, że „Dzień Świstaka” trafia na afisz Capitolu właśnie teraz, gdy teatr – po latach eksperymentów formalnych – szuka nowego języka emocji. Wierzchowski, który przez dwie dekady tworzył autorskie spektakle o pamięci i tożsamości, po raz pierwszy sięga po gotowy tekst. Ale to, co z nim robi, przypomina twórczość reżyserów, którzy potrafią z remake’u uczynić osobistą wypowiedź.
W jego „Dniu Świstaka” nie ma komedii o pogodynce – jest przypowieść o człowieku, który próbuje zrozumieć sens życia, powtarzając w kółko ten sam dzień. O teatrze, który – jak sam świstak – wychyla się z nory, by sprawdzić, czy zima minęła, czy może znów trzeba przeżyć to samo.
Premiera w Capitolu
Polska prapremiera musicalu „Dzień Świstaka” odbędzie się 11 października 2025 roku na Dużej Scenie Teatru Muzycznego Capitol. Kolejne spektakle zaplanowano na 12, 15–19 października oraz 14–16 listopada.
Bilety: 80–140 zł (normalne) i 60–120 zł (ulgowe).
Spektakl dla widzów 16+, z napisami w języku angielskim.
https://www.teatr-capitol.pl/