Powieść Collodiego to lektura dla klas IV–VIII, zaś spektakl przeznaczony jest dla widzów w wieku 5–12 lat. Adaptacja sceniczna przemawiająca zarówno do młodszych, jak i starszych dzieci – czy to może się udać?
Pinokio to wystrugany z drewna pajacyk, którego Dżepetto kocha niczym własnego syna. Chłopiec musi jednak wiele się nauczyć i zrozumieć, co w życiu naprawdę ważne, by dowieść, że ma prawdziwe serce. Na jego drodze stają zarówno stworzenia podstępne – Lis i Kot, jak i postacie pomocne – Wróżka i Świerszcz, a także bohaterowie groźni, lecz sprawiedliwi, jak Farmer i Ogniojad. W przedstawieniu nie brakuje również sceny w żołądku wieloryba. Fabuła zatem nie zaskakuje, a edukacyjna warstwa spektaklu może wesprzeć nauczycieli w omawianiu lektury.
Tymczasem teatr to nie zawsze i nie tylko edukacja. Nie powinien ograniczać się do przedstawienia historii. Widz nie oczekuje wyłącznie treści, lecz również zgrabnego opakowania i nietuzinkowego sposobu jej podania. Scenografia, kostiumy, muzyka, ruch sceniczny, dramaturgia i kunszt aktorski – to elementy, które stanowią o prawdziwej wartości spektaklu. Ujmują sceniczną opowieść w kadr o wyjątkowej estetyce i wprowadzają widza – niezależnie od jego wieku – w magię teatru. W przypadku adaptacji scenicznej powszechnie znanej powieści dla dzieci, wpisanej na listę lektur szkolnych, pokusiłabym się wręcz o stwierdzenie, że stworzenie udanego spektaklu to prawdziwe wyzwanie. Sukces zależy tu od niebanalnego podejścia, które przemówi zarówno do młodych odbiorców, jak i do nauczycieli oraz rodziców.
Pinokio w Teatrze Capitol to jednak dość pospolita inscenizacja. Skromnej scenografii Izy Toroniewicz, niewyszukanym kostiumom Krystiana Szymczaka i pozbawionym uroku projekcjom wideo Janusza Szymańskiego daleko do baśniowego kadru. Nawiązująca do synth-popu muzyka Agnieszki Szczepaniak, niedopracowana warstwa wokalna (z tekstami piosenek Karoliny Słyk) i chaotyczna choreografia Wojciecha Grudzińskiego potęgują wrażenie przypadkowości. Nawet marionetki autorstwa Barbary Grajny i Mai Krupińskiej, które – animowane wprawnymi rękami – mogłyby wzbogacić spektakl, pozostają wyłącznie smutno wiszącymi na linkach rekwizytami. Chaos i krzyk przeważają nad nielicznymi scenami wyciszenia, co młodszego widza poddaje nadmiarowi bodźców, a starszego – nuży lub irytuje.
Estetyka spektaklu jest w stanie zaangażować co najwyżej siedmioletnie dziecko, dlatego kierowanie przedstawienia do starszych odbiorców oceniam jako nietrafione (zresztą Pinokio jako lektura szkolna dla młodszych nastolatków również budzi moje wątpliwości). Spektakl nie dostarczy pozytywnych wrażeń ani nauczycielom, ani rodzicom, a uczniów starszych klas po prostu znudzi. Zespołowi aktorskiemu – Karolowi Osentowskiemu, Filipowi Kowalczykowi, Grażynie Rogowskiej, Marlenie Suder i Mai Szkutnik – pozostaje życzyć okazji do bardziej udanych kreacji.
https://teatrcapitol.pl/spektakl/pinokio/